Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No, możemy powiedzieć, że MSZ odnotowało pewien postęp, mniej bowiem na stanowiskach szefów departamentów i biur jest wicedyrektorów czy też pełniących obowiązki, za to więcej dyrektorów prawdziwych.
Wyjątkiem jest tu Departament Wschodni, zajmujący się Rosją i krajami byłego ZSRR, którym kieruje wicedyrektor. Jest nim Artur Michalski, który do MSZ przyszedł z Ośrodka Studiów Wschodnich. Swego czasu pracował też w ambasadzie polskiej w Moskwie. Zajmował się sprawami politycznymi. Był tam w cieniu Agnieszki Magdziak-Miszewskiej, a teraz – jak widać – z tego cienia wychodzi.
Jeżeli jesteśmy już przy sprawach wschodnich. Kiedyś mówiło się: mądry Polak po szkodzie. A teraz okazuje się, że są takie sytuacje, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
Oto wysłaliśmy na Białoruś ambasadora Leszka Szerepkę, no i mamy problem… Otóż zanim Szerepka pojechał do Mińska, na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Wyglądały, tak jak wyglądały, w związku z tym Polska ogłosiła, że nie odbyły się one w demokratycznym porządku, no i że Łukaszenka zdobył władzę z pogwałceniem prawa. Czyli – nielegalnie. No i co teraz z Szerepką? Jeżeli pojedzie do Mińska, powinien złożyć listy uwierzytelniające. Oczywiście – głowie państwa. A jak może składać, skoro dla nas Łukaszenka jest nielegalnym prezydentem? Odmawiamy mu prawomocności?
Cokolwiek Szerepka zrobi, będzie źle. Złoży – znaczy się, uzna gwałt na demokracji, zaprzeczy polskim oświadczeniom. Nie złoży – sam zepchnie Polskę na margines.
Oto brak rozumu. Bo gdyby Szerepka pojechał do Mińska przed wyborami, nie byłoby problemu – złożyłby listy, a teraz moglibyśmy protestować. A w tej chwili?
Dodajmy jeszcze jedno – otóż to, że Łukaszenka wygra wybory i że będą towarzyszyły temu awantury, wiedział każdy. Innego wariantu nikt nie uwzględniał w rachubach. To była oczywista oczywistość. Dlaczego więc w MSZ tego nie wiedziano? Przypomnijmy, kilka lat temu przetrenowaliśmy ten sam wariant. Wtedy też nie uznaliśmy wyników wyborów prezydenckich ani elekcji Łukaszenki i w związku z tym ówczesny ambasador Polski na Białorusi, Henryk Litwin, urzędował w Warszawie. Dopiero bodajże po roku albo jeszcze później pojechał do Mińska.
Ręce więc opadają – bo jak można w sprawach białoruskich popełniać tak proste błędy? Dwa razy z rzędu!
A jeśli chodzi o Litwina, to jest on na fali. Był ambasadorem na Białorusi. Potem, po katastrofie smoleńskiej i śmierci wiceministra Andrzeja Kremera, wrócił do Polski i zajął jego stanowisko. I oto czeka go znów skok – ma jechać jako ambasador na Ukrainę.
Długo więc w tej Polsce się nie namieszkał ani nie naministrował.
Możemy mieć tylko nadzieję, że po wyjeździe na placówkę nazwisko Litwina zostanie skreślone z internetowej listy wiceministrów. Bo, jeśli się spojrzy na stronę internetową MSZ, widać wyraźnie, że sprawy sieci w tej instytucji leżą. W spisie ambasadorów jako ambasador na Ukrainie widnieje Jacek Kluczkowski. Ale jeszcze śmieszniej jest z Wojciechem Zajączkowskim. Otóż figuruje on tam jako ambasador w Rosji, a dwie linijki niżej jako ambasador w Rumunii.
Widać, że nikt tej strony w MSZ nawet nie ogląda, nikomu nie zależy. Jeżeli z taką skrupulatnością urzędnicy ministerstwa zajmują się innymi sprawami, to tylko pogratulować.
Attaché

Wydanie: 5/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy