Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Środek lata to okres, kiedy w MSZ jest największy ruch. Bo trwa rotacja. Jedni wracają z placówek, inni wyjeżdżają, wymiana następuje latem, to jest oczywiste, chodzi o to, by dzieci dyplomatów nie zmieniały szkoły w trakcie roku szkolnego.
Na marginesie tegorocznej rotacji warto zauważyć wyjazd Wojciecha Ostrowskiego. To jest były dyrektor Sekretariatu Ministra w czasach Anny Fotygi. Ostrowski miał obiecany wyjazd na ambasadora do Szwajcarii, ale pryncypałka nie zdążyła tego sfinalizować. Do gry weszli silniejsi. I Ostrowski musiał ustąpić miejsca w Bernie Jarosławowi Starzykowi, który musiał ustąpić miejsca w Madrycie Ryszardowi Schnepfowi. Tak wygląda w Polsce polityka kadrowa.
Ostatecznie Ostrowski nie kończy źle – bo jedzie do Rzymu, będzie tam przedstawicielem RP przy FAO. To jest taka placówka, gdzie można ugrać dla kraju sporo punktów, ale można też sobie wszystko odpuścić i mieć czteroletnie wakacje w Rzymie. O tyle jest to łatwe, że sprawami FAO nikt się w Polsce nie interesuje, nic nie trzeba raportować, nikt nie pogania, nie rozlicza, a jak ktoś z polskich VIP-ów przyjeżdża do Rzymu, to pędzi do Watykanu.
Dodajmy, że w ostatnim czasie Polacy byli aktywni w FAO, tę tradycję kontynuował Ryszard Wojtal, którego Ostrowski zastępuje. I – powiedzmy sobie otwarcie – mało kto w MSZ wierzy, że zastąpi go godnie. Raczej panuje opinia, że przyboczny Fotygi potraktuje tę placówkę jako synekurę.
A jak potraktuje swoją placówkę Krzysztof Olendzki? To jest z wykształcenia historyk, trochę pracował w dyplomacji, był na placówkach w Rzymie i Tallinie, ale ostatnio był wiceministrem kultury u Kazimierza Ujazdowskiego, czyli w rządzie PiS. Jeszcze w czasach schyłkowej Fotygi mówiło się, że pojedzie na jakąś placówkę, ba, mówiono nawet o Paryżu, ostatecznie to wszystko upadło. No i teraz Olendzki znów wyskakuje nam jak królik z kapelusza – ma jechać jako ambasador do Tunezji.
Co on do tej Tunezji ma, skoro zajmował się Europą i UNESCO, nie we nikt. Ale tam jedzie. Ktoś funduje mu wakacje.
Jeżeli mówimy o nominacjach wynikających z politycznej gry, z przepychania się między MSZ a Kancelarią Prezydenta, to warto zauważyć nominację innego rodzaju.
Otóż od paru tygodni dyrektorem Departamentu Współpracy Rozwojowej jest Marek Ziółkowski. Zastąpił on na tym stanowisku Jerzego Pomianowskiego, ale nie to jest najważniejsze. Otóż departament ten odpowiada za politykę dystrybuowania pomocy rozwojowej, zarówno poprzez OECD, jak i inne organizacje międzynarodowe oraz z polskiego budżetu. Ziółkowski z kolei to były ambasador na Ukrainie, pracował też na Białorusi. Tak naprawdę interesują go wyłącznie kraje byłego ZSRR.
I teraz pytanie (z gatunku retorycznych): jak jego doświadczenie i zainteresowania wpłyną na działalność departamentu? I pytanie numer dwa (też retoryczne): czy takie pytanie zadawano sobie przed wręczeniem mu nominacji?

Wydanie: 31/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy