Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to Jarosław Kaczyński odbił MSZ – jak ogłosił. W ministerstwie ludzie zaczęli więc sobie zadawać pytanie: czy to oznacza, że teraz są podbici? No i drugie pytanie: kogo nowi właściciele resortu uznają za liderów starego reżimu, a kogo za tych, których można zaakceptować? No i czy przyprowadzą jakichś nowych władców?
Na razie MSZ przygląda się, jak sobie radzi pani namiestnik (to określenie chyba najlepiej pasuje do terminologii „odbicia”), czyli pani Anna Fotyga. Otóż radzi sobie tak: pojechała na Ukrainę. W gazetach mówiono, że rozmawiać o mięsie. To znaczy o polskim mięsie, którego Ukraina nie chce przyjmować. Jej ukraiński odpowiednik uprzejmie zatem odpowiedział, że o takiej sprawie to powinny rozmawiać zainteresowane resorty. Proste, prawda?
Prostą rzeczą jest także to, że dobrze byłoby wiedzieć, szanowna pani minister, iż na Ukrainie nie ma jeszcze rządu. Bo po dwóch miesiącach od wyborów jest pat. Nie wiadomo więc, kto będzie kierował resortem spraw zagranicznych, a kto resortem rolnictwa, jakie będzie rozdanie. I w takich momentach wizyt raczej się nie składa. Bo po co? Stara ekipa już niewiele może i nie ma głowy do politycznych planów, a nowej jeszcze nie ma.
To takie abecadło.
Jeździmy na Ukrainę, za to nie jeździmy na Białoruś.
Białoruś przyjeżdża od czasu do czasu do nas, m.in. były ambasador Mariusz Maszkiewicz zaprosił do Polski osoby, z którymi manifestował w Mińsku po wyborach prezydenckich. Był z nimi u marszałków Sejmu i Senatu. Szkoda tylko, że nasze wolne media o tym nie wspomniały. W przeciwieństwie do białoruskiej telewizji.
Ale jest rzecz gorsza – Henryk Litwin czeka na wyjazd. Komisja sejmowa zaakceptowała jego kandydaturę jako ambasadora w Mińsku, prezydent ją podpisał. I co? Sami zapędziliśmy się w ślepy zaułek. Bo najpierw minister Meller pozwolił, by do kraju wrócił ambasador Pawlak, który na Białorusi znał wszystkich – i w administracji, i w korpusie. Potem trwały u nas deliberacje, kogo wysłać na jego miejsce. Potem były wybory na Białorusi, których nie uznaliśmy. A teraz jak? Mamy wysłać ambasadora do prezydenta, którego wyboru nie uznajemy, żeby składał mu listy uwierzytelniające?
Tymczasem inne państwa Unii Europejskiej mają w Mińsku swych ambasadorów.
Jest więc teraz pomysł, by Litwin pojechał do Mińska nie jako ambasador, ale chargé d’affaires. Bo w ten sposób nie będzie musiał składać listów Łukaszence, no i w ogóle spotykać się z nim. Mój Boże, ależ to dotkliwa kara…
Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli w polityce rządzą emocje, to w dyplomacji wyrachowanie. No więc nie mamy dyplomacji.

PS. Przy okazji prostujemy – odwołano odwołanie Marka Kryńskiego, konsula generalnego w Sao Paulo. Miał wracać – zostaje. Wraca jego podwładny. Razem z ambasadorem.

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy