Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to minęły nam dwa miesiące prezydencji. Jeszcze trzy (w grudniu ludzie myślą o świętach) i koniec. Opędzi się sprawę paroma spotkaniami na szczycie i będzie sukces, choć nie było nic. Tak właśnie rozmawiało paru dżentelmenów, zbierając papiery potrzebne do emerytury.
Ładnie mówili, choć zapomnieli o czymś jeszcze – już mamy dwa miesiące prezydencji, ale nie wiemy, po co ją mamy. Jeszcze pół roku temu opowiadano na przykład, jakie to cele ma Polska do zrealizowania w czasie naszej prezydencji. O! Mieliśmy ruszyć z posad leniwą Unię! Teraz cichutko, o żadnych celach nikt nic nie wie.
Może to i dobrze, bo trzeba by było opowiadać o nich dłużej niż twitterowym ćwierknięciem. Mieliśmy przecież w ostatnich tygodniach ważne wydarzenia na Białorusi i Ukrainie, czyli na Wschodzie, będącym podobno priorytetem naszej polityki. To zawsze się pojawiało! Ale jak można wyjść poza banał, kiedy akurat MSZ latem w sprawach wschodnich miało braki kadrowe – dyrektor departamentu przebywał na przedłużonym urlopie, a wicedyrektor miała kłopoty ze zdrowiem. O wiceministrze odpowiedzialnym za sprawy wschodnie nie wspominamy, bo dopiero się ich uczy…
Nasi dżentelmeni plotkowali też o kadrowych roszadach. To ma związek z coraz mniej wygodną sytuacją Jarosława Czubińskiego, dyrektora generalnego w MSZ, którego ostatnio nazywali Jarem bez Ziemi. A to dlatego, że oddał wszystko, co miał ważne. Sprawy kadrowe przejął de facto minister Sikorski. To znaczy – minister wziął w swoje ręce te ważniejsze nominacje, a te mniej ważne – Biuro Spraw Osobowych. Z kolei sprawy infrastruktury i zakupy – pan pełnomocnik Michalczewski. Ba, budowę ambasady w Berlinie ma teraz nadzorować wiceminister Jerzy Pomianowski. To pewnie dlatego, że kiedyś prowadził budowę ambasady w Japonii (pisaliśmy o tym swego czasu).
To samo w sobie jest humorystyczne – bo Pomianowski w MSZ zajmował się przez lata sprawami azjatyckimi. A teraz jest odpowiedzialny za sprawy Europy Wschodniej. No i za budowę ambasady w Niemczech. Nie za duży ten
rozrzut?
Pewnie więc Czubińskiemu zostanie tylko do wykonania sprawa remontu (adaptacji?) ambasady w Wilnie. Będzie to robił jako ambasador, bo tam ma jechać.
A kto go zastąpi?
Jest już giełda kandydatów. Na razie najczęściej wymieniane są na niej trzy nazwiska.
Mówi się więc, że nowym dyrektorem generalnym może być Jerzy Drożdż. On był nie tak dawno w Turcji, a teraz jest na placówce w Brukseli w charakterze zastępcy ambasadora Jana Tombińskiego.
Czy wróci do Warszawy? Niektórzy twierdzą, że wolałby jednak wyjechać, najlepiej do Ankary (jest turkologiem)…
Drugą osobą często wymienianą jako potencjalny następca Czubińskiego jest Łukasz Lutostański, dyrektor Biura Archiwum i Zarządzania Informacją. Ma doktorat, a poza tym ma łatwość współpracy z przełożonymi (tak to nazwijmy). Oni to doceniają…
Jest i trzeci kandydat – to Jakub Wiśniewski, obecny dyrektor Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Jest najmłodszy z tej grupy, ma 33 lata, i praktycznie nie ma żadnego doświadczenia dyplomatycznego. Więc choćby z tego powodu uważany jest dziś w tym wyścigu za faworyta.
Attaché

Wydanie: 36/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy