Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Dużo sobie w MSZ opowiadają o tej kłótni na kierownictwie MSZ między Rafałem Wiśniewskim a Andrzejem Sadosiem. Sadoś jako człowiek odpowiedzialny za budowę obrazu Polski za granicą (kto oceni te sukcesy?) zaczął niemal kierować Departamentem Promocji, który podlegał kompetencyjnie Wiśniewskiemu. Wydawać polecenia, rozliczać ludzi, a Wiśniewski dowiadywał się o tym (jeżeli się dowiadywał) ex post.
Więc w obecności pani Fotygi wybuchła dzika awantura, brzydkie wyrazy – jak wieść niesie – fruwały niczym jaskółki, takie oto mamy w odbitym MSZ nowe zwyczaje.
Ale stare zwyczaje też się zachowały – już mówi się głośno, że wiceministrowie Witold Waszczykowski, Janusz Stańczyk i Rafał Wiśniewski zamierzają wyjechać za granicę, w randze ambasadorów oczywiście, i to na dobre placówki. Oni tak to tłumaczą w rozmowach z ludźmi – że już nie mogą zdzierżyć tego, co się w MSZ dzieje, i świecić za to oczami. Minister Fotydze mówią oczywiście co innego.
Gwoli obowiązku trzeba powiedzieć, że jako pierwszy z tego kierowniczego grona nogę dał na placówkę Mariusz Kazana, dyrektor generalny. On jedzie do Brukseli, na stanowisko zastępcy ambasadora przy Unii Europejskiej. Czyli zastępcy Jana Tombińskiego, ojca dziewięcioroga dzieci. Z tego m.in. powodu ambasador cieszy się powszechnym uznaniem, a sam Lech Wałęsa miał mu powiedzieć, że jak będzie miał dziesiąte, to on zgłasza się na ojca chrzestnego. Ano zobaczymy…
Jeżeli już jesteśmy przy Brukseli: tu zwalnia się bardzo interesująca placówka, czyli ambasada RP w Belgii, bilateralna. Wraca do kraju, jak już pisaliśmy, Iwo Byczewski. A kto go zastąpi? Mówi się sporo m.in. o Sławomirze Czarlewskim. To barwna postać, paryski emigrant z lat 80., związany z „Solidarnością”, człowiek, który w MSZ nie przepracował ani jednego dnia, za to na placówkach – owszem. W roku 1991 został konsulem w Lyonie, Francuzi zaakceptowali tę nominację po pewnych oporach, bo kraj przyjmujący nie lubi, jak jego obywatel kieruje zagraniczną placówką i korzysta – siłą rzeczy – z immunitetu. Bo jak go traktować? Potem, po skończonej kadencji, Czarlewski wrócił do Paryża, ale potem, już za Buzka, znów zaczął pracować w polskiej służbie dyplomatycznej, tym razem w ambasadzie RP w Paryżu. Był radcą ministrem pełnomocnym, czyli zastępcą ambasadora. Jego kariery o mało nie zatrzymał pewien incydent, on był ranny, ale sprawę zatuszował ambasador Meller, więc i my nie będziemy jej rozwijać.
Potem znów skończyła mu się kadencja, ale do Paryża zaczęła przyjeżdżać Jolanta Kwaśniewska. No i Czarlewski zaczął ją obwozić, bo przecież znali się ze studiów, z Gdańska, z prawa. Wielki przyjaciel. Teraz z kolei już o Kwaśniewskiej nie pamięta, jest znów kombatantem „Solidarności”. I chce to zdyskontować. Więc Bruksela? A może Paryż? Bo warto dodać, że jeszcze parę miesięcy temu bardzo zabiegał, by zostać ambasadorem RP we Francji. Ale, zdaje się, oceniono w Warszawie, że to zbyt ważna placówka. No proszę, a mówią, że to nasze MSZ zupełnie do niczego…

Wydanie: 13/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy