Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

23 lutego w radiowych “Sygnałach Dnia” prezydent Kwaśniewski powiedział: “Polska bardzo poważnie traktuje partnerstwo strategiczne z Ukrainą”.
Piękne słowa. Ale rzeczywistość pokazuje, że prezydent mówi jedno, a rząd czyni coś innego. A w każdym razie w roku 2001 daliśmy sporo powodów, by tak w Kijowie myślano.
Pierwszym powodem była – opisywana już przez nas – sprawa Marka Ziółkowskiego, obecnego dyrektora Departamentu Europy Wschodniej, kandydata na ambasadora na Ukrainie. Ziółkowski przeszedł już wszystkie polskie procedury, więc wysłano do Kijowa prośbę o agrément. Wysłano ją 50 dni temu, a odpowiedź ciągle nie nadeszła. W dyplomacji, zwyczajowo, taka odpowiedź nadchodzi po dwóch-trzech tygodniach. Góra – po czterech. Gdy się przeciąga – oznacza to jedno: państwo przyjmujące nie chce takiego ambasadora. Milczenie jest więc jednoznaczne. Tym bardziej że kanałami dyplomatycznymi poinformowano nasze władze, że Kijów wolałby na tym stanowisku kogoś innego.
Dlaczego? Rzecz jest prosta: Ziółkowski nie ma dobrej opinii u naszych wschodnich sąsiadów – złożyło się na to wiele spraw, m.in. kilka wypowiedzi, a także opinie z czasów kiedy pracował na Białorusi.
Załóżmy, że Polacy przejdą do porządku dziennego nad milczeniem Kijowa i dalej będą upierać się przy kandydaturze Ziółkowskiego. Więc Ukraińcy go przyjmą. Ziółkowski pojedzie na Ukrainę i będzie tam funkcjonował jako tzw. ambasador źle widziany. Z wszystkimi konsekwencjami – będzie się umawiał na spotkanie z wiceministrem, przyjmie go wicedyrektor departamentu, i to po dwóch tygodniach, na przyjęcie do ambasady nie przyjdzie nikt ważny, wszystkie sprawy załatwiane będą innymi kanałami itd., itp. Czy o to nam chodzi?
Ale jest i drugi powód, wątpliwości Kijowa w polsko-ukraińskie partnerstwo strategiczne. Otóż ponad rok temu minister Pałubicki prowadził własną wojnę z Rosjanami, wyrzucając dziewięciu rosyjskich dyplomatów z Warszawy pod zarzutem prowadzenia działalności szpiegowskiej. W rewanżu Rosjanie odesłali dziewięciu Polaków z ambasady w Moskwie do Warszawy. I cóż się teraz dzieje – już drugi z tej dziewiątki rozpoczyna pracę w Kijowie. Wygląda to tak, jakbyśmy naszych szpiegów zdemaskowanych w Moskwie (czy byli szpiegami, czy nie – to inna sprawa) przerzucali do Kijowa. Jaki rząd będzie na to spokojnie patrzył?
Zwłaszcza kiedy przeczyta (to powód numer trzy), co myśli o Ukrainie i jej przyszłości Bronisław Geremek, do niedawna szef naszej dyplomacji, osoba w Polsce wpływowa. Oto w wywiadzie dla “Le Matin”, 13 lutego br. Bronisław Geremek powiedział ni mniej, ni więcej: “Ukraina jest rządzona przez władzę dyktatorską. Ale przykład serbski uczy, że to można zmienić z dnia na dzień”. Mój Boże! Czyli Kuczma to dyktator. I to taki jak Miloszević. Ale obali się go z dnia na dzień… Tak jak Miloszevicia.
Tak w praktyce wygląda partnerstwo strategiczne Polski i Ukrainy. To cud, że wygląda tak dobrze.

Wydanie: 10/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy