Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jeżeli ktoś chciałby mieć dowód na to, że rząd mamy marny, powinien przyjść kilkanaście dni temu na posiedzenie sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Jej tematem była sprawa rewindykacji polskich dóbr kultury. Otóż kilka miesięcy temu posłowie zwrócili się do rządu z prośbą o przedstawienie harmonogramu działań, które należałoby przeprowadzić, żeby zagrabione dzieła odzyskać. Oczywiście, ani przedstawiciel Ministerstwa Kultury, ani MSZ, takiego harmonogramu posłom nie przynieśli, proponując ogólną dyskusję. Wtedy poseł SLD, Longin Pastusiak, powiedział, że o dyskusji nie może być mowy, bo od kilku dni mamy zupełnie inną sytuację – otóż rosyjska Duma przyjęła ustawę o zwrocie dóbr kultury, które w czasie II wojny światowej “trafiły” na teren Federacji Rosyjskiej. A 27 maja prezydent Putin ją podpisał. Rosjanie chcą wszystko oddać! Ale ustawa ma jeden haczyk – daje zainteresowanym 18 miesięcy na to, żeby się zgłosili z informacją, w którym miejscu w Rosji poszukiwane dobra się znajdują. Pastusiak powiedział swoje, a przedstawiciel MSZ, a także przedstawiciel Ministerstwa Kultury (w randze podsekretarza stanu, z tytułem pełnomocnika rządu ds. odzyskiwania dóbr polskiej kultury!) doznali szoku – bo, jak sami przyznali, nie wiedzieli, że taka ustawa istnieje. Samo życie – mamy urzędy i urzędników, tylko nie wiemy po co.
Porozmawiajmy więc o czymś prostszym – o kadrach. Dwie placówki mają nowych ambasadorów, a minister Geremek – jak się komentuje – wysłał na dobre stanowiska kolejnych swoich ludzi. Po pierwsze, do RPA jedzie Krzysztof Śliwiński. Ten wyjazd to prztyczek w nos ZChN-owskim katolikom, którzy blokowali zresztą tę kandydaturę. Śliwiński przyszedł do MSZ w czasach Skubiszewskiego, był ambasadorem w Maroku, potem był rzecznikiem prasowym MSZ, a później pełnomocnikiem ministra ds. kontaktów z diasporą żydowską. I wtedy, jak oskarżają go prawicowcy, wywołał aferę z krzyżami oświęcimskimi, mówiąc w wywiadzie dla “Le Figaro”, że Polska usunie ze Żwirowiska Krzyż Papieski. To, co później się działo, miało być konsekwencją tej wypowiedzi. To, oczywiście, ahistoryczna interpretacja, bo nigdy słowo średniej rangi urzędnika nie wywołuje takich konfliktów, a mimo to Śliwiński uznany został za kozła ofiarnego całej afery. Ale, jak widać, przyjaciele nie opuścili go w biedzie.
Drugim ambasadorem jest Rafał Karpiński, wicedyrektor Biura Stosunków Międzyparlamentarnych naszego Sejmu, który jedzie do Tunezji. Karpiński nie pracował w MSZ, zajmował się dyplomacją międzyparlamentarną, był m.in. organizatorem niedawnej sesji Polska-NATO w Sejmie. Teraz przeniesie się do Tunisu. Za zastępcę będzie miał tam Ryszarda Maćkówa, dotychczasowego zastępcę dyrektora Departamentu Informatyki i Łączności MSZ. To będzie ciekawy duet – Karpiński zna się na dyplomacji, ale innej niż w MSZ, ma przygotowanie teoretyczne, brakuje mu praktyki. Maćków wielką praktyką go nie wspomoże. Ale nie wybrzydzajmy, Tunezja to kurort, jeździ się tam w nagrodę. Życzymy dobrej opalenizny!

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy