Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Mimo że koalicja pękła, a minister Geremek przedstawił swoją dymisję premierowi Buzkowi, w MSZ nie ma strachu. Bo co mogłoby się zmienić? Na razie więc MSZ jawi się jako oaza spokoju. Więc o wielkim pechu może mówić niedawny dyrektor Departamentu Promocji, Gerard Pokruszyński, który parę tygodni temu tę oazę opuścił. Otóż Pokruszyński, były konsul w Mediolanie, nie zgadzał się ze swoim przełożonym, dyrektorem-koordynatorem, Rafałem Wiśniewskim. Nie odpowiadał mu styl pracy Wiśniewskiego, no i czuł, że jego kariera jest w MSZ blokowana. Postanowił więc obejść nieprzychylne towarzystwo bokiem – i przeniósł się do… Kancelarii Premiera, gdzie zajmować się ma sprawami kontaktów międzynarodowych. W dobrych, spokojnych czasach taki ruch rzeczywiście byłby rozsądny. Ale teraz? Kiedy w MSZ spokojnie, do tego Wiśniewski ma wyjechać na Węgry? A w Kancelarii Premiera jakaś miotła będzie przecież zamiatać…
W tej sytuacji wielkim rozumem wykazała się następczyni Pokruszyńskiego, nowa szefowa Departamentu Promocji, pani w wieku emerytalnym. Właśnie przyjechała z placówki w USA i, zamiast wracać do rodzimego Ministerstwa Kultury, przyszła do MSZ. Z jej strony ruch to mądry, bo na Krakowskim Przedmieściu ciągłe zamiatanie, a ze strony MSZ?
Tu są różne zdania, podobnie jak i różne są zdania dotyczące bliskiego wyjazdu Wojciecha Zajączkowskiego na Ukrainę, na stanowisko zastępcy ambasadora. Zajączkowski do MSZ przyszedł z Ośrodka Studiów Wschodnich i pojechał do Moskwy. Ale na krótko, bo gdy minister Pałubicki wyrzucił z Polski dziewięciu rosyjskich szpiegów, to Rosjanie, w rewanżu, zdekompletowali polską ambasadę. Na tej wymianie wyszliśmy więc marnie, o czym wiedział każdy, pewnie z wyjątkiem ministra od służb specjalnych. Teraz, po paru miesiącach pobytu w centrali MSZ, Zajączkowski ma jechać na Ukrainę. Czy to dobry pomysł? Czy jest sens pchać do Kijowa człowieka, który, primo, ma marne dyplomatyczne referencje, bo jest zamieszany w gry służb specjalnych?
A secundo, nie ma jeszcze wystarczających kwalifikacji, by pełnić nową funkcję? Rzecz bowiem w tym, że funkcja zastępcy ambasadora to funkcja człowieka od czarnej roboty, rzemieślnika, który w dyplomacji przepracował lat dziesiąt i zna się na wszystkich sztuczkach i pułapkach. Ambasador błyszczy, a on haruje. Tak jest na całym świecie. Ambasadorem może być nawet dyletant, ale jego zastępcą musi być zawodowiec. Czemuż więc w Kijowie ma być inaczej? A propos Kijowa – ambasador Jerzy Bahr, któremu kończy się kadencja, sondował centralę MSZ, czy przedłużą mu pobyt, czy też ma szykować się do powrotu. Więc w odpowiedzi usłyszał, żeby się nie stresował, bo pobyt mu przedłużają. Ale czy ta odpowiedź była szczera? Na MSZ-owskiej giełdzie otwarcie się mówi, że niedługo ambasadorem na Ukrainie będzie Marek Ziółkowski, obecny dyrektor Departamentu Europy Wschodniej, wcześniej ambasador na Białorusi. Więc jak to będzie naprawdę? Bahr zostanie, czy też Bahr wróci, a Ziółkowski pojedzie?

Wydanie: 23/2000

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy