Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W pierwszej połowie lat 70. ogłoszono doktrynę ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej. Teoria ta głosiła, że nasza dyplomacja obok tradycyjnych zadań powinna również promować polskie interesy gospodarcze. Dziś nie jest to nic nadzwyczajnego, sam minister Geremek w niedawnym wystąpieniu w Sejmie podczas debaty nad polską polityką zagraniczną mówił, że jednym z głównych zadań dyplomacji jest promowanie naszych interesów gospodarczych, mówi o tym bardzo wiele opozycja, ale wtedy, prawie 30 lat temu, była to jakaś sensacja.
Na tej fali zaczęto przyjmować do MSZ absolwentów SGPiS, Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, czyli dzisiejszej SGH. Ten pomysł tłumaczono wielorako – a to tym, że do dyplomacji trafiają absolwenci polskiej uczelni, że znają języki obce, że – wreszcie – znają się na sprawach gospodarki. W tej grupie, w roku 1973, w MSZ znalazł się Stanisław Stebelski. W czasach PRL-u wielkiej kariery w MSZ nie robił, choć zdążył zaliczyć placówkę w Genewie, a potem w Nowym Jorku. Robił swoje, zajmując się sprawami z pogranicza dyplomacji i międzynarodowych stosunków ekonomicznych. Zwrot nastąpił w III RP. Minister Skubiszewski, a potem jego następcy docenili umiejętności Stebelskiego. Wtedy też zaczął się jego awans. Najpierw był więc wicedyrektorem Departamentu Międzynarodowych Stosunków Ekonomicznych, potem wicedyrektorem Departamentu Instytucji Europejskich. Później, już za Geremka, po reorganizacji, został dyrektorem Departamentu Unii Europejskiej. Swoją pracę wypełniał kompetentnie, znał się na tym, co robił, co potwierdza tezę, że otwarcie MSZ w latach 70. na absolwentów SGPiS było dobrym pomysłem. Ostatnio, co prawda, został wypchnięty na boczny tor, ale to nie znaczy, że wypchnięty w ogóle.
Więc zaczęto proponować mu zagraniczny wyjazd. Początkowo Stebelski miał pojechać do Nowego Jorku, do naszego przedstawicielstwa przy ONZ. Ale ostatecznie wybrał Finlandię – i pojedzie do Helsinek na stanowisko ambasadora. Te wszystkie decyzje – i Nowy Jork, i Helsinki – rodziły się zresztą u Stebelskiego w bólach. Te bóle – to swoisty signum temporis – jego żona jest dyrektorem departamentu w banku, więc, jak mówią koledzy, to nie jest dla niej wielki cymes przerwać na cztery lata karierę zawodową, po to, żeby w tym czasie grać rolę pani ambasadorowej. Ale widocznie dała się przekonać.
Stebelski może już więc powoli przymierzać się do pakowania walizek. Powoli, bo przecież zawirowania w rządzie, i ewentualna dymisja ministra Geremka, mogą te wszystkie dyplomatyczne plany odwrócić. Powoli, bo Jan Wiejacz, obecny ambasador w Finlandii, bardzo doświadczony dyplomata, w latach 80. wiceminister spraw zagranicznych, już otrzymał urlop w lipcu. Więc dopiero jak z niego wróci, będzie mógł zacząć żegnać się z korpusem dyplomatycznym akredytowanym w Helsinkach. Tak więc nowy ambasador pojedzie do Helsinek najwcześniej jesienią. To dobrze, bo dobra dyplomacja jest przewidywalna i działa z wyprzedzeniem na kilka miesięcy do przodu.

 

Wydanie: 22/2000

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy