Notes dyplomatyczny

Overview

Zacznijmy Nowy Rok z uśmiechem. Kilka tygodni temu pisaliśmy o nadaktywnym ambasadorze RP w Kinszasie, Tadeuszu Kołodzieju. Ambasador był wcześniej profesorem na uniwersytecie w Kinszasie, ma tam wielu przyjaciół, m.in. profesorów Balandę, Sambakaputo czy Mutamba Makombo. Misję objął niedawno i ruszył z impetem do nadrabiania zaległości. Najpierw przysłał do MSZ projekt umowy o współpracy między Rzeczpospolitą a Republiką Konga. Zakładający wymianę osób, stażystów, wspólne organizowanie seminariów, misji naukowych, transfer technologii, wspólne projekty etc.
Projekt był bombastyczny i przeraził paru ludzi w MSZ. Ale widocznie za słabo, bo ambasador zaatakował jeszcze raz. I przysłał do MSZ projekt powołania w Kinszasie filii Uniwersytetu Warszawskiego.
Podstawowym zadaniem jest wykształcenie elity dla kongijskiego biznesu – przekonywał Kołodziej. – Drugim celem jest wykształcenie polskiego (i mówiącego po polsku) lobby w Afryce Środkowej. Dlatego też profesor zaproponował utworzenie w Kinszasie filii Uniwersytetu Warszawskiego, czyli licencjackich studiów menedżerskich.
Ambasador swą ideę przewidział tak: „Wykłady będą dawane po francusku przez profesorów UW. Dzięki intensywnemu lektoratowi z języka polskiego (6 dni w tygodniu po 2 godziny), wykłady na trzecim roku będą prowadzone głównie po polsku.
Wykłady będą dawane w trybie 6- lub 12-dniowych cyklów wg następującego schematu:
– piątek – odlot wykładowcy z Okęcia o 7.00 i przylot do Kinszasy około 19.00. Zakwaterowanie w pokojach gościnnych ambasady;
– sobota, niedziela – aklimatyzacja oraz program turystyczno-krajoznawczy;
– poniedziałek – 8.00-12.00 oraz 14.00-18.00 wykłady;
– wtorek-sobota (jak wyżej – w sumie 24 lub 48 godzin);
– niedziela – powrót do Polski”.
Do tego wszystkiego ambasador przewidział, że najlepsi studenci po trzech latach studiów i obronie pracy dyplomowej, przygotowanej pod nadzorem polskich profesorów via Internet, otrzymają stypendia z naszego Ministerstwa Edukacji, na studia magisterskie na wydziale zarządzania UW.
„Są bardzo duże szanse na uroczyste uruchomienie studiów (pierwszy semestr) już 15 lutego 2002 roku” – kusił.
A w MSZ, oczami wyobraźni, już to widziano: kursujący na tygodniowe wykłady do Kinszasy wykładowcy, w tą i z powrotem. I kto za te przeloty miałby płacić? Za wykłady? Za zakwaterowanie? Za nauczycieli polskiego? Za infrastrukturę?
Na to pytanie ambasador Kołodziej odpowiadał lekko – filia utrzymywałaby się z czesnego studentów (150-200 osób) i z grantu Unii Europejskiej. Ot, po prostu.
Z jakiego grantu, jakim cudem zdobytego (bo przecież z czesnego nie udałoby się ściągnąć nawet jednego profesora), o tym ambasador nie napisał. I słusznie – przecież jest specjalistą od Konga, na Unii Europejskiej nie musi się znać.
W MSZ teraz drżą, że za chwilę ambasador przyśle im umowę polsko-kongijską o wspólnych przedsięwzięciach militarnych, albo o wspólnych lotach kosmicznych, albo coś równie straszliwego.
My, z kolei, czekamy na jego pomysły z niecierpliwością.

Wydanie: