Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ludzie o dobrym słuchu spacerujący al. Szucha od jakiegoś czasu słyszą taki dziwny furkot. O co chodzi? To Krzysztof Jakubowski trzęsie gaciami – mówią.
Krzysztof Jakubowski jest dyrektorem generalnym MSZ, ma więc władzę olbrzymią, bo to on dyryguje MSZ-etowskimi kadrami. Wiadomo, przyjdzie nowa władza, będzie chciała na tym stanowisku mieć swojego człowieka, więc Jakubowski będzie musiał odejść. Zgodnie z MSZ-etowskim zwyczajem zostanie ambasadorem. No i tu zaczynają się strachy.
Bo Jakubowski wybrał sobie placówkę w Indiach, a dodatkowo zrobił to bardzo późno, bo latem. Cała operacja wysyłania go do Nowego Delhi przeprowadzana więc była w wielkim tempie, w sierpniu zbierała się sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych, by jego kandydaturę zatwierdzić, mimo iż Sejm nie obradował.
Komisja to pryszcz! Zajrzyjmy do Nowego Delhi! Otóż gdy Jakubowski stawał przed sejmową komisją, nie miał jeszcze agrément. Co należy uznać za ewenement, bo w ostatnich czterech latach nic takiego nie miało miejsca. Ba! To agrément nie przyszło do tej pory! Więc jest wielce prawdopodobne, że Hindusi czekają na nowy rząd i nowego ministra, no i z nim jeszcze raz będą rzecz weryfikować. Mają czas – obecny ambasador w Indiach, Krzysztof Majka, ma być w Nowym Delhi przynajmniej do grudnia. Ma tam świetne kontakty. Nie tylko tam – w Polsce obecne kierownictwo MSZ zaliczało go do najlepszych polskich ambasadorów, a – dodajmy – jest on byłym senatorem AWS.
Ale to nie koniec zgryzot Jakubowskiego – otóż podczas posiedzenia sejmowej komisji posłowie prawicy urządzili mu kocią muzykę, oskarżając – zupełnie niesłusznie – o błędy przy zakupie tzw. szpiegowca, czyli biurowca przy ul. Litewskiej. Ale atmosfera pozostała.
Boi się więc Jakubowski, że nowa władza potraktuje go brutalnie – nie wyśle do Indii, oskarży w sprawie szpiegowca, będzie sekować. A jak ludzie się boją, to robią głupoty.
Ot, na przykład jest w MSZ grupka ludzi, trzy bodajże osoby, które blisko pracowały z ministrem Cimoszewiczem. Jego szef gabinetu politycznego, rzecznik MSZ i urzędniczka z Departamentu Prasy i Informacji, którą Cimoszewicz „wypożyczył” na krótki czas marszałkowania w Sejmie. Wcześniej było ustalone, że dwaj pierwsi panowie jadą na placówki (to zasada działająca od lat 15), a urzędniczka wraca na swoje miejsce do departamentu. Ale to było wcześniej, teraz jest teraz, w MSZ ręce rozkładają i mówią, że nic się nie da zrobić. Jakubowski zrobić by mógł, to jego obszar kompetencji, ale po co?
Jest też parę spraw bieżących, kogoś trzeba awansować na radcę, kogoś na I sekretarza. To też stoi. A dyrektor generalny zasłania się tym, że po wyborach parlamentarnych minister polecił wstrzymać powołania i awanse, by nie stwarzać wrażenia, że robi się coś w MSZ rzutem na taśmę… Mój Boże, więc dlatego MSZ ma pozostawać w paraliżu? Nie mogą być załatwiane nawet drobne sprawy?
No nie mogą, zestrachany dyrektor generalny wierzy, że zostanie mu to poczytane przez nową władzę jako zasługa i wkupne. Taki desperat.

Wydanie: 43/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy