Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wiceminister Andrzej Załucki wrócił z wizyty w czterech krajach Ameryki Łacińskiej, no i poszła po MSZ opinia, że to był rekonesans przed objęciem jednej z tamtejszych placówek. Czemu nie? Załucki był ambasadorem w Moskwie, ale był też na placówkach w Ameryce Południowej, zna region znakomicie, więc pewnie chętnie by tam wyjechał. Na przykład do Meksyku. A właśnie wraca stamtąd, prawie po sześciu latach ambasadorowania, Gabriel Beszłej, były szef gabinetu premiera Buzka, wcześniej pracownik Telewizji Polskiej z okresu Wiesława Walendziaka.
Jego wyjazd do Meksyku to była zwykła synekura, Beszłej wcześniej z dyplomacją nie miał nic wspólnego. Ale nie tym zasłynął, bo to żadna dla MSZ nowość, że ambasadorem zostaje osoba z lasu.
Beszłej zasłynął z dwóch powodów. Po pierwsze, z liczby dzieci. Ma ich siedmioro albo ośmioro, ludziom w MSZ mylą się już rachunki, no i w związku z tym zanim objął ambasadę, trzeba było przygotować się logistycznie do przyjęcia takiej gromady. Najpierw więc przeniesiono rezydencję ambasadora do gmachu BRH, bo tylko tam tak wielka rodzina mogła się zmieścić. Specjalnie ją remontowano, przebudowywano. Poza tym trzeba było nabyć dla dzieci ambasadora specjalny samochód, tak żeby kierowca ambasady mógł je zawieźć do szkoły.
Drugim elementem wyróżniającym Beszłeja była jego żona. A raczej jej rygorystyczne obyczaje. Na przykład takie, że podczas oficjalnego spotkania, zanim goście zasiedli do stołu i zaczęli spożywać, musieli posiłek poprzedzić wspólną modlitwą. Było też tak, że ambasador wybrał się z żoną do teatru. No i nagle żona wstała, i zabrała męża, i ostentacyjnie wyszli. Z jakiegoż to powodu? Oto grająca na scenie aktorka pokazała nagą pierś…
No, teraz Beszłej będzie wracał do Polski, pewnie zasili szeregi ekspertów od polityki zagranicznej partii PiS, partii swego mentora, Wiesława Walendziaka. A jego następca, Załucki czy ktokolwiek inny, stanie przed arcytrudnym zadaniem rozruszania polsko-meksykańskich obrotów handlowych. Dziś wynoszą one 20 mln dol. A były czasy, że sięgały one kilkuset milionów dolarów…
To jest zresztą pewna obsesja Włodzimierza Cimoszewicza, by wysyłać za granicę ludzi, którzy mogliby rozruszać stosunki handlowe z Polską. To zresztą dlatego wciąż nie możemy poznać nazwiska przyszłego ambasadora w Chinach. Zacny Ksawery Burski, który jest ambasadorem w Pekinie od czterech lat, jest przez wszystkich szanowany (kto tak pięknie mówi po chińsku jak on?), ale przecież pamięta mu się, że do Warszawy nie przyjechał ani minister spraw zagranicznych, ani minister gospodarki czy premier. Ba, Chińczycy jakoś nie mogą zdobyć się na przyjęcie wizyty premiera Millera, zapowiadanej od miesięcy, tłumacząc, że mają problemy techniczne… Więc przesłanie odnośnie następcy Burskiego jest dziś takie – ma to być ekonomista z doświadczeniem międzynarodowym, ze szczebla rządowego. Czyli taki, który miałby przełożenie na warszawski establishment i byłby decyzyjny. Więc czekamy…

Wydanie: 8/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy