Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

To będzie ambasadorska para! Od miesięcy szukano w MSZ dobrego kandydata na stanowisko ambasadora w Australii. Szukał go jeszcze Władysław Bartoszewski, ale bez rezultatu. Teraz znalazł go Włodzimierz Cimoszewicz. To Jerzy Więcław, mąż Bogusławy Więcław, która jest wicedyrektorem Protokołu Dyplomatycznego.
Jerzy Więcław, absolwent moskiewskiego MGIMO (więc zna biegle kilka języków), jest specjalistą od Finlandii, był w tym kraju na placówce cztery razy. Najpierw na praktyce, potem na stażu, a potem dwa razy normalnie. Za drugim razem poznał w ambasadzie obecną żonę (prawdziwą córkę generała – to się nazywa miłość do wojska!) i tak narodziło się MSZ-etowskie małżeństwo. Patronował temu związkowi ówczesny ambasador Adam Wilman, a gdzieś w tle migał Tadeusz Fiszbach… Za to krzywił się personalny, bo małżeństwo w jednej firmie to tylko kłopoty.
Oprócz spraw fińskich Więcław zajmuje się sprawami wojskowymi. Zawsze pracował w departamentach zajmujących się polityką rozbrojenia, zbrojenia, NATO i OBWE. Ostatnio pracował w misji OBWE w Tatarstanie, pojechał tam sam, bo małżonka wolała zostać w Warszawie i pracować w centrali. Po powrocie z Tatarstanu, jako specjalista od Finlandii i od wojska, został wicedyrektorem Departamentu Azji i Australii. A teraz jedzie do Australii, co wielu ucieszyło, bo wreszcie ten zielony departament będzie można wzbogacić o inne kolory.
Jakim przymiotom zawdzięcza Więcław swoją karierę? Na pewno nie towarzyskim, bo jest człowiekiem zamkniętym, słuchającym się żony. Może jest gorliwy, zawsze chętnie wypełniający polecenia szefów? Coś w tym jest, bo koledzy dobrze pamiętają, jak parę lat temu, gdy Władysław Bartoszewski domagał się zrobienia porządku z przeciekami do prasy i MSZ-etowskimi rubrykami, Więcław sam zaofiarował, że namierzy, skąd przecieki się biorą, i je zlikwiduje. Po czym poddał inwigilacji (cóż za fachowiec!) kolegów. Z takim rezultatem, że o jego misji wewnętrznej trąbił cały MSZ, a koledzy przestali podawać mu rękę. Takie rzeczy się pamięta.
Teraz więc Więcław jedzie do Australii. Z żoną. Więc już dziś co poniektórzy zastanawiają się, dlaczego na ambasadora pojechał on, a nie ona. Zresztą pani Bogusia miała już wcześniej poważne propozycje wyjazdowe, ale odmawiała – zawsze był bowiem dylemat: wysłać Więcławów razem czy osobno? Osobno – na przykład pana Jurka do Tatarstanu a panią Bogusię do Waszyngtonu – głupio. Razem – niezręcznie. Tym bardziej że z foteli dyrektorskich nie jeździ się na mało znaczące stanowiska.
Więc teraz parę osób w MSZ zastanawiało się przez moment, czy pani Bogusia pojedzie do Australii jako „zwykła” ambasadorowa, czy też jako I sekretarz. To była chwila, bo zaraz wszystko sobie wyobrazili – że tak czy siak po paru tygodniach sytuacja na placówce przybierze kształt oczekiwany: ambasadorem będzie on, a szefem ona.

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy