Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Mamy czerwiec, słońce praży, a to oznacza, że w MSZ rozpoczął się sezon na wyjazdy. Taka jest polska tradycja, nasi dyplomaci wyjeżdżają za granicę i zjeżdżają do kraju w okresie wakacji. Powód jest banalnie prosty – chodzi o dzieci pracowników MSZ, o to, żeby nie zmieniały szkoły w trakcie roku szkolnego.
Latem rotacja dotyka wszystkich – ambasadorów, konsulów, pracowników merytorycznych. Na tej migracji korzystają dodatkowo sekretarki i pracownice administracyjne, wyjeżdżając na tzw. wykopki, czyli wzmacniając kadrowo na miesiąc, dwa niektóre ambasady i konsulaty, w których w czasie wakacji panuje większy ruch.
Ale wróćmy do naszych ambasadorów. Na pewno wart wzmianki jest wyjazd do Izraela Jana Wojciecha Piekarskiego. Piekarski to obecnie dyrektor Departamentu Azji i Pacyfiku, człowiek, który o dyplomacji wie wszystko i jeszcze sporo więcej. Był zastępcą ambasadora w Iranie, był ambasadorem w Pakistanie, był pierwszym szefem stałego przedstawicielstwa USA w Bagdadzie po wojnie w Zatoce, a ostatnio był ambasadorem w Belgii. I wszędzie zbierał pochwały.
Teraz na zakończenie kariery jedzie do Izraela, więc w MSZ plotkują, czy jest to jego wymarzona placówka, czy też nie. Są w tej sprawie dwie szkoły. Pierwsza przypomina dwa fakty – Izrael to jedna z najtrudniejszych placówek, tu wysyła się ludzi z pierwszego szeregu (chociaż bywały wyjątki…), więc sam wyjazd na taką misję nobilituje. Do tego dodajmy jeszcze wątek sentymentalny – Piekarski w zamierzchłej przeszłości, chyba jeszcze w latach 70., kiedy pracował w Departamencie Azji, Afryki i Oceanii, prowadził sprawy Izraela, był – używając dzisiejszych określeń – desk officer.
Inni z kolei argumentują, że Piekarski nie musi skakać z radości, bo gdy ma się 63 lata, bardziej się ceni wygodę niż zawodowe wyzwania. Poza tym, pracując w ostatnim czasie w Brukseli, przywykł do standardów zachodnioeuropejskich. Do tego nieco deszczowego klimatu, bezpiecznych ulic i restauracji, no i do tego, że wszędzie (także do Warszawy) jest blisko…
Kto w tym sporze o naturę Piekarskiego ma rację?
Natomiast do Malezji na stanowisko ambasadora jedzie Eugeniusz Sawicki, zastępca dyrektora Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu. To także zawodowy dyplomata. Jego specjalnością są państwa Afryki, Sawicki jako jeden z nielicznych mówi biegle w języku suahili. Podobno w Polsce znających suahili jest dwóch. Ten drugi to Jan Wieliński, obecnie na placówce w Harare.
Sawicki zanim został wicedyrektorem departamentu, był zastępcą Zofii Kuratowskiej, gdy ta była ambasadorem w RPA. Pracowało im się bardzo dobrze, to był dobry układ – ambasador z nadania politycznego, jego zastępca – zawodowy dyplomata, Kuratowska wielokrotnie przy rozmaitych okazjach chwaliła swojego zastępcę.
Niektórzy spodziewali się więc, że po jakimś czasie wróci on do RPA już jako ambasador. Teraz już wiadomo, że to nieaktualne. Że zamiast do Pretorii pojedzie do Kuala Lumpur.

Wydanie: 24/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy