Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Och, co to za szum! W mediach pokazały się informacje, że oto w MSZ działa kilkunastoosobowa grupa, która przygotowuje projekt odfotygowania polskiej dyplomacji. Oni wszystko wiedzą, oni są najlepsi i teraz wręczą nowej władzy, która MSZ weźmie, projekt odnowy – co zmienić, a przede wszystkim kogo wywalić, a kogo awansować (wiadomo kogo).
Ludzie to przeczytali i pękają ze śmiechu. Te kilkanaście tęgich głów to – można strzelać w ciemno – Stanisław Komorowski, Jerzy Pomianowski i Paweł Dobrowolski. I Ryszard Schnepf. Oni może zapytali o coś paru ludzi, ale to nie znaczy, że mamy do czynienia z kilkunastoosobową ekipą.
Panowie, po prostu, chcą powtórzyć manewr z Mellerem. On przyjechał z Moskwy, a oni już mu obiecali, że MSZ mu ułożą. I tak narodził się pluton egzekucyjny, czyli pomysł odwołania kilkunastu ambasadorów, w trybie niemal natychmiastowym, z hańbiącym uzasadnieniem (rzuconym w świat). Tfu!
Teraz też tak by chcieli, więc się nadymają, podkreślają swoją ważność. Struktura! Tajna! Działa! Więc ciekawe jest bardzo, jak potraktuje ich nowa ekipa. Bo może być różnie. Nie każdemu ministrowi będzie przecież w smak, że jacyś ludzie układają mu resort…
Po drugiej stronie też mamy przesadę. Oto bowiem ogłoszono, że kilkudziesięciu dyplomatów zwolenników PiS przejdzie do pracy w Kancelarii Prezydenta i Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. I też ludzie wzruszają ramionami – bo skąd ta liczba? Kilkudziesięciu? To tylu dyplomatów pani Fotyga poznała?
Przejdzie pewnie kilku, Anna Fotyga, Andrzej Sadoś, Mariusz Muszyński, ale już nie wiadomo, czy Witold Waszczykowski, bo nie pali się on do współpracy z panią Fotygą i wolałby wyjechać na dobrą placówkę, a i ona wielkim zaufaniem go nie darzy…
Oto sierota po PiS…
I już dziś można w ciemno zakładać, że te transfery zbytnio Kancelarii Prezydenta i BBN nie wzmocnią. Bo jak? W MSZ opowiadano niedawno śmieszną anegdotę o Sadosiu, który był z prezydentem w Stanach Zjednoczonych. Wyróżniał się nadpobudliwością i niemądrymi propozycjami, aż w końcu Andrzej Towpik, nasz ambasador przy ONZ, osoba poważna i akuratna, nie wytrzymał i w szerszym gronie zawołał: niech pan przestanie siać zamieszanie i wszystko torpedować! I to poskutkowało.
W cieniu tych spekulacji mamy kolejne informacje z MSZ. Z jednej strony mamy tu plagę wakatów, a z drugiej – historie niepojęte, jak ta związana z Adamem Kobierackim. Przypomnijmy, Kobieracki cztery lata temu wygrał konkurs na stanowisko zastępcy sekretarza generalnego NATO. Był najwyższym polskim cywilnym urzędnikiem w siedzibie Sojuszu. Teraz skończyła mu się kadencja i wrócił do MSZ. Wrócił i min. Fotyga wysłała go do rezerwy kadrowej. Dlaczego dla takiego człowieka nie ma w MSZ miejsca? Podobno podejrzewają go o niecne rzeczy, bo studiował w Moskwie, w MGIMO. Nie przeszkadzało to generałom w NATO, nie przeszkadzało Amerykanom, ba, oni uważali to za wielki atut, bo to oznacza, że znakomicie poznał Rosję i Rosjan, ale w oczach naszej minister był to wielki minus. Tak pojmowała świat. Więc cóż się dziwić, że szła od wpadki do wpadki?

Wydanie: 45/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy