Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wciąż w MSZ mówi się o ambasadzie w Berlinie, a w zasadzie budynku ambasady, którego nie ma. Że sprawa nie przyschła i będzie miała ciąg dalszy. O tym zresztą pisaliśmy tydzień temu. Teraz zaczęto przypominać sobie o wydarzeniach sprzed wielu miesięcy, kiedy Włodzimierz Cimoszewicz obejmował MSZ. Opowieść krążąca po budynku w al. Szucha głosi, że minister znał niejasną sprawę związaną z przetrwonieniem 16 mln zł, które ministerstwo wydało na plany nowego budynku. I nie chciał wysyłać Michała Radlickiego, który podpisywał kosztorysy na kolejne prace projektowe, na placówkę do Rzymu. W tym sprzeciwie wspierała go Kancelaria Premiera. Minister chciał wstrzymać jego wyjazd do czasu zakończenia prac prokuratury. Ale naciski były tak duże, że wreszcie zgodził się puścić Radlickiego.
Ha! Opowieść ta, jeśli uznamy, że jest prawdziwa, odsłania kulisy polskiej polityki kadrowej. I pokazuje dylematy, przed którymi stają politycy. Gdyby nie wysłał człowieka na ambasadora, miałby kłopoty. Gdy wysłał – może mieć kłopoty, bo przecież lada moment nikt już nie będzie mówił, że jest afera, którą wyprodukowała poprzednia ekipa, tylko będzie przekonywał, że kryje sprawę.
A przecież ministerstwo potrafi działać szybko, czego przykładem jest opowiadana w Warszawie historia jednego z konsulów pracujących za wschodnią granicą. Przyszedł on do MSZ z zewnątrz, ale zdał wszystkie konieczne egzaminy, także konsularne, więc wyjechał na placówkę. W miejscu pobytu zakwaterowano go w wieżowcu (takie mieszkanie konsulat wynajął), bodajże na szóstym piętrze. Wkrótce zamieszkała z nim pewna pani, obywatelka sąsiedniego państwa. No cóż, takie rzeczy się zdarzają, za PRL były tępione, teraz patrzy się na to przez palce. Potem przyjechał do niego w odwiedziny 20-letni syn. No i w trakcie wieczornego posiłku syn wyszedł z mieszkania taty, tylko że przez okno. Bóg czuwał – chłopak przeżył upadek, leczy się w szpitalu. A ojciec pakuje walizki i wraca do kraju. Bo został odwołany z placówki.
Porozmawiajmy o rzeczach przyjemniejszych – po wielu miesiącach deliberacji wreszcie został rozwiązany problem obsady stanowiska Konsula Generalnego we Lwowie. Będzie nim Wiesław Osuchowski, o którym parokrotnie pisaliśmy. W MSZ ludzie na wieść, że Osuchowski zgodził się pojechać do Lwowa, aż pokraśnieli, bo wydaje się, że trudno byłoby o lepszego kandydata na tak trudną placówkę. Na Polonii zna się bardzo dobrze, to jego specjalność. Bez problemów dogaduje się z Polakami mieszkającymi za wschodnią granicą, ma łatwość nawiązywania kontaktów. No i doświadczenie w pracy konsularnej. Oraz świetne kontakty wśród rządzących w Polsce. Czyli wszystko, co trzeba.
Ten Lwów to w ostatnich latach jedna z najtrudniejszych polskich placówek, wymagająca wielkich umiejętności i dyplomatycznych zdolności. Talentu linoskoczka balansującego pod kopułą namiotu. Ciekawe, jak nowy konsul sobie z tym wszystkim poradzi…

Wydanie: 35/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy