Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Parę osób w MSZ zastanawiało się, czy podczas narady ambasadorów Andrzej Ananicz był już po słowie z Markiem Belką, czy nie był. No i wyszło im, że był. Inaczej się zachowywał. Ubrany był elegancko, w czarną marynarkę (to znaczy, że ważny urzędnik) i jasnobrązowe buty (bo lato). Już nie siedział w loży szyderców, ale spacerował, patrząc z boku na ambasadorów. Czy sobie myślał, co też ciekawego na temat niektórych z nich dowie się za parę tygodni? No i zabierał również głos – a były to celne pytania na temat polskiej polityki zagranicznej i dyplomacji. Teraz więc w MSZ wiedzą – Ananicz rozmawiał z Cimoszewiczem jak równy z równym.
Hm… To całe zamieszanie wokół Ananicza wywołało niezły rumor w MSZ. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to jakaś kontynuacja trendu z ostatnich miesięcy – otóż ludzie z MSZ otrzymują coraz częściej dobre propozycje, albo idą do pracy w Brukseli, albo na wiceministrów, jest duże ssanie. Po drugie, ileś osób zaczęło zadawać sobie pytanie, dlaczego Belka wybrał Ananicza, a nie kogoś innego. Premier powiedział, że wybrał go, bo miał duże zdolności analityczne. A bo on jeden?
Premier mógł na przykład wskazać na Ryszarda Stemplowskiego. Z jego punktu widzenia, ma same zalety. Protegowany Bronisława Geremka, zanim trafił do MSZ, był szefem Kancelarii Sejmu, na którym to stanowisku parę razy rozgrzał do czerwoności posłów PSL i SLD. Ma więc te zasługi. Poza tym już w MSZ był ambasadorem w Londynie. I dobrze prowadził tę ambasadę – jako dżentelmen oschły i wymagający, taki raczej mało sympatyczny. Wypisz, wymaluj, idealny szef dla gości ze służb specjalnych. Oprócz tego zdolności analityczne ma w małym palcu, był dyrektorem departamentu planowania i analiz. Więc?
Z punktu widzenia premiera, jego kandydatura ma tylko jedną wadę – otóż Stemplowski ma jechać na stanowisko ambasadora do Pekinu. Dlatego też aktualnie pracy nie szuka. Co prawda, minister zarzekał się, że do Chin powinien jechać ekonomista, mający dobre przełożenie na kraj, a obecny kandydat jest prawnikiem („przełożenie” pomińmy), ale uznajmy, że liczą się dobre intencje. Stemplowski w Pekinie – to będzie szok dla personelu ambasady. I dla samych Chińczyków.
No więc, skoro nie on, to premier, szukając szefa wywiadu, mógł iść jeszcze dalej – oto mocno nudzi się w MSZ Wojciech Waszczykowski, były ambasador w Teheranie. Wielką zaletą Waszczykowskiego są jego związki z polską prawicą, tą prawdziwą, nie żadną udawaną jak PO. Więc gest premiera w kierunku opozycji byłby jeszcze mocniejszy. Poza tym ma talenty do gry operacyjnej – gdy pracował w Brukseli, w gazetach pojawiały się informacje o „PRL-owskim dyplomacie”, który już dawno powinien być odwołany do kraju. Tym dyplomatą, trzeba trafu, był przełożony naszego bohatera, ambasador RP przy NATO, Andrzej Towpik. A co do zdolności analitycznych – otóż Waszczykowski je rozwija. Pracuje w departamencie studiów i analiz. A że nie ma tzw. dopuszczenia do tajemnicy (ciekawe dlaczego nie chcą mu go dać?), nie może czytać depesz z ambasad, dostaje tylko clarisy i prasę. No i ma Internet. I tak sobie nad tym pracuje. I mu za to płacą.
Analityk jak znalazł.

Wydanie: 32/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy