Nowi sojusznicy talibów

Nowi sojusznicy talibów

Amerykanie ewakuowali się z Afganistanu. Kto ich zastąpi?

Nie tak miało być. Wycofywanie USA z Afganistanu nie miało przypominać 1975 r. i Sajgonu. Według planów USA wyposażone przez nie siły zbrojne i bezpieczeństwa byłego już rządu, liczące ponad 350 tys. żołnierzy, miały być zdolne do przynajmniej kilkunastu tygodni oporu. Siły talibów są około sześć razy słabsze i znacznie gorzej wyposażone. Dlaczego więc ten plan się zawalił? Jack Reacher, były żandarm armii USA, fikcyjna postać książek Lee Childa, ma maksymę: „Każdy ma jakiś plan, dopóki nie dostanie w mordę”. Mamy więc odpowiedź: plan Amerykanów otrzymał cios od afgańskich sojuszników, którzy nie chcieli walczyć za skorumpowane władze i prezydenta, który – według ambasady Rosji w Kabulu – wywiózł walizki pełne gotówki.

Ile za ile?

Zaangażowanie USA, później również NATO, w Afganistanie rozpoczęło się jesienią 2001 r., po atakach z 11 września. Kosztowało ponad bilion (1000 miliardów) dol. Prawie 144 mld dol. USA wydały na odbudowę Afganistanu. Ponad połowa tej sumy poszła na zbudowanie i wyposażenie sił zbrojnych i bezpieczeństwa kraju. Na pomoc rozwojową przeznaczono ponad 35 mld dol.

Te właśnie pieniądze zostały w pewnym stopniu przechwycone przez skorumpowanych do cna urzędników byłego rządu.

Liczba żołnierzy amerykańskich w Afganistanie rosła od 5 tys. w 2001 r. do 110 tys. w roku 2011, by zmaleć do 4 tys. 10 lat później. Do nich trzeba doliczyć kilka/kilkanaście tysięcy kontraktorów, czyli najemników z Blackwater i podobnych agencji.

Pozostali członkowie NATO również byli obecni w Afganistanie, najwięcej – ponad 60 tys. – żołnierzy wykonywało tam zadania w 2012 r. Wśród nich było 2 tys. żołnierzy z Polski. Nasze straty to 44 ofiary śmiertelne. W sumie zginęło w Afganistanie 3,5 tys. żołnierzy koalicji, w tym ok. 2,3 tys. z USA. Według UNAMA, agencji ONZ ds. Afganistanu, która statystki prowadzi od 2009 r., do 2020 r. zginęło ponad 70 tys. obywateli Afganistanu, a ponad 150 tys. zostało rannych.

„W środku niczego”, a jednak ważny

Tak więc po porażkach Brytyjczyków i Związku Radzieckiego przyszedł w Afganistanie czas USA. Struktura plemienna kraju była i jest głównym wrogiem wszystkich obcych i swoich chcących rządzić krajem. Pozornie Afganistan jest położony „w środku niczego”. Ale ze względu na swoje strategiczne położenie w Azji Środkowej pozostaje w kręgu zainteresowań wielkich mocarstw.

 

Jego wschodnim sąsiadem jest Pakistan. I – moim zdaniem – główną przyczyną porażki USA w Afganistanie było właśnie to państwo. Tak się stało, mimo miliardowego rocznie wsparcia USA dla swojej frakcji w wojsku, służbach i władzach kraju (kolejność nie jest przypadkowa). Bo inna frakcja popierała, skutecznie, talibów.

Na wschodzie Afganistan, poprzez Korytarz Wachański, graniczy z Chinami. Ta granica ma zaledwie ok. 75 km długości, nie wolno jednak nie doceniać jej znaczenia. Były prezydent Aszraf Ghani wielokrotnie zwracał się do Chin o jej otwarcie, aby stworzyć dodatkowy korytarz zaopatrzenia podczas wojny z talibami. Bezskutecznie! Z kolei talibowie w ubiegłym roku obiecali ministrowi spraw zagranicznych ChRL, że po objęciu władzy nie dopuszczą do powstania obozów bojowników ujgurskich w Afganistanie. Zapamiętajmy to – bo to jeden z kluczowych elementów nowego ładu w Azji Centralnej.

W XIX w. wszystkie wydarzenia na świecie były korzystne dla Wielkiej Brytanii, w wieku XX – dla USA. W obecnym wszystko sprzyja Chinom. To mocarstwo także jest zainteresowane swoją „bliską zagranicą”. W tym wypadku Azją Centralną. Głównymi konkurentami są Rosja i USA. Oba te państwa przegrywają w regionie z Chinami. Wspomniałem wyżej o nieudanych próbach otwarcia granicy Chiny-Afganistan. Pretekstem dla Chin, by jej nie otwierać, jest sytuacja w Sinkiangu (Xinjiang). To muzułmańska prowincja na północnym wschodzie Chin. Nigdy nie należała do Chin. Stalin zdecydował o braku zainteresowania nią przez ZSRR dopiero na początku lat 50. XX w. Otworzyło to Chinom drogę do aneksji. Zamieszkujący prowincję Ujgurzy (lud turecki) są, ze względu na swoje aspiracje wolnościowe, uważani przez Pekin za terrorystów. Wielu z nich emigruje do Turcji, która stara się, nie drażniąc Pekinu, po cichu ich wspierać. Polityczna sytuacja w Sinkiangu nie stwarza zagrożenia dla władzy Pekinu. Ale wystarczy jako pretekst do wspierania talibów, by wyprzeć z regionu Amerykanów.

Mity inwestycyjne

PKB Afganistanu wynosi ok. 2 tys. dol. na głowę. W sąsiednim, też bardzo biednym, Pakistanie to ponad dwa razy więcej. W Polsce PKB na głowę wynosi prawie 25 tys. dol.

Około 25% PKB Afganistanu stanowi pomoc rozwojowa, która obniży się znacznie w nadchodzących latach. Kraj ma jednak także bardzo rozbudowaną szarą strefę i to nie tylko w produkcji oraz eksporcie narkotyków.

Talibowie mieli i nadal mają dostęp do metali ziem rzadkich, niezbędnych w nowoczesnym przemyśle samochodowym, nowych technologii i informatycznym. Te metale eksportowali do Chin. Jiangxi Copper, gigant miedziowy miał już w 2007 r. rozpocząć budowę kopalni miedzi w Mes Aynak. W 2011 r. gigant energetyczny China National Petroleum Corp. planował wydobycie ropy z pola naftowego Amu Darya na północy Afganistanu. Oba projekty z różnych przyczyn nie doczekały się realizacji. Podobnie jak mające im towarzyszyć inwestycje w infrastrukturę Afganistanu. Ambasada Chin w Kabulu szeroko promowała tworzenie miejsc pracy przy uprawie orzeszków piniowych i ich eksport do Chin.

A sprawy militarne? Sądzę, że w najbliższym czasie należy spodziewać się rozbudowy bazy wojskowej Chin w Górskim Badachszanie. To prowincja w Tadżykistanie, bardzo blisko granicy Chin, Tadżykistanu i Afganistanu, bezpośrednio nad Korytarzem Wachańskim. Rozbudowa bazy i infrastruktury jej towarzyszącej może się też odbywać po afgańskiej stronie granicy.

Dzień po: kto z kim i kiedy

Moim zdaniem narzędziem Chin w ekspansji politycznej i gospodarczej w Afganistanie będzie utworzona w 2001 r. Szanghajska Organizacja Współpracy, zwana czasem na wyrost azjatyckim NATO. Główne role odgrywają w niej Chiny i Rosja. Członkami są również Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan, a od 2017 r. również Indie i Pakistan. Obserwatorami są Afganistan, Białoruś, Iran i Mongolia.

SzOW to pakt polityczny, znaczenie współpracy wojskowej jest niewielkie. W jego ramach odbywają się jedynie niewielkie manewry antyterrorystyczne, głównie z uczestnictwem oddziałów chińskich i rosyjskich.

Polityczny parasol SzOW nad zwierzchnictwem Chin w Afganistanie będzie dla Pekinu bardzo korzystny. Swoją rolę będzie chciała odgrywać też Rosja. Ale jej zasoby są niewielkie, w związku z czym priorytetem będzie kontrolowanie, by rewolucja talibów nie przeniosła się bliżej rosyjskich granic.

A Pakistan? Chiny i Pakistan to sojusznicy. Czy ten sojusz przetrwa w sprawach Afganistanu? To otwarte pytanie. Inne – to zaangażowanie Indii. Konieczne choćby do powstrzymywania Pakistanu. Jak zwykle w tym regionie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Pierwszych możemy się spodziewać za kilka miesięcy.

Administracja Donalda Trumpa, ponad głowami rządu w Kabulu, podjęła w Katarze rokowania, które zakończyły się w lutym 2020 r. Powrót talibów do władzy miał nastąpić po ich uzgodnieniach z rządem w Kabulu. Administracja demokratów zaakceptowała te ustalenia. Decyzja Amerykanów jest ich porażką, ale też wyrazem realizmu. Zmiany są znaczące dla Azji Centralnej. Władze Polski powinny jak najszybciej potwierdzić, że jesteśmy nadal bliskim sojusznikiem USA. Przyjaciół poznaje się w biedzie. Potencjał do zademonstrowania tego jest olbrzymi.

Fot. Capt. Chris Herbert/U.S. Air Force

Wydanie: 35/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy