Nowy lek na raka

Nowy lek na raka

Czy gleevac pomoże pokonać nowotwory?

„Leżałem w szpitalu i myślałem o samobójstwie, aby uciec od bólu. Teraz znowu pracuję, chodzę na siłownię, mam przyjaciółkę. To wszystko za sprawą jednego lekarstwa. Każdy chory na raka pacjent marzy o tabletce mającej podobne działanie. To prawdziwy cud!”, cieszy się 48-letni Bob Ferber, prokurator z Los Angeles.
Uratował mu życie nowy,

antynowotworowy specyfik
gleevac,

który amerykański federalny Urząd Kontroli Żywności i Lekarstw FDA dopuścił na rynek po zaledwie dwóch i pół miesiąca testów klinicznych. Nic dziwnego, że prasa w USA uznała pojawienie się gleevaku za przełom w zmaganiach medycyny z nowotworami. Lekarstwo to, podawane doustnie,

zwalcza odmianę białaczki

uwarunkowaną genetycznie, która jest szczególnie odporna na tradycyjne terapie. Jak stwierdził fachowy magazyn, u 51 z 53 pacjentów, którym podano najwyższą dawkę nowego specyfiku, nastąpiła radykalna poprawa. Co więcej, testy niespodziewanie wykazały, że gleevac potrafi powstrzymać rozwój rzadkiej odmiany nowotworu żołądka lub jelit, dotychczas bardzo trudno uleczalnej. Jeżeli nie udało się usunąć tumora nowotworowego chirurgicznie, zgon chorego następował zazwyczaj najpóźniej w rok po postawieniu diagnozy. Nowotwór ten jest również uwarunkowany genetycznie. Stan 59% ze 148 pacjentów, których poddano eksperymentalnej terapii gleevakiem, zdecydowanie się poprawił. Guzy rakowe przestały rosnąć, u żadnego z chorych nie nastąpił nawrót choroby. Naukowcy ostrzegają, że gleevac nie jest cudowną bronią – pomaga tylko przeciwko nowotworom powstałym na skutek określonej wady genetycznej. Doktor Allan van Oosterom, który studiował działanie nowego leku w Belgii, ostrzega: „Nie zalecam przepisywania gleevaku przeciw innym rodzajom guzów. Może on spowodować krwawienie tkanek nowotworowych i inne skutki uboczne”. Nie wiadomo też, czy „przełomowe” lekarstwo rzeczywiście przedłuża życie – brak jeszcze badań długoterminowych. Pewne jest, że gleevac nie leczy choroby, lecz tylko powstrzymuje jej rozwój. Pacjenci będą musieli przyjmować ten „cudowny” lek do końca życia, płacąc za niego do 2400 dolarów miesięcznie! Nie wiadomo też, czy komórki nowotworowe nie staną się w końcu odporne na ten specyfik.
Mimo to pojawienie się tej nowej, antyrakowej broni specjaliści uznali za poważny sukces. Gleevac należy do nowej generacji lekarstw. Tradycyjne sposoby leczenia, jak chemioterapia czy radioterapia, przypominają „bombardowania dywanowe” – unicestwiają zarówno rakowe, jak i zdrowe komórki organizmu, bez różnicy. Specyfiki nowej generacji to „pociski inteligentne”, blokujące jeden z etapów wzrostu tkanek rakowych, niekiedy na poziomie molekularnym. Szczególnie wielkie nadzieje naukowcy pokładali w lekach antyangiogenetycznych, blokujących wzrost naczyń krwionośnych rakowego guza, który kurczy się, a w końcu „umiera z głodu”. Koncepcja ta jest tak genialnie prosta, że w 1998 roku noblista James Watson ogłosił w „New York Times”: „Za dwa lata rak będzie uleczalny”. Obecnie przyszło otrzeźwienie. Koncerny farmaceutyczne wydały w ciągu 30 lat badań cztery miliardy dol., ale FDA nie dopuściła żadnego z 50 przygotowanych lekarstw na rynek. Zniechęcone

wielkie koncerny wycofują się
z badań.

Oczekiwano, że leki blokujące wzrost naczyń krwionośnych będą działały jak chemioterapia, spowodują kurczenie się tumorów w ciągu najwyżej kilku tygodni. Tymczasem „wygłodzenie” guza zabiera więcej czasu. Onkologowie podkreślają, że jeśli nowe leki powstrzymają tylko wzrost rakowych tkanek i umożliwią przerwanie chemioterapii, można już mówić o poważnym sukcesie.


Miodek pełen energii
Miód dostarcza tyle samo energii jak powszechnie używane przez sportowców pożywienie z glukozą. Do takiego wniosku doszli amerykańscy naukowcy z University of Memphis. Podczas testów kolarze odbyli trzy 64-kilometrowe etapy jazdy na czas. Okazało się, że zawodnicy, którzy otrzymali jako prowiant miód, uzyskali trzyminutową przewagę nad rywalami. Miód jest zresztą zdrowszy od glukozy, bowiem nie wywiera tak dużego wpływu na ciśnienie krwi.

33 córy Ewy
Cała ludzkość pochodzi od „33 cór Ewy”. Do takiego wniosku doszedł brytyjski profesor, Bryan Sykes, jeden z czołowych światowych genetyków. Przebadał on mitochondrialne DNA, pobrane zarówno od żywych ludzi, jak i z kości sprzed tysięcy lat. Mitochondrialne DNA jest dziedziczone tylko od strony matki. Bryan Sykes uważa, że pramatką ludzkości była Ewa, żyjąca w Afryce 200 tysięcy lat temu. Europejczycy pochodzą od siedmiu „cór Ewy”, z których jedna rodziła swe dzieci w Grecji przed 45 tysiącami lat, zaś druga w Syrii 10 tysięcy lat temu. Ciekawi swego pochodzenia mogą obecnie dać swe DNA do przebadania w Oksfordzie. Naukowcy brytyjscy znajdą każdemu przodkinię za jedyne 150 funtów. Informacje można znaleźć w Internecie pod adresem: www.oxfordancestors.com.

Marsjańscy murarze
Naukowcy nie wiedzą jeszcze, jak wyprawić astronautów na Marsa, ale zastanawiają się już, gdzie pierwsi mieszkańcy Czerwonej Planety będą mieszkać. Jak poinformował brytyjski tygodnik „New Scientist”, amerykański chemik, Richard Kiefer, opracował skład marsjańskich cegieł, które ochronią przyszłych kolonistów przed promieniowaniem kosmicznym. Cegły te mają być wypalane na Marsie z mieszanki pyłu planetarnego i proszku z polietylenu. Richard Kiefer jest pewien, że cegły jego pomysłu kiedyś się przydadzą: „Jeśli ludzie za kilka dziesiątków lat polecą na Marsa, z pewnością zostaną tam na dłużej”.

Wydanie: 24/2001

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy