NZS rządzi Polską

NZS rządzi Polską

Kiedyś razem organizowali strajki studentów, teraz zajmują najważniejsze gabinety

25-letni Piotr Wiaderny, przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów, od niedawna jest także etatowym pracownikiem Kancelarii Prezydenta RP. Fakt, że lider niewielkiej i mocno zabarwionej politycznie organizacji zajmuje się problemami całej młodzieży, nie wywołał krytycznych reakcji. Trudno się dziwić, dawni działacze NZS odgrywają bowiem ważną rolę na rządzącej Polską prawicy.
Samo NZS przyjęło awans zawodowy kolegi w stylu kojarzącym się z okresem PRL. Na stronie internetowej zrzeszenia umieszczono wypowiedź Tymoteusza Paprockiego, rzecznika prasowego NZS: „Wybranie przedstawiciela naszego stowarzyszenia do pełnienia tak ważnych obowiązków jest dla NZS wielkim zaszczytem i przejawem zainteresowania Prezydenta RP sprawami młodego pokolenia. Jednocześnie jest to wyraz uznania dla działalności NZS, skupiającego kilka tysięcy studentów w całym kraju”.
Sam zainteresowany wyraził przekonanie, że przyjęcie go do pracy w Kancelarii Prezydenta RP „przyczyni się do wdrożenia korzystnych zmian dotyczących życia studentów i uczniów”. Jednak jego nominacja ma przede wszystkim charakter przedwyborczy. Przygotowujący się do reelekcji Lech Kaczyński liczy na poparcie części środowisk NZS. Jedną z pierwszych misji Wiadernego była podróż do Krakowa na spotkanie z weteranami zrzeszenia. Jak relacjonowała miejscowa mutacja „Gazety Wyborczej”, przewodniczący NZS,

a zarazem prezydencki urzędnik

poinformował, że Lech Kaczyński zamierza pod koniec lutego zaprosić i odznaczyć blisko setkę działaczy, którzy przyczynili się w 1989 r. do legalizacji NZS, by w ten sposób uczcić 20. rocznicę ponownej rejestracji zrzeszenia.
Prezydent ma przypiąć odznaczenia osobom reprezentującym tzw. drugie NZS. Niektórzy twórcy pierwszego NZS, działającego w latach 1980-1981, poczuli się urażeni i zapowiedzieli organizację 30. rocznicy powstania zrzeszenia, która zbiega się z wyborami prezydenckimi.
Kraków to miejsce szczególne dla NZS. To tu wkrótce po śmierci Stanisława Pyjasa grupa studentów utworzyła Studencki Komitet Solidarności. Działali w nim m.in. Bogusław Sonik (obecnie eurodeputowany Platformy Obywatelskiej), Jacek Rakowiecki (dziennikarz, który w 2008 r. odmówił przyjęcia Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski od Lecha Kaczyńskiego) oraz Róża Woźniakowska, dziś Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein, eurodeputowana PO.
SKS-y powstały też w innych ośrodkach akademickich. SKS w Warszawie tworzył m.in. Ludwik Dorn, we Wrocławiu Adam Lipiński, w Poznaniu – Jan Lityński, w Gdańsku – Donald Tusk.
Z SKS-ów wyrosło Niezależne Zrzeszenie Studentów. W Krakowie zakładali je m.in. Jan Rokita i Konstanty Miodowicz.
Obydwaj otrzymali w styczniu

odszkodowania po 25 tys. zł

za internowanie w stanie wojennym. Te pieniądze mają przekazać, podobnie jak inni internowani działacze NZS, na pomoc dla członków tej organizacji z lat 1980-1981, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. Do akcji pomocy włączył się szef Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka, który w 1980 r. był członkiem Komitetu Założycielskiego NZS na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Ogólnopolskie NZS narodziło się 22 września 1980 r. na Politechnice Warszawskiej. Tu doszło do spotkania – m.in. z inicjatywy krakowskiego i poznańskiego Studenckiego Komitetu Solidarności – komitetów założycielskich Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W składzie powołanego w następnym miesiącu Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego znalazł się m.in. syn Jacka Kuronia, Maciej. To symboliczne, bo NZS samo było dzieckiem „Solidarności”.
Studenci przez kilka miesięcy walczyli o rejestrację swojego związku. Walka cementowała środowisko NZS. Szczególne znaczenie dla integracji miał kilkutygodniowy strajk okupacyjny (tzw. solidarne czekanie) na Uniwersytecie Łódzkim, któremu towarzyszyły akcje solidarnościowe w ośrodkach akademickich w całym kraju. 17 lutego 1981 r. NZS uzyskało rejestrację. W kwietniu na zjeździe w Krakowie wybrano pierwszego przewodniczącego organizacji. Został nim student Uniwersytetu Jagiellońskiego Jarosław Guzy. Na początku lat 90., po powrocie z kilkuletniego pobytu w USA, doradzał ministrowi obrony Janowi Parysowi, był członkiem Ruchu dla Rzeczypospolitej Jana Olszewskiego. W następnych latach skoncentrował się na działalności biznesowej. W czasie prezydentury w Warszawie Lecha Kaczyńskiego został prezesem należącej do miasta spółki Wars Holding. Guzy jest członkiem Stowarzyszenia Wolnego Słowa, jednego z głównych partnerów imprez związanych z historią NZS.
Legalną działalność NZS w 1981 r. wypełniały

żądania autonomii uczelni,

akcje protestacyjne, tworzenie komitetów strajkowych, wspieranie „Solidarności”, dyskusje, wydawane poza cenzurą gazetki i książki, imprezy kulturalne. Po wprowadzeniu stanu wojennego zrzeszenie zostało zdelegalizowane, wielu jego działaczy internowano.
W pierwszych latach po wprowadzeniu stanu wojennego zasięg nielegalnej działalności NZS był ograniczony. Jedną z uczelni, na której zrzeszenie przetrwało, był Uniwersytet Wrocławski. Pierwszym po wprowadzeniu stanu wojennego szefem NZS na tej uczelni został Bogdan Zdrojewski, po przemianie ustrojowej pierwszy prezydent Wrocławia. Sprawował ten urząd od 1990 do 2001 r. Obecnie Zdrojewski jest ministrem kultury i dziedzictwa narodowego, pozostaje jednym z czołowych polityków PO. Potwierdza to jedynka na wrocławskiej liście wyborczej partii w wyborach w 2001, 2005 i 2007 r.
W 1984 r. następcą Zdrojewskiego w NZS Uniwersytetu Wrocławskiego został Ryszard Czarnecki (Richard Henry Czarnecki) – po przemianie ustrojowej m.in. redaktor naczelny „Dziennika Dolnośląskiego”, poseł Wyborczej Akcji Katolickiej, AWS, prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, eurodeputowany Samoobrony, a obecnie Prawa i Sprawiedliwości. Czarnecki wyciągnął kombatancką kartę w ubiegłym roku, gdy jako numer 1 na kujawsko-pomorskiej liście wyborczej PiS walczył o miejsce w Parlamencie Europejskim. Chciał się sądzić z Lechem Wałęsą, który powiedział wówczas o nim: „On nie walczył o Polskę. Przyjechał, kiedy była już gotowa”. Czarnecki zapowiadał powołanie na świadków Bogdana Zdrojewskiego i Grzegorza Schetynę, który w 1986 r. został następnym szefem uniwersyteckiego NZS.
Schetyna w drugiej połowie lat 80. brał udział w tzw. kontrofensywie NZS – akcjach protestacyjnych, które nasiliły się w 1988 r., w czasie strajków robotniczych, i trwały jeszcze w 1990 r., gdy NZS okupowało (m.in. w Białymstoku) budynki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Schetyna stał na czele Międzyuczelnianego Komitetu Strajkowego NZS we Wrocławiu. Wiosną 1989 r., gdy władze PRL nie dokonały, zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu, ponownej rejestracji zrzeszenia, Komisja Krajowa NZS przekształciła się w Ogólnopolski Komitet Strajkowy

i podjęła decyzję o strajku.

W składzie Komisji Krajowej poza Schetyną byli jeszcze m.in. Przemysław Gosiewski, Mariusz Kamiński (twórca Centralnego Biura Antykorupcyjnego) oraz Sławomir Skrzypek, obecnie prezes Narodowego Banku Polskiego.
Schetynę zaliczano do grupy tzw. piskorczyków – działaczy NZS z końca lat 80., którzy na początku lat 90. tworzyli struktury Kongresu Liberalno-Demokratycznego skupionego wokół Donalda Tuska, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Janusza Lewandowskiego. Liderem tej grupy był Paweł Piskorski, pierwszy przewodniczący zrzeszenia po jego ponownej rejestracji, nazywany cudownym dzieckiem NZS.
Piskorski był sekretarzem generalnym i wiceprzewodniczącym KLD. W 1991 r. – jako 23-latek – zasiadł z ramienia tej partii w Sejmie. Po raz drugi trafił do Sejmu w 1997 r. jako polityk Unii Wolności, która powstała po zjednoczeniu KLD i Unii Demokratycznej. Dwa lata później został prezydentem Warszawy. W 2001 r. wraz z innymi dawnymi działaczami KLD opuścił tonącą UW i założył Platformę Obywatelską. Stanął na czele warszawskich struktur tej partii.
W 2009 r. Piskorski wrócił do krajowej polityki, stając na czele Stronnictwa Demokratycznego. Toczy zacięty bój z PO, szczególnie z dawnym przyjacielem z NZS, Grzegorzem Schetyną, który zastąpił Piskorskiego na stanowisku sekretarza generalnego PO.
Kariera polityczna Schetyny nie była tak błyskotliwa jak Piskorskiego, jednak okazała się stabilniejsza. Dzięki temu zaszedł znacznie dalej niż „cudowne dziecko NZS”. Po sukcesie wyborczym PO w 2007 r. został „cieniem” Donalda Tuska, wicepremierem, ministrem spraw wewnętrznych i administracji. Opuścił rząd trafiony odłamkiem afery hazardowej. To wynik jego silnych powiązań, formalnych i nieformalnych, z Dolnym Śląskiem. Zakładał we Wrocławiu Radio Eska, był wicewojewodą dolnośląskim, kierował dolnośląskimi strukturami PO. Obecnie na ich czele stoi inny piskorczyk, eurodeputowany Jacek Protasiewicz, kolega Schetyny z wrocławskiego NZS. Wspólnie zakładali w tym mieście Kongres Liberalno-Demokratyczny, budowali struktury Unii Wolności, a potem Platformy Obywatelskiej. Wspólna NZS-owska przeszłość nie jest jednak gwarancją zgodnej przyjaźni nawet w jednej partii. Po wyborach prezydenckich w 2005 r. Schetyna zarzucił Protasiewiczowi odpowiedzialność za przekroczenie limitu wydatków na kampanię Tuska (Protasiewicz był szefem jego sztabu wyborczego). Od 2001 r. trwa rywalizacja między Schetyną a okupującym pierwsze miejsce na wrocławskiej liście PO Zdrojewskim (Schetyna jest posłem z Legnicy). Po wyborach w 2007 r. Zdrojewski przymierzał się do stanowiska ministra obrony narodowej. Musiał się zadowolić kulturą.
Do piskorczyków zalicza się Filip Kaczmarek, następny po Piskorskim szef NZS, który w 1991 r. został posłem KLD. Obecnie Kaczmarek wraz z następnym szefem NZS, Krzysztofem Liskiem, zasiada z ramienia PO w Parlamencie Europejskim.
W 1993 r. w NZS doszło do buntu studentów, którzy nie chcieli się pogodzić z przekształcaniem zrzeszenia w przybudówkę KLD.

Pogłębił się podział

na liberałów oraz domagających się lustracji i dekomunizacji konserwatystów. Konflikt zakończył się sukcesem tych ostatnich. NZS zmieniło front polityczny. Podpisało porozumienie z „Solidarnością”, w 1997 r. przystąpiło do Akcji Wyborczej „Solidarność”. Dzięki temu mandat posła przypadł ówczesnemu przewodniczącemu organizacji – Adamowi Bielanowi, obecnemu czołowemu spin doktorowi PiS, eurodeputowanemu tej partii.
Głównym konkurentem Bielana ubiegającym się o wpisanie na listę krajową AWS z puli NZS był Krzysztof Kwiatkowski, radykalny działacz prawicowy ze stażem m.in. w Federacji Młodzieży Walczącej i Porozumieniu Centrum. 1 maja 1997 r. urządził antylewicowy happening, którego bohaterem był „zły władca Kwasula”. Kwiatkowskiego wówczas zatrzymała policja. Po sukcesie AWS został osobistym sekretarzem premiera Jerzego Buzka. W 2004 r. zapisał się do PO. Dziś jest ministrem sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska. Rolę ust rządu Tusk powierzył zaś Pawłowi Grasiowi, który w końcu lat 80. był przewodniczącym NZS na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego droga do PO wiodła także przez AWS i doradzanie premierowi Buzkowi – w sprawach bezpieczeństwa i obrony.
W 2003 r., gdy na czele NZS stanął członek PiS Paweł Szczeszek, doszło do kolejnego kryzysu w organizacji. Przeciwnicy Szczeszka zarzucili PiS, że chce przejąć kontrolę nad zrzeszeniem. Dokonano zmiany przewodniczącego – nowym został Michał Jaros z Wrocławia, dziś poseł Platformy Obywatelskiej.
Zatrudnienie obecnego szefa NZS Piotra Wiadernego w Kancelarii Prezydenta RP nie wywołało wstrząsu w zrzeszeniua. Obecne NZS

jest bardziej konserwatywne

niż liberalne. Wielką wagę przywiązuje do antykomunistycznych tradycji. W ich pielęgnowaniu pomaga IPN zatrudniający wielu dawnych członków NZS oraz Narodowe Centrum Kultury, którym kieruje dawny łódzki działacz NZS Krzysztof Dudek. Prezydent Lech Kaczyński patronuje rocznicowym imprezom związanym z NZS, przyznaje ordery i odznaczenia dawnym działaczom organizacji. W zabieganiu o przychylność środowisk NZS zdecydowanie ubiegł premiera, a zarazem prawdopodobnego konkurenta w tegorocznym wyścigu prezydenckim.
W styczniu br. Lech Kaczyński zatrudnił na stanowisku wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Zbigniewa Nowka, reprezentującego rzeszę byłych działaczy NZS, którzy po przełomie ustrojowym zapragnęli wstąpić w szeregi tajnych służb.
Nowek zakładał NZS na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, organizował strajk w 1981 r., w stanie wojennym był

ścigany listem gończym.

W 1990 r. został szefem Delegatury UOP w Bydgoszczy. Osiem lat później kierował całym UOP. W latach 2005-2008 był szefem Agencji Wywiadu. W służbach działali inni NZS-owcy, m.in. Konstanty Miodowicz, Krzysztof Bondaryk, Piotr Niemczyk, Maciej Hunia. W 1991 r. Lech Kaczyński zatrudnił w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego radykalnego działacza NZS Mariusza Kamińskiego, wielbiciela tajnych służb i gier operacyjnych, którego życiowym powołaniem stało się kilkanaście lat później tworzenie Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Byli NZS-owcy są w samorządach, w biznesie, pełno ich w mediach. Prezes telewizji Romuald Orzeł jako NZS-owiec w PRL rzucał w Gdańsku kamieniami, gdy na czele NZS Uniwersytetu Gdańskiego stał Przemysław Gosiewski.
Układy koleżeńskie z czasów wspólnej działalności pomagają, choć trudno mówić o jednym środowisku NZS. Joanna Kluzik-Rostkowska, dawna działaczka NZS, w grudniowym wywiadzie dla gazety „Polska. The Times” mówiła: „Nasi są w PO i PiS. Gdy widzę, jak spierają się w Sejmie, to czuję, że wygraliśmy. Jeszcze będziemy razem rządzić”. Sama jednak przyznała, że politycy obu partii potrzebują cementu, jakim dla NZS była walka z komuną. „Myślę, że pogodzi nas dopiero lewica, jeśli uda jej się kiedyś wyjść na prostą”, stwierdziła posłanka PiS. Na razie lewicy trudno wyjść na prostą, nie ma bowiem napędu energicznych i doświadczonych 40-latków. To pokolenie należy, m.in. za sprawą NZS, do prawicy.

———————————–

Wyszli Z NZS

Donald Tusk – premier – Uniwersytet Gdański
Waldemar Pawlak – wicepremier – Politechnika Warszawska
Grzegorz Schetyna – przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO – Uniwersytet Wrocławski
Cezary Grabarczyk – minister infrastruktury – Uniwersytet Łódzki
Bogdan Klich – minister obrony narodowej – Akademia Medyczna w Krakowie
Krzysztof Kwiatkowski – minister sprawiedliwości – Uniwersytet Warszawski
Bogdan Zdrojewski – minister kultury – Uniwersytet Wrocławski
Paweł Graś – rzecznik prasowy rządu – Uniwersytet Jagielloński
Tomasz Arabski – szef kancelarii premiera – Politechnika Gdańska
Janusz Kurtyka – prezes IPN – Uniwersytet Jagielloński
Krzysztof Bondaryk – szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – Filia Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku
Sławomir Skrzypek – szef Narodowego Banku Polskiego – Politechnika Śląska w Gliwicach
Grzegorz Bierecki – prezes Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej – Uniwersytet Gdański
Romuald Orzeł – prezes TVP SA – Uniwersytet Gdański
Grzegorz Dolniak – wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO – Akademia Ekonomiczna w Katowicach
Jarosław Gowin – poseł PO, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO – Uniwersytet Jagielloński
Andrzej Halicki – poseł PO – Szkoła Główna Planowania i Statystyki w Warszawie (dziś SGH)
Konstanty Miodowicz – poseł PO – Uniwersytet Jagielloński
Przemysław Gosiewski – poseł PiS, wiceprezes PiS – Uniwersytet Gdański
Joanna Kluzik-Rostkowska – posłanka PiS – Uniwersytet Warszawski
Adam Lipiński – poseł PiS – Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu
Aleksandra Natalli-Świat – posłanka PiS, wiceprezes PiS – Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu
Maciej Płażyński – poseł ,b. marszałek Sejmu – Uniwersytet Gdański
Wojciech Szarama – poseł PiS – Uniwersytet Śląski
Zbigniew Nowek – zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego – Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Mariusz Kamiński – b. szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego – Uniwersytet Warszawski
Marek Lasota – dyrektor oddziału IPN w Krakowie – Uniwersytet Jagielloński
Adam Pęzioł – dyrektor lubelskiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli – Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
Katarzyna Piekarska – wiceprzewodnicząca SLD – Uniwersytet Warszawski
Paweł Piskorski – przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego – Uniwersytet Warszawski
Adam Bielan – poseł do Parlamentu Europejskiego (PiS) – Szkoła Główna Handlowa
Ryszard Czarnecki – poseł do Parlamentu Europejskiego (PiS) – Uniwersytet Wrocławski
Jacek Protasiewicz – poseł do Parlamentu Europejskiego (PO) – Uniwersytet Wrocławski
Bogusław Sonik – poseł do Parlamentu Europejskiego (PO) – Uniwersytet Jagielloński
Róża Thun – poseł do Parlamentu Europejskiego (PO) – Uniwersytet Jagielloński
Jacek Kozłowski – wojewoda mazowiecki – Uniwersytet Gdański
Rafał Jurkowlaniec – wojewoda
dolnośląski – Uniwersytet Wrocławski
Rafał Dutkiewicz – prezydent Wrocławia – Politechnika Wrocławska
Leszek Czarnecki – właściciel Getin Holding – Politechnika Wrocławska
Jan Tombiński – stały przedstawiciel RP przy UE – Uniwersytet Jagielloński
Wojciech Kostrzewa – prezes zarządu i dyrektor generalny Grupy ITI – Uniwersytet Warszawski
Piotr Niemczycki – prezes zarządu Agora SA – Akademia Teologii Katolickiej
Jacek Rakowiecki – redaktor naczelny „Filmu” i szef projektów w Media Point Group – Uniwersytet Jagielloński
Agnieszka Romaszewska – dziennikarka – Uniwersytet Warszawski
Piotr Bikont – publicysta, krytyk kulinarny – Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna w Łodzi
Andrzej Zarębski – ekspert rynku mediów elektronicznych – Uniwersytet Gdański
Paweł Huelle – pisarz – Uniwersytet Gdański
Konstanty Radziwiłł – b. prezes Naczelnej Rady Lekarskiej – Akademia Medyczna w Warszawie
Robert Smoktunowicz – adwokat – Uniwersytet Warszawski
Marek Jurek – lider Prawicy Rzeczypospolitej, b. marszałek Sejmu – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu
Jan Maria Rokita – niedoszły premier z Krakowa – Uniwersytet Jagielloński (Opr. JW)

——————————————-

Czy pokolenie NZS rządzi dziś Polską?

Maciej Płażyński, b. marszałek Sejmu, poseł niezależny
Pokolenie rządzi czy może współrządzi, bo np. premier Tusk jest pół pokolenia wyżej, choć tak jak spora część Platformy Obywatelskiej w końcówce pobytu na studiach zahaczył o NZS. Jednak nie sądzę, by ta organizacja tak mocno kształtowała ludzi politycznie, jak to było z „Solidarnością”. Nie tworzyła też struktury pokoleniowej wzajemnego wspierania się jak inna organizacja – ZSP. Tamci bardziej istnieją jako środowisko. O ile dla Aleksandra Kwaśniewskiego ZSP było ważną częścią życiorysu, to dla Tuska czy Pawlaka NZS już nie stanowiło takiego czynnika, a tym bardziej dla Lecha i Jarosława Kaczyńskich, którzy w ogóle w czasie swoich studiów nie zetknęli się z działalnością opozycyjną organizacji młodzieżowej, bo takich wtedy nie było. Można więc powiedzieć, że pokoleniowo teza jest słuszna, ale organizacyjnie – nie. Jako były działacz NZS podejmowałem różne wysiłki, ale nie udało się nam stworzyć zwartego, ogólnopolskiego środowiska, które miałoby większe znaczenie.

Marek Jurek, b. marszałek Sejmu, Prawica Rzeczypospolitej
Jeszcze nie. To nie jest pokolenie, które odgrywa już decydującą rolę w sprawach przyszłości Polski. Oczywiście są dziś ministrowie, którzy przeszli przez NZS, ale realną władzę ma jednak pokolenie starsze, wywodzące się z przedsierpniowej opozycji. Po stronie rządu i po stronie PiS są ludzie z różnych odsłon NZS, Czarek Grabarczyk z tej pierwszej, z lat 1980-1981, Przemysław Gosiewski z końca lat 80., min. Krzysztof Kwiatkowski należy zaś do pokolenia NZS już wolnej Polski. Wszystko to są politycy ważni, ale nie decydują o przyszłości kraju.

Jacek Rakowiecki, redaktor naczelny miesięcznika „Film”
Nie wiem, czy istnieje coś takiego jak pokolenie NZS. A jeśli już – to nie jedno, ale co najmniej dwa. Pierwsze rekrutowałoby się z grupy tworzącej zrzeszenie w latach 1980-1981 i złożonej po części z młodszych działaczy Studenckich Komitetów Solidarności z końca lat 70., a po części z ludzi, których zaktywizował Sierpień 80. Choć wielu ludzi z obu tych grup jest dziś widocznych w życiu publicznym, nie dostrzegłem, żeby ten NZS-owski etap ich życiorysów odgrywał jakąkolwiek rolę integracyjną czy nawet formacyjną. Inna być może sprawa jest z drugim rzutem NZS, czyli pokoleniem tworzącym je w drugiej połowie lat 80., choć zaznaczam, że niezbyt wiele o nim wiem, bo moje kontakty z nim były już nieliczne i raczej przypadkowe. „Stare” NZS ani im nie matkowało, ani oni sami nie dopisywali się do naszej filozofii działania, która w dużej mierze wyrosła na filozofii kręgów KOR, a jedno z ważnych haseł stanowiła słynna kwestia Jacka Kuronia: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”. Z tego, co wiem, były to środowiska o mocniej sprecyzowanych światopoglądach – głównie prawicowo-liberalnych, dla których jednym z najważniejszych doświadczeń pokoleniowych nie były – mówiąc skrótowo i metaforycznie – wykłady Towarzystwa Kursów Naukowych, ale raczej uliczne bitwy z ZOMO. Czy oni więc rządzą dziś Polską? Fakt, że jest ich stosunkowo wielu w ważnych miejscach polskiej polityki. Nie wykluczam, że wspólne „zadymiarskie” doświadczenia jakoś ich integrują. Ale wydaje mi się, że 20-lecie po zmianie ustroju wyprodukowało już całkiem własne kręgi, grupy, środowiska. W dodatku bardziej zintegrowane wokół doraźnych celów polityczno-koleżeńsko-plemiennych niż jakichkolwiek systemów wartości budowanych przed wieloma laty.

Andrzej Anusz, b. poseł AWS, autor pracy magisterskiej o NZS
Tak uważam. Z uwagi na personalne powiązania większości ludzi na stanowiskach decyzyjnych, w rządzie i instytucjach państwowych, którzy przeszli przez NZS, teza wydaje się prawdziwa. NZS było formacją bardzo szeroką, ludzie trafili do partii rządzącej, ale i do opozycji. W NZS byli Tusk, Pawlak, Gosiewski, Piekarska, jednak głównie zasilili partie postsolidarnościowe.

Aleksandra Natalli-Świat, posłanka PiS
Wiekowo to się pewnie zgadza, a jeśli prześledzić życiorysy polityków, to okazuje się, że wielu z nich przewinęło się przez tę studencką organizację, jedni byli w tzw. pierwszym NZS, drudzy w drugim i później wchodzili w dorosłe życie. Ogólnie jednak ludzie ci towarzyszyli „Solidarności” na studiach, część z nich zaangażowała się w działalność opozycyjną po studiach, a stąd już była prosta droga do dalszej działalności politycznej w systemie demokratycznym.

Paweł Piskorski, szef SD
Taką tezę jakiś czas temu postawiłem, bo z NZS wywodzi się spora grupa ludzi nurtu postsolidarnościowego. Takie korzenie mają więc nie tylko główni politycy PO, ale i spora część ekipy PiS-owskiej. Przez NZS przewinęły się takie nazwiska jak Rokita i Płażyński. To są koledzy z lat 1980-1981, ale są i późniejsi, z lat 1987-1990, jak Adam Bielan. Wielu z tych, którzy wtedy byli zaangażowani w działalność w NZS, stało się w sile wieku politykami.

Katarzyna Piekarska, działaczka SLD
To było pokolenie studentów, którzy chcieli aktywnie włączyć się w demokratyczne przemiany w końcówce poprzedniego ustroju, nie chcieli stać z boku. Patrzyliśmy na osoby, które nie chcą się angażować, robiliśmy strajki w celu zarejestrowania NZS, mieliśmy silną motywację. Część z nas została w polityce i dziś jesteśmy w różnych związkach, w różnych partiach. NZS było bardzo dobrą szkołą polityki, uczyło grupowego działania, pobudzało pasję zmieniania świata na lepsze. NZS chciało demokratyzacji, ale nie szczególnych poglądów politycznych, bo czym innym jest organizacja studencka, a czym innym ugrupowanie partyjne. Mnie odpowiadała centrolewicowa Unia Demokratyczna z pewnym programem społecznym i tam się skierowałam po studiach.

Maciej Pawlicki, b. szef telewizyjnej Jedynki
To duże uproszczenie, bo NZS obejmowało wiele roczników zarówno z lat 1980-1982, jak i po reaktywacji. Absolwenci odchodzili do wielu różnych miejsc; od Marka Jurka po Grzegorza Schetynę. Ja studiowałem w szkole teatralnej i miałem kontakt z ludźmi z tego kręgu, takimi jak Maciej Orłoś, Piotr Radziszewski, Wanda Zwinogrodzka, Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. Byli to najczęściej ludzie, którzy nie chcieli się zapisać do ZSP, a mieli potrzebę działania publicznego.

Prof. Krzysztof Szamałek, b. działacz ZSP i szef Stowarzyszenia Ordynacka
Ogólnie się zgadzam, ale w szczegółach było wiele odrębności, wiele różnych twarzy i temperamentów, które charakteryzowała niejednokrotnie duża wzajemna agresja i niechęć do wspólnej rozmowy. Jako szef Ordynackiej próbowałem podjąć inicjatywę spotkania działaczy postzetespowskich z postenzetesowskimi, aby porozmawiać, jak i w czym inteligencja może pomóc Polsce. I nie chodziło tutaj ani o cele merkantylne, ani sukces polityczny, ale o możliwość działania osób sprawdzonych w różnych sytuacjach, które wymagają szybkiej decyzji, mających zdolność oddziaływania na administrację rządową, samorządową itd. I choć miałem wielu kolegów z dawnego NZS, okazało się, że nie ma z kim rozmawiać. Sądzę, że środowisko ZSP mimo wielu problemów wewnętrznych było bardziej zintegrowane niż NZS, chociaż wcale nie jednorodne. Spotyka się z większą przyjemnością, miało podobne kariery zawodowe i wyłoniło Stowarzyszenie Ordynacka, aby przeciąć pogłoski o działaniach mafijnych, zakulisowych.
Not. BT

Wydanie: 5/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy