O bezprawiu w imię porządku

O bezprawiu w imię porządku

Władza na siłę chce wprowadzić w życie ustawę antyterrorystyczną, gdyż uważa większość społeczeństwa za swoich wrogów – jeśli nie aktywnych, to chociaż potencjalnych. A z wrogami jedynego słusznego porządku ta władza bawić się nie będzie. I dlatego chce mieć możliwość bezkarnego stosowania wszystkich możliwych środków represji i inwigilacji: aresztów na 14 dni bez wymaganej zgody sądu, zakazywania wszelkich demonstracji i protestów, blokowania stron w internecie, wydalania z kraju każdego cudzoziemca, który może się wydać podejrzany (strzeżcie się, europejscy aktywiści praw obywatelskich, zachodni ekolodzy, niemieccy antyfaszyści, Rosjanie na motorach i rowerach). I to wszystko pod pretekstem walki z terroryzmem. Za chwilę okaże się, że w Polsce mieszka całkiem duża populacja lokalnych sympatyków terroryzmu. Jeśli nie islamskich, to chociaż lewackich.

Dlatego rację ma Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich, który zgłasza swoje uwagi, wystosowuje pisma, uświadamia opinię publiczną. Ale to, niestety, na nic. Wołanie na puszczy. Uderzanie głową w betonowy mur. Ta władza nie chce słuchać ani widzieć żadnych racjonalnych argumentów. Wszystko trzeba złożyć w ofierze w imię świętej sprawy budowania reżimu nacjonalistyczno-policyjnego.

Adam Bodnar od jakiegoś czasu jest jednym z niewielu jasnych punktów w tej coraz bardziej brunatnej polskiej rzeczywistości. Życzę mu, żeby w niedalekiej przyszłości stał się jednym z liderów ruchu, który będzie musiał mocno przewietrzyć ten kraj.

We wspomnianej ustawie antyterrorystycznej zapisano również prawo do strzelania bez ostrzeżenia. Gdyby ustawa już obowiązywała, wrocławska policja nie miałaby problemu z tłumaczeniem się ze śmierci chłopaka skatowanego na komisariacie. Wystarczyłoby go zastrzelić i powiedzieć, że miał kontakty z terrorystami i był niebezpieczny dla porządku publicznego. Dziś policjanci muszą opowiadać jakieś bajki o tym, że miał w kieszeni dopalacze, poza tym „nie był aniołkiem” i sam się prosił o przymusową wizytę na komendzie.

Zastanawiam się tylko, dlaczego cała ta opozycja upominająca się o przestrzeganie prawa w Polsce milczy, kiedy dochodzi do takich zdarzeń. Dlaczego nikt z KOD (o lewicy nawet nie wspominam, bo jej praktycznie nie ma) nie zabrał głosu w tej mocno śmierdzącej sprawie? Bo chłopak był z gorszej dzielnicy i należał do klasy niższej? To tym bardziej należy wspierać jego rodzinę w wyjaśnianiu tego skandalu.

Romanowi Kotlińskiemu, szefowi tygodnika „Fakty i Mity”, przedłużono po cichu areszt przy bardzo wątpliwych i absurdalnych zarzutach. I co? I znowu nic. Cisza. Poza tym, że Jacek Żakowski napisał komentarz w tej sprawie na stronie „Polityki”. A gdzie są ci wszyscy obrońcy demokracji? Czy demokracja to jakaś abstrakcyjna kraina i nic nieznaczący slogan? Kotlińskiego się nie broni, bo jest antyklerykałem i prokuratura próbuje przyszyć mu łatkę pospolitego przestępcy? To podstawowa zagrywka, którą stosują wszelkie represyjne służby – odebrać człowiekowi wiarygodność i zamiast karać za jego poglądy i działalność społeczną, zrobić z niego pospolitego bandytę. Teraz będzie można robić dodatkowo z niewygodnych ludzi terrorystów.

Obserwując to bezprawie i społeczne przyzwolenie na takie mechanizmy władzy, przypomniałem sobie refleksję badaczy społecznych z Birmingham analizujących związki kultury z podziałami klasowymi i świadomością społeczną. Opisywali oni, że klasa robotnicza i doły społeczne w Wielkiej Brytanii nigdy nie miały złudzeń co do przemocy państwa i policji. John Clarke przypominał, że „Klasa średnia oczekuje od policji pomocy, klasa robotnicza spodziewa się kłopotów. (…) Policjanci są stróżami prawa, które wciąż uważa się za służące klasom średnim. Ich mundury dla przedstawicieli klasy średniej wyglądają jak uniformy osób przeznaczonych do służenia, na przykład portierów hotelowych. Dla robotnika mundur oznacza władzę i zagrożenie”.

A komu dziś służy policja czy prokuratura w Polsce? Poza tym, że służy władzy, to jakich interesów klasowych broni? Warto by zorganizować debatę publiczną na ten temat u progu powstania państwa policyjnego. Jeżeli chce się prowadzić poważną walkę polityczną i tworzyć równościowo-wolnościowe społeczne alternatywy dla Polski, nie można przechodzić nad tym do porządku dziennego, mówiąc, że „nas to nie dotyczy”. W ten sposób tylko powtarza się slogan PiS o tym, że „uczciwi” nie muszą się obawiać rosnących uprawnień policji.

Kiedy widzę bezradność ojca, który stracił syna na komendzie, wiem, że nie ma dziś żadnego nadzoru nad funkcjonowaniem instytucji, które mogą legalnie używać przemocy. I tym bardziej obawiam się o praktykę po wejściu w życie ustawy antyterrorystycznej. Nie można milczeć w tej sprawie!

Wydanie: 21/2016

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy