Wskrzeszenie kołtuna

Wskrzeszenie kołtuna

W poprzednim „Przeglądzie” przeczytałem: „Nie jesteśmy narodem jak inne. W latach 1939-1956 Polsce przetrącono kręgosłup. We wspomnianych latach wymordowano, wywieziono, przepędzono lub zepchnięto na margines miliony wykształconych Polaków” („Polacy – naród niepełnosprawny?”, autor Krzysztof Nowakowski). Dalej następuje rozwinięcie w tym samym duchu. Zastanowiło mnie, jaki wizerunek ideowy ma „Przegląd”, że przyszło komuś do głowy, aby zaproponować mu artykuł napisany może do „Naszej Polski”, może „Gazety Polskiej” albo Radia Maryja. Nie wiem zresztą, czy tam dopuszczalne byłoby zrównanie okresu wojny z latami powojennymi, mimo że w tych jadowicie prawicowych mediach przyjmuje się za aksjomat, że po wojnie z Niemcami w Polsce zmienił się tylko okupant.
Najwięcej listów od czytelników dostaję, gdy poruszę sprawę oceny Polski Ludowej. Jest to temat bardzo żywy i niezrozumiałe jest zachowanie partii lewicowej, która go pomija w swoim komunikowaniu się z wyborcami. Korespondenci często mają mi za złe, że wygłaszam o tym okresie historii sądy, ich zdaniem, niesprawiedliwie krytyczne. Te głosy mnie dziwią, ponieważ wziąłem na siebie właśnie obowiązek przeciwstawiania się ignoranckiemu, nihilistycznemu i kłamliwemu oskarżaniu PRL. Prawdopodobnie niektórzy czytelnicy nie mają okazji zetknąć się z najczarniejszą propagandą antypeerelowską, uprawianą w szkołach i na wydziałach politologicznych wyższych uczelni. Jeśli nawet mało kto głosi wprost, że okres 1939-1956 był jednorodny, to całość tego „nauczania” skłania młodych słuchaczy do takiego wniosku.
Nie wiem, czy autor artykułu „Polacy – naród niepełnosprawny?” jest młody czy stary, dziecinny czy zdziecinniały, czy ma umysł dziedzicznie niepełnosprawny, czy sztucznie przez nacisk propagandy zniewolony. Wiem, że poglądy, jakie on głosi w formie skrajnej, w postaci złagodzonej są bardzo rozpowszechnione wśród roczników, które nauki szkolne i uniwersyteckie pobierały w III RP, pod panowaniem postsolidarności.
Lata szkolne mojego pokolenia przypadły na czas nachalnej indoktrynacji stalinowskiej. Ta indoktrynacja jednak nie była dla nikogo wiarygodna (jeśli nie liczyć wyjątków i krótkotrwałych stanów umysłowych), a poza tym stanowiła tylko jeden element edukacji, i to element mniej znaczący niż przekaz rodzinny. Państwo głosiło jedno, ludzie wiedzieli swoje. Te wszystkie rzekome odkrycia i demaskacje polityczne, którymi zajmują się zastępy przeważnie młodych historyków, to wypełnianie „białych plam” nie przyniosło nic, o czym by się w czasach PRL nie mówiło do znudzenia w rozmowach w rodzinach chłopskich czy inteligenckich. Kto nie wiedział o Katyniu, o pakcie Ribbentrop-Mołotow, o wywózkach na Sybir, o metodach śledczych UB? Byliśmy wychowywani w warunkach dwuwiedzy, w „filozofii” dwu prawd, i to uchodziło za stan rzeczy bardzo demoralizujący. Nie był jednak demoralizujący, przeciwnie, uczył bardzo zdrowego i moralnego sceptycyzmu, a także podejrzliwości wobec oficjalnej propagandy i podfałszowanej uniwersyteckiej historii, socjologii czy politologii. Tak wychowane pokolenia okazały się bardzo podatne na idee pluralizmu, kulturowego i politycznego liberalizmu. Obecnie, w warunkach formalnej wolności, mamy sytuację zdumiewającą: wszystkie media, szkoły i uczelnie głoszą zasadniczo te same poglądy i nie ma żadnej Wolnej Europy, żadnej paryskiej „Kultury”, żeby mogły się tej jednomyślności przeciwstawić. Skończyła się też wiedza rodzinna, bo rodziny siedzą przed telewizorami i chłoną to, co im się podaje do wierzenia. Kłótliwe głosy w obrębie tego samego poglądu mają wystarczyć za różnicę zdań. Z tej atmosfery jednoideowości, ostrzegam, wyrosną intelektualne kaleki.
Nie można popełnić grubszego fałszerstwa niż sprowadzenie czasów wojny (1939-1945) i czasów pokoju (1945-1956) do jednego mianownika. Radiomaryjny autor, który zabłądził do „Przeglądu”, popełnia jeszcze inne błędy, już normalnego kalibru, a także głupstwa typowo kołtuńskie, które od lat powojennych przechowały się gdzieś w obskurnych zakamarkach ciemnogrodu i teraz, pod sprzyjającymi rządami, wychodzą na światło dzienne. „Cenę za tamte lata płacimy do dzisiaj. Nie ma już PRL, ale Polska jest obecnie bardziej ludowa niż kiedykolwiek”. I leci cały repertuar pojęć już w 1945 roku anachronicznej prawicy, która właśnie odrodziła się jak nowa: „zlikwidowano (po wojnie) arystokrację” i ziemiaństwo, „wszystko było ludowe i robotniczo-chłopskie”.
Do tej pory PRL była oskarżana o rzeczywiste i urojone ułomności, ale nikt prócz kołtunów nie robił zarzutu z tego, że po wojnie dokonał się awans klas niższych i że w pewnym stopniu urzeczywistniły się ideały głoszone przez obóz demokratyczny już w latach 40. XIX wieku. To prawda, niestety, że rewolucja socjalna dokonała się w warunkach radzieckiej dominacji i że została do pewnego stopnia przesłonięta i zafałszowana przez narzucony komunizm, ale było już dość czasu, żeby się w złożonej rzeczywistości rozpatrzyć i rozróżnić jej niejednorodne składniki.
Terror, jaki zapanował po wojnie, nie był polską osobliwością. We Włoszech w porachunkach politycznych zamordowano 50 tysięcy osób. We Francji, gdzie ani rewolucji socjalnej, ani NKWD nie było, zginęło – historycy różnią się w szacunkach – od 30 do 10 tysięcy Francuzów (z ręki Francuzów). Już po ustabilizowaniu władzy sądy wydały około 1 tysiąca wyroków śmierci.
Co do punktów za pochodnie, które też bolą autora, to jako wielokrotny egzaminator i przewodniczący komisji rekrutacyjnej byłem im przeciwny i głośno o tym mówiłem. Nie dlatego jednak, że one ułatwiały młodzieży wiejskiej dostęp do studiów, lecz dlatego, że były pozorem, który nic nikomu nie dawał i tylko rozgoryczał nieprzyjętych. Mimo punktów za pochodzenie odsetek młodzieży chłopskiej wśród studiujących stale spadał i w latach 70. był na UJ mniejszy niż w okresie międzywojennym, a nawet mniejszy niż w wieku XVI. Sama zasada „dyskryminacji pozytywnej, czyli punktów za pochodzenie, jest dziś stosowana powszechnie w szkolnictwie wyższym USA.

 

Wydanie: 6/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy