O dialogu

O dialogu

Czuję się człowiekiem krakowskiej Kuźnicy i czuję się człowiekiem krakowskiego Znaku. Jak to możliwe? Znak i Kuźnica znajdowały się zawsze na przeciwległych biegunach – czyżbym nie miał poglądów? Gdy jednak 20 lat temu wystąpiłem z redakcji „Tygodnika Powszechnego”, gdy schronienia udzieliła mi najpierw „Gazeta Wyborcza”, a potem Kuźnica i PRZEGLĄD, nigdy nie przestałem czuć się także człowiekiem Znaku. Bo choć nie chciał kontynuować współpracy ze mną ani „Tygodnik” ks. Adama Bonieckiego i Piotra Mucharskiego, ani „Znak” Jarosława Gowina i Michała Bardela, to już zaprosił mnie na łamy „Znak” Dominiki Kozłowskiej, a z tego zaproszenia skwapliwie skorzystałem. Zresztą cały czas pisałem o ludziach Znaku: Stanisławie Stommie, Jerzym Turowiczu, Tadeuszu Mazowieckim, Józefie Hennelowej, Stefanie Wilkanowiczu, ks. Mieczysławie Malińskim, ks. Stanisławie Musiale… I zazwyczaj z tych artykułów składałem potem kolejne książki. Takie jak „Wielkość i upadek »Tygodnika Powszechnego«”.

Dziś pisuję przede wszystkim do PRZEGLĄDU, ale mój związek z „Gazetą Wyborczą”, choć niepozbawiony przygód, również trwa. Nigdy w „Gazecie” nie pracowałem, ale zawsze byłem z nią blisko, a jedną z mych książek zadedykowałem Adamowi Michnikowi. Do dziś też moje teksty – te największe rozmiarowo – publikuję w Gazetowym dodatku „Ale Historia”. I dopiero co broniłem w PRZEGLĄDZIE „Gazety” przed jej własnym zarządem, a „Gazeta” felieton ten przedrukowała. A zatem może jednak mam jakieś poglądy… A przynajmniej nie zmieniam ich jak rękawiczek. Gdy przed kilkunastu laty odbierałem Kowadło Kuźnicy, powiedziałem, że przyjmuję je „w poczuciu wierności”.

Warto łączyć środowiska w naszym skonfliktowanym świecie. Zwykłe poczucie przyzwoitości kazało mi kiedyś stanąć u boku ludzi, których rola w pokojowej transformacji była fundamentalna, a którzy do dziś spotykają się z przemilczaniem, lekceważeniem bądź oszczerstwem. Ale też nie kto inny, tylko lider Znaku, Stanisław Stomma, mówił w udzielonym mi kiedyś wywiadzie, że PZPR „po Październiku” rządziła się polską racją stanu „do granic swych możliwości”. W wyborach 2000 r. Stomma oddał głos na Aleksandra Kwaśniewskiego. Do dziś pamiętam jego śmiech, rozłożone ręce i retoryczne wykrzyknienie: „No a na kogóż?!”. Oto oblicza polskiej otwartości.

Jeżeli jednak Znak i Kuźnica łączą się w moim życiu, to czy jest coś, co oba te środowiska łączy w sensie ogólnym? Nie bardzo mogę sobie wyobrazić jakieś wspólne przedsięwzięcie doktor filozofii Dominiki Kozłowskiej, prezes Znaku, i doktora historii Pawła Sękowskiego, prezesa Kuźnicy. Choć przecież mieszkają oni w tym samym mieście i są niemal rówieśnikami. Co jednak mieliby sobie do powiedzenia? Tymczasem tego typu spotkania różnych środowisk, zwłaszcza w roku, w którym jeszcze nie zanosi się na wybory, byłyby ważniejsze od wszelkich porozumień polityków. Bo wcześniejsze niż polityczne alianse powinno być zawsze dogadywanie się w sferze idei i w sferze imponderabiliów. Sojusz „ponad podziałami”, jednoczący ludzi dobrej woli, powinien stać się podłożem wszelkich późniejszych działań. A właśnie młode i średnie pokolenia mają tu wielką rolę do odegrania – o ileż większą niż moja generacja, tak często tkwiąca w starych koleinach.

Sądzę, że Znak i Kuźnica mogłyby mimo wszystko się dogadać, ale „Myśl Polska”? To niszowe pismo czytam tylko dlatego, że jest mi przysyłane. I przy każdym numerze łapię się za głowę: ci ludzie niczego się nie nauczyli. Nic w nich nie zmieniły ani najazd Rosji na Ukrainę, ani skandale wokół polskiego Kościoła, a to, co u nich nowe, to tylko bezustanna promocja zapiekłego w nienawiści Andrzeja Czechowicza. A jednak! Przeczytałem tu kiedyś takie oto słowa Adama Śmiecha o środowisku Roberta Bąkiewicza: „Współczesna Narodowa Demokracja wyłącznie traci na kojarzeniu jej z radykałami, neonazistami, ze zwolennikami totalitaryzmu nacjonalistycznego, z ludźmi, którzy definiują się poprzez negację i nienawiść”.

Rzeczywiście, prawicowa „Myśl Polska” pozostaje od lat w ostrej opozycji wobec Zjednoczonej Prawicy. Jest może nawet gorsza niż PiS, ale jest przeciwko PiS – i to na dziś jest chyba najważniejsze. Czyż bowiem nie jest potrzebny ostrzał PiS z prawej flanki? Na Węgrzech Jobbik Pétera Jakaba zaproszono na wspólne listy opozycji i jeżeli nie zakończyło się to teraz sukcesem, to przecież zawsze „w jedności siła”. Antypisowcy całego kraju, łączcie się!

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 36/2022

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy