Pierwsi jako naród, ostatni jako społeczeństwo

Pierwsi jako naród, ostatni jako społeczeństwo

W Kanadzie też powstał nowy rząd, tam jednak socjaldemokratyczny. Bywałem w tym kraju, mam tam wielu bliskich i znajomych, a i rodzinę już prawie zupełnie skanadyzowaną. Zanim po raz pierwszy poleciałem do Toronto, wiozłem ze sobą pewien obraz tego kraju – mityczny i wyidealizowany. W języku polskim Kanada była synonimem dobrobytu i luksusu. Ten kraj zawiódł mnie, ale głównie estetycznie. Piękna przyroda, lecz w kontraście kiepska architektura i powszechny brak gustu. Stapianie się ludzi z różnych światów i kultur w jednym kotle nie sprzyja budowaniu tradycji estetycznej. Zdumiało mnie też, jak Kanada jest inna od pobliskich liberalnych Stanów, bardzo socjaldemokratyczna, nawet podobna do Szwecji. Jest krajem o głębokich tradycjach demokratycznych, więc może sobie pozwolić na eksperymenty, jak choćby wprowadzenie wielu parytetów w składzie rządu.

W nowym kanadyjskim rządzie Justina Trudeau jest 15 kobiet i tyle samo mężczyzn. Tak to zostało ustalone. Ministrem jest Indianka, są dwie osoby niepełnosprawne, przedstawiciele imigrantów i jedna osoba z grupy uchodźców. „Nasz rząd jest tak zróżnicowany, jak nasze społeczeństwo”, mówi z dumą premier Trudeau. Ministrem w Kanadzie może zostać tylko poseł do parlamentu federalnego. Jednak nawet niekompetentny minister mało zepsuje, bo w każdym ministerstwie najważniejszy jest szef urzędników tej placówki, a nie wymienia się go po wyborach. Pełna obsada każdego ministerstwa to zawodowi urzędnicy, bezpartyjni i nieusuwalni – oni pracują dla każdego rządu.

W Polsce – jak wiadomo – przepisy przygotowane przez lepszych lub gorszych specjalistów trafiają do komisji sejmowych, gdzie niedokształceni posłowie psują, co mogą, a potem te gnioty przegłosowują. Po każdych wyborach nowy minister wymienia prawie wszystkich urzędników. Działa klucz partyjny. Dlatego w Polsce niekompetentny minister może być groźny, czego świadkami będziemy prawdopodobnie już niedługo. Czy jest szansa, by wprowadzić u nas przynajmniej część tej kanadyjskiej stabilności? Nie ma mowy przy takim partyjniactwie i nepotyzmie.

A Polacy w Kanadzie? Przyjaciel z Toronto donosi mi: „Wszyscy kandydaci do parlamentu z Polonii przepadli, ponieważ nie dość, że byli w partii konserwatywnej (a ona poniosła jeszcze większą klęskę niż PO w Polsce), to na spotkaniach gadali wierutne bzdury. Choćby w stylu: kto ich tu wpuścił do Kanady, tych brudasów? Inne grupy etniczne mają przedstawicieli w różnych partiach i dlatego, gdy u władzy są konserwatyści lub liberałowie, zawsze mają jakieś »wejście« i możliwości wpływania na politykę Kanady także w stosunku do krajów ich pochodzenia. Za starej Polonii zdarzały się jeszcze takie rzeczy. Teraz nie, gdy w Kanadzie znaleźli się sami polscy antykomuniści, ci którzy w PRL, nieraz bez względu na wiek (bo załapują się już ci urodzeni np. w roku 1989), zaciekle walczyli z komuną”.

Od kiedy się przeformatowałem z pesymisty na optymistę, ciągle dostaję w łeb. Ważne, by władzę oddawać w ręce ludzi przy zdrowych zmysłach. Nie powinni to być wyznawcy teorii spiskowych, psychopaci czy ekscentrycy. Jeśli golenie się ma być miernikiem mojego samopoczucia, to od ogłoszenia składu nowego rządu jeszcze się nie ogoliłem. Politycy Platformy powinni się nie golić aż do końca rządów PiS. Powszechność i skala obaw jest taka, że już to będzie tworzyć fakty, gdyż demonizacja też rodzi demony.

Święto Niepodległości jest już w pełni w rękach narodowców. Na widok morza sztandarów i rac oświetlających marsz przypominają się słowa Norwida. Ten poeta i myśliciel ciągle jest aktualny: „Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym”. Marsz narodowców był tego piękną ilustracją. Wielkie pozory, a w środku zimno i pusto. Ale w roku ‚80 było inaczej i w stanie wojennym też, więc to nie jest takie proste. W jednym z listów Norwid pisał: „Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam (…). Ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród. (…) Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczęciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – monumentalnie znakomite. Ale tak jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi”.

To jest obraz już nieaktualny, ostanie ćwierć wieku zaprzecza słowom poety, ale najbliższe lata zdają się niepewne i budzą niepokój, czy nie zacznie on mieć znowu racji.

Wydanie: 47/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy