O krok od przepaści

O krok od przepaści

Najszybciej w Polsce zużywają się szyldy. Także partyjne. Powstają ciągle nowe byty. Tyle że ze starymi, odzianymi w nowe szaty politykami. Niech za przykład posłużą dzisiejsi partyjni giganci, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, kierowane przez polityków, którzy od lat wyjadali chleb z różnych pieców. Odmiennie potoczyły się losy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który po głębokim kryzysie przywództwa i kompromitacji wielu liderów trzy lata temu postawił na całkowite odmłodzenie. Na czele SLD stanął bardzo młody polityk, któremu do współpracy dołożono równie młodego i ambitnego. A by głównemu nie było za lekko, często podkreślano, że SLD ma dwóch równorzędnych młodych i zdolnych liderów. Świat polityki rządzi się takimi prawami jak każda wielka korporacja. Nie zna więc dwuwładzy jako skutecznego sposobu na sprawne kierowanie partią. Musiało więc iskrzyć i iskrzyło. Tym bardziej że dbali o to starzy wyjadacze, którzy znowu mieli okazję toczyć swoje niegdysiejsze bitwy. Mistrzowie napuszczania jednych na drugich mieli swoje pięć minut.
Od starszych ciągle słyszę, że w Polsce prawdziwej lewicy już nie ma. A od młodych, że takiej lewicy jeszcze nie ma. Od działaczy coraz liczniejszych i coraz mniejszych partii lewicowych słyszę, że przyczyną wszelkiego zła na lewicy jest SLD i że z każdym jest im po drodze, ale nie z Sojuszem. A od działaczy SLD, że są już zmęczeni załatwianiem za kogoś podpisów i wszystkich spraw organizacyjnych przed wyborami po to, by później i tak tracić te z trudem wywalczone mandaty. A od rachunku krzywd do fali oskarżeń tylko krok. I ten krok został właśnie zrobiony. Żeby tylko jeden. Od razu parę, i to w stronę przepaści. W powietrzu latają epitety, oskarżenia i pomówienia. Jest dużo, o wiele za dużo jak na i tak stargane nerwy elektoratu, złych emocji. Nie dość, że lewica ma dziś wyraźnie pod górkę, to jeszcze sama pomnaża swoje problemy. Zbyt często kolejne podziały mają swoje przyczyny nie w zasadniczych różnicach ideowych, ale w osobistych ambicjach kandydatów na atamanów.
Lewica jest w Polsce potrzebna. To truizm. Tylko jaka lewica? Czego brakuje dzisiejszym partiom i ruchom lewicowym, by mogły skutecznie nawiązać dialog ze społeczeństwem? By odzyskały poparcie wyborców? Osobistej wiarygodności polityków i porywającej wizji nowoczesnego państwa i społeczeństwa, które jest faktycznym suwerenem. Państwa obywateli, a nie jeleni, którzy są politykom potrzebni tylko po to, by służyć swoimi głosami w kolejnych wyborach.
Lewica to znacznie więcej niż jedna, nawet duża partia. To orbita, na której są fundacje, stowarzyszenia, ruchy społeczne, portale i fora internetowe, środowiska artystyczne i wydawnictwa. Umiejętność poszerzania tej palety pomysłów i propozycji jest cechą, bez której polityk może być co najwyżej sprawnym technokratą, ale nie autentycznym liderem. Gotowość do otwierania się na nowe środowiska i sztuka kompromisu w kontaktach z wielobarwną polską centrolewicą jest kluczem do osobistego sukcesu lidera SLD. I powodzenia całej partii.

Wydanie: 22/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy