O mitach historycznych prawicy

O mitach historycznych prawicy

Współczesna debata polityczna w Polsce ma charakter wybitnie historyczny. Główną osią sporów w sferze publicznej przez cały okres po 1989 r. nie były tematy związane z preferowanymi modelami gospodarczymi, jakością życia obywateli, inną polityką ekonomiczną czy różnymi interesami poszczególnych klas społecznych, lecz ocena wydarzeń historycznych. Konserwatywna prawica obrzydzała, jak mogła, PRL i idealizowała okres dwudziestolecia międzywojennego, przedstawiając go jako „raj utracony”.

Nie znam jeszcze wyników wyborów, ale mogę być pewien, że ofensywa nacjonalistycznej prawicy jedynie nakręci produkcję zakłamanej historii i wzmocni tworzenie mitów narodowych. W 2018 r. Polska będzie obchodziła setną rocznicę odzyskania niepodległości i choćby z tego powodu warto się zastanowić nad jasnymi, ale także ciemnymi stronami wydarzeń z lat 1918-1939. Dobrą podpowiedzią może być praca Urszuli Glensk „Historia słabych. Reportaż i życie w dwudziestoleciu (1918-1939)” uhonorowana jak najbardziej słusznie nagrodą „Polityki” za najlepszą książkę historyczną.

Bazując na reportażach z tamtego okresu, autorka odtwarza najciemniejsze strony ówczesnej rzeczywistości. W ten sposób przypomina o niewydolności systemu i jego produktach: biedzie, bezdomności, wykluczeniu społecznym. Bohaterami książki Glensk nie są znane postacie historyczne tamtego okresu, lecz ludzie z marginesu i peryferii systemu społecznego. Wszyscy, którzy nie mieli zbyt wiele możliwości, aby samodzielnie opisywać swoje problemy i wyrażać swoje żądania. Obiektem zainteresowania autorki są prostytutki, bezrobotni, rodziny żyjące w nędzy, dzieci podrzutki oraz koszmarne warunki mieszkaniowe tego okresu. Jej książka dowodzi, że reportaż mógł być wówczas doskonałym narzędziem walki politycznej. Jak bowiem – pisze, „żeby coś zmienić – trzeba wiedzieć, żeby wiedzieć – trzeba zobaczyć. Taki sposób myślenia przyjęli międzywojenni dokumentaliści”. Dzięki ich pracy i ponownemu odczytaniu napisanych przez nich reportaży można było dziś odtworzyć świat dwudziestolecia międzywojennego.

Poznajemy m.in. los i życie codzienne ówczesnych prostytutek, którym poświęcony jest jeden z rozdziałów książki. Reportażyści tamtych czasów jednoznacznie wskazywali społeczne źródła prostytucji – nędzę, trudną egzystencję, rozbicie rodzin, alkoholizm, brak przygotowania do jakiegokolwiek zawodu, brak opieki rodzicielskiej. Według statystyk, ok. 10% dzieci uczęszczających do szkół było zupełnymi lub częściowymi sierotami.

Spis powszechny z 1921 r. ujawnił, że ok. 11% kobiet w Warszawie nie potrafiło czytać, a tylko 2% miało wykształcenie zawodowe. Dzięki opisowi Ireny Surmackiej z lat 30. XX w. wiemy, że prostytutki były jeszcze gorzej wykształcone niż ogół kobiet – 43% było analfabetkami, cztery klasy skończyło 16%, żadna z 600 ankietowanych nie miała wykształcenia ani zawodowego, ani średniego. Pochodziły przeważnie ze wsi, jako sieroty lub półsieroty przyjeżdżały do Warszawy, by poprawić swój byt. Większości nic z tego nie wychodziło.

Bieda tworzyła w tym samym czasie również inne masowe zjawisko – plagę podrzutków. Dzieci, do których nikt się nie przyznawał, pozbawione opieki dorosłych i rodziców, pozostawiane były w przypadkowych miejscach czy też podrzucane instytucjom opiekuńczym. Jak pisał Ksawery Pruszyński, „taśma ruchoma dziecinnych kolebek, jedyna w Polsce taśma, której bieg nie uległ większemu zwolnieniu, wyrzuca rotacyjnie roczniki nowych ludzi na przeludnioną wieś”. I rzeczywiście wzrost populacji obejmował głównie najbiedniejsze warstwy społeczne zamieszkałe na wsi. Tempo przyrostu naturalnego było znaczne i nie szło w parze z tempem rozwoju gospodarczego. To wpływało na liczbę podrzutków. Edward Ziegler, opisując w 1931 r. pierwszy Miejski Dom Wychowawczy dla Niemowląt w Łodzi, zauważył: „Mamy tu dzieci mamek przyjmowane wraz z nimi z zakładów położniczych, mamy tu sieroty, mamy dzieci kobiet, które nie mają mieszkania i środków do życia, mamy i dzieci nieślubne, przywożone z dalekiej prowincji, wreszcie niemowlęta znajdowane w polu, w podwórzach, na ulicy, na schodach”.

Atmosferę nędzy polskiej wsi tamtego okresu dobrze oddają pamiętniki chłopów wydane w 1936 r., które również przytacza autorka. Chłop z województwa łódzkiego pisał: „W naszej wiosce na 600 mieszkańców sklep sprzedaje 3 kg cukru tygodniowo – tylko choremu dziecku kupi go ktoś za 5 gr”.

Z kolei w miastach kwitła w tym czasie bezdomność. Tylko w zimie 1932 r. w samej Warszawie zarządzono 3 tys. eksmisji. Franciszek Lewicki informował w 1938 r. na łamach „Wiadomości Literackich”, że w Warszawie 140 tys. ludzi „mieszka kątem”. Oznaczało to, że jedno pomieszczenie wynajmowały dwie rodziny lub kilka niezwiązanych ze sobą osób.

Autorka przytacza opinię Antoniego Słonimskiego. W „Kronice tygodniowej” z 1936 r. drukowanej na łamach „Wiadomości Literackich” reporter komentował polską rzeczywistość: „Bilans roku minionego przedstawia się dość niewesoło. Polska staje się jednym z najbiedniejszych krajów świata. Gdyby policzyć w Polsce ludzi nie wegetujących, ale żyjących na normalnym poziomie, okazałoby się, że całe państwo skurczyło się do rozmiarów jednego niewielkiego miasta europejskiego. Jest w Polsce nie więcej niż paręset tysięcy ludzi korzystających z kolei, gazet, książki, teatru. Polska konsumuje cukru, tłuszczy, tytoniu, owoców mniej niż trzymilionowa Dania”. W 1936 r. w Polsce mieszkało ok. 34 mln osób, a tuż przed wybuchem II wojny światowej prawie 35 mln.

Słuchając 11 listopada okolicznościowych bajek o II RP, warto pamiętać o „dzikim kapitalizmie” tego okresu, represjach wobec mniejszości narodowych czy dławieniu opozycji politycznej (m.in. w obozie karnym w Berezie Kartuskiej utworzonym dla przeciwników politycznych). Czy to są wzory ładu społecznego dla polskiej prawicy?

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

  1. Krzysztof
    Krzysztof 4 listopada, 2015, 21:06

    Szanowny Panie, niestety, Pan o tym wie, ja wiem, kilka tysiecy Polakow moze wie… Nie taka jest narracja obecnych srodkow przekazu, lekcje historii o tym milcza. Na jaki rozsadek wiec mamy liczyc? Zaden kandydat o tym sie nie zajaknal. To kogo wybierac?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy