O Rosji niemainstreamowo

My, Polacy, pisujemy noty dyplomatyczne
i zajmujemy stanowiska w polityce
międzynarodowej z tomikiem Mickiewicza
lub Słowackiego jako podręcznikiem orientacyjnym.
To my, Polacy, nie myślimy politycznie,
lecz głośno lub cicho deklamujemy politycznie.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Ludwik Stomma napisał w jednym ze swych felietonów, że we współczesnej Polsce judzenie przeciwko Putinowi i Rosji stało się niemal obowiązkiem mediów. To potwierdzenie, po raz nie wiadomo który, że mamy problem z Rosją i Rosjanami. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż my Polacy cały czas chcemy stać wobec całego Wschodu Europy na stanowisku, jakie zająć miał podczas chrztu Chlodwiga w 496 r. św. Remigiusz, zwracając się do króla Franków Chlodwiga: „Zegnij kark dumny Sygambrze”. Na Rosję zaś patrzymy głównie przez pryzmat walki i doznanych krzywd. Na tego, który złamał naszą, kolonialną i imperialistyczną politykę na Wschodzie Europy, sprowadzając nas ostatecznie na bez mała 300 lat do roli parweniusza i skolonizowanego kulisa. Dlatego też – mimo zaklęć i zapewnień – prawie wszyscy Polacy, poczynając od PiS-u, poprzez „platformersów”, a na środowisku Adama Michnika kończąc, najchętniej by widzieli poszatkowanie „ruskiego niedźwiedzia” na setkę jednostek państwowych. To echa kontrreformacyjnych przewag utwierdzonych romantyczną literaturą, jakie rządzą dziś nadwiślańskim imaginarium.

Zachwyt polskiego mainstreamu czasami rządów Borysa Jelcyna w Moskwie – przeciwstawianymi dekadzie Władimira Putina – jako przykładu dla demokracji, wolności, otwarcia, ale też i kolejnej w historii tego kraju „wielkiej smuty”, „raskołu”, „razwału” itd. (jak to postrzegają obywatele Federacji Rosyjskiej), jest nie tylko moim zdaniem nieszczery i faryzejski. W tej admiracji owej epoki tkwi bowiem ziarno paternalizmu i wyższości, jaką wielu moich rodaków raczy odczuwać – wbrew swoim prowolnościowym i prodemokratycznym deklaracjom, jak również przeciw politycznym i gospodarczym interesom naszego kraju – w zasadzie do każdego INNEGO. Szczególnie tego ze Wschodu. I w tym tkwią źródła owych kompleksów i resentymentów, którym oni ulegają i które rządzą polskimi wyobrażeniami o świecie.

Ten stosunek – i nie jest to bynajmniej najbardziej rusofobiczne środowisko w naszym kraju – prezentuje np. Wojciech Maziarski, czołowy komentator „Gazety Wyborczej” (czyli organu środowisk liberalno-demokratycznych, mieniących się europejsko-postępowymi). Napisał o niegdyś: Naszym zadaniem najważniejszym jest odepchnięcie Rosji raz na zawsze od Europy i ograniczenie jej obszarów do ziem etnicznych, przynajmniej od strony Uralu.

Kolejnym przykładem naszej manii wyższości jest ocena Rosji i Rosjan przez topowego dziennikarza niezwykle opiniotwórczej gazety (przeznaczonej dla polskiego inteligenta), stawiającego retoryczny (czy aby bez podtekstu wartościującego) wniosek zakreślony hiperbolą, że gdy na jednym końcu, choćby w Kaliningradzie, jeszcze piją, a na drugim, choćby na Czukotce, już leczą kaca (Wacław Radziwinowicz). To tak, jakby do Polski i Polaka odnieść szlagwort Dobrego Wojaka Szwejka: Na dworcach kradło się zawsze i będzie się kradło dalej. Inaczej nie można. I przyporządkować takie sądy funkcjonujące na temat moich rodaków w wielu krajach Zachodu – per analogiam – do ogólnej oceny Polski i Polaków.

Gdyby zrobić rekonstrukcję historyczną, okazałoby się, że Polacy tłukli Rosjan wcale nie rzadziej, niż oni nas. Moskwa, jej pierwszy Kreml, zostały stworzone przez lechickie plemię Wiatyczów, o którego polskim pochodzeniu pisał Jan Długosz i Nestor, najsławniejszy kronikarz Rusi. Silnie więzi – rodzinne koligacje w panujących i szlacheckich rodzinach – zaczęły się kształtować od drugiej połowy XVII w. wraz z polską imperialną ekspansją (de facto – kolonizacją realizowaną na kształt pochodu kolonistów europejskich na Zachód w Ameryce). Następowało mieszanie rodów, kultur, zwyczajów. W końcu XVII w. polska mowa była językiem dworskim w wielu rodzinach rosyjskich. 100 największych tamtejszych rodów pieczętuje się polskimi herbami. Rosjanie pragnący podnieść znaczenie własnego rodu wyszukiwali polskich korzeni. Żenili się z Polkami, odnajdywali polskich przodków. W okresie zaborów ten trend przybrał kierunek odwrotny: mimo swej opresyjności imperium – wielonarodowe, wielokulturowe, od Wisły po Kaukaz, środkową Azję i Kamczatkę – stwarzało dogodne warunki dla wszelkiej, nie tylko handlowej (jak w przypadku Wokulskiego), kariery.

Ale my mamy zasady. Zasady cywilizowane, kulturalne, europejskie. One są a priori wyższe od wszelkich innych zasad i systemów wartości, z racji tego, że udzielił ich nam sam Bóg. Nieistotne, iż tak sądził George W. Bush, będąc kiedyś prezydentem USA. Polska jest – zaraz po Ameryce – narodem wybranym przez Pana Boga, gdyż tu urodził się Jan Paweł II, stąd wywodzi się „Solidarność”, my obaliliśmy komunizm i mamy najlepszą elitę z rządów w Unii Europejskiej, której symbolem jest „poległy” w katastrofie lotniczej Prezydent Lech Kaczyński. My mamy zasady – mówi premier Beata Szydło i szef MSZ Witold Waszczykowski. My mamy zasady i przewodzimy Europie, a na pewno Europie Środkowo-Wschodniej, jak uważały (i pewnie uważają nadal) salony „warszawki” czy „krakówka”. Megalomania i próżność są immanencją wszystkich elit postsolidarnościowych.

Cały czas chcemy Wschód (a Rosjan i Rosję w szczególności) uczyć demokracji, wolności, europejskości itd. Kultury, poczucia wartości, estetyki. To wspomniane już echa kontrreformacji, związanej z nią megalomanii tudzież postsarmackiej pychy, kaca po przegranych powstaniach i upadku imperium pn. I RP.

Doświadczony polski dyplomata, Ryszard Schnepf uważa, że dla Rosjanina to Rosja jest centrum: kultury, polityki, zagadnień społecznych etc., a im dalej na Zachód, do Europy, tym bardziej „zbliżamy się ku peryferiom”. To w tej przestrzeni – politycznej i mentalnej – prezydent W. W. Putin próbuje, poprzez podkopywanie roli Stanów Zjednoczonych jako globalnego i jedynego policmajstra, rozgrywającego i hegemona na wzór starożytnego Rzymu, przywrócić pozycję Rosji, a Rosjanom dumę i poczucie godności. Narracja jest taka, że nie ma jednego hegemona, tylko jest świat wielobiegunowy. Oczywiście bardzo by chciał, żeby jednym z tych biegunów była Moskwa. Rosja, Rosjanie nie za bardzo chcą być na Zachodzie – jak wielu Europejczyków by sobie życzyło. Uważają się, zresztą słusznie, za jakąś formę zwornika pomiędzy Azją a Europą. Tak mówił też ostatnio Dalajlama w wywiadzie dla moskiewskiego „Kommiersanta”. To jednocześnie według nich centrum cywilizacji, tzw. prawosławnej (pobrzmiewa tu koncepcja „trzeciego Rzymu” autorstwa Filoteusza z Pskowa, jak i myśl Samuela Huntingtona).

Schnepf zauważa zresztą, że Rosja chce odgrywać szczególną rolę, która w sytuacji rosnącej potęgi Chin jest dla Zachodu oczywistą i bardzo wiele wartą. Dlatego Zachód zabiega o Rosję, nazywając to resetami, odprężeniem czy proponując daleko idącą współpracę gospodarczą. To jest zresztą wymuszane na rządach zachodnich przez ich rodzimy biznes, kierujący się jak zawsze w kapitalizmie zyskiem jako wiodącym elementem prowadzenia takiej działalności. Nam się tylko roją wartości, moralność, etyka, ideały i pomnikowość, czyli dywagacje salonowo- kawiarniane (pod tym względem polska inteligencja i nasze elity podobne są do moskiewsko-petersburskich inteligenckich, kanapowych gremiów o anarchistyczno-idealistycznej wizji polityki, koncepcji państwa czy biznesowych interesów). A wiadomo już od czasów Maxa Webera, że ludzie nienaganni moralnie są marnymi politykami. I to podsumowuje takie widzenie polityki w zupełności. Mówiąc o polskich porażkach w polityce wschodniej – która dziś jest ekstremalnie widoczna jako totalne bankructwo – Schnepf zwraca uwagę na nasz paternalistyczny stosunek do sąsiadów na Wschodzie. To się czuje, tę naszą wyższość. Europa Zachodnia rozwijała kolonie głównie na Zachodzie, a państwo polskie rozwijało ekspansję na Wschód. Był moment, gdy istniały dwa wielkie imperia w Europie – hiszpańskie i polskie. Pierwsze, z naturalnych przyczyn, mogło podjąć akcję tylko przez morza, my z kolei dostrzegaliśmy szansę w najbliższym sąsiedztwie. Ciekawe, że obu przypadkom towarzyszyło poczucie misyjności, głównie religijnej. A dziś nie da się już tak traktować partnerów. Podmiotowość każdego, nawet najmniejszego państwa czy narodu to właśnie lekcja numer jeden dla adeptów dyplomacji. A co dopiero w stosunkach z takim gigantem – co by nie powiedzieć – jakim jest Federacja Rosyjska (choć gros polskich mediów i komentatorów nie docenia Rosji i Rosjan, a w krytykanctwie i totalnym odrzuceniu wszystkiego co rosyjskie leczyć próbuje swe kompleksy, fobie, uprzedzenia postkontrreformacyjnej proweniencji).

O naszych reakcjach (rządowych, medialnych, ze strony tzw. autorytetów moralnych etc.), będących tego najlepsza emanacją, po atakach w Biesłanie, na Dubrowce, zamachach na pociąg Moskwa – Petersburg, w Astrachaniu czy Budionowsku lepiej – przez litość – nie wspominać. Były one co najmniej skandaliczne i pozbawione jakiejkolwiek empatii.

Na zakończenie warto zwrócić uwagę, pisząc „niemainstreamowo o Rosji Putina”, na taki fakt: może to nie Kreml jest jedynym i absolutnym kreatorem rzeczywistości od Bałtyku (obwód kaliningradzki) aż po Kamczatkę i Czukotkę, ale w jakimś sensie (bo tu zawsze działa zasada tzw. sprzężenia zwrotnego) jest ta sytuacja emanacją interesów potężnego kapitału rosyjskiego, prywatnego, oligarchicznego (ale zbudowanego w okresie władzy tak hołubionego u nas Borysa Jelcyna), po prostu splecionego z elitami władzy kremlowskiej. W Rosji taka tradycja dotyczy od wieków wszelkich przejawów działalność publicznej poczynając od gospodarki, a na religii i instytucjach z nią związanych kończąc. To także immanencja gospodarek neoliberalnych, a Rosja jest klasycznym – o czym w Polsce się milczy zawzięcie – państwem funkcjonującym wedle tych właśnie zasad. A prywatny kapitał rosyjski to klasycznie neoliberalna oligarchia, funkcjonująca wedle założeń gospodarki rynkowej w globalnym wydaniu.

Jest taki sznyt polskiego mainstreamu: kto chce Rosję i Rosjan przedstawić obiektywnie, inaczej niż obowiązujące salonowe i utarte medialnie paradygmaty, jest idiotą (jak Oliver Stone dla Radziwinowicza), agentem Putina, zaprzańcem „polskości”, naiwnym rusofilem, zdrajcą i komunistą (nadal w wielu środowiskach kultywuje się mniemanie, mainstreamowo nie negowane, o Rosji jako kraju kryptokomunistycznym, co jest jawnym humbugiem).

Na koniec warto jeszcze podkreślić fakt manipulacji „sił nieczystych” i zewnętrznych wyborami na świecie. Na pewno nagannym jest ingerowanie w jakiekolwiek wybory, próby manipulacji i ustawiania ich wyników pod swoje cele geopolityczne. Ale dotyczy to zarówno rubli, juanów, euro, a przede wszystkim – dolarów. Dolarowych inwestycji ze strony Wuja Sama (pod elegancko brzmiącymi hasłami promocji demokracji i wolności, oczywiście w amerykańskim stylu i dla zabezpieczenia interesów elit znad Potomaku) było w ostatnich dekadach na pewno nie mniej niźli takich samych „ingerencji przy pomocy rubli”.

A o empatii i zrozumieniu – na zakończenie – oraz o normalnym i racjonalnie pojmowanym sąsiedztwie przytoczyć wypada fragment listu skierowanego onegdaj przez nestora polskiej humanistyki prof. Jerzego Jedlickiego do Dyrektora IPN-u, gdzie szacowny akademik pisze m.in.: Cokolwiek się zdarzy, Rosja pozostanie naszym wielkim sąsiadem, a w jej narodowej pamięci nie ma nic świętszego niż przechowywana w każdej rodzinie cześć dla bohaterstwa i ofiar wojny z hitleryzmem. Projekt usunięcia pomników już wzbudza zrozumiałe zgorszenie, a na świecie zostanie to odczytane jako jeszcze jedno świadectwo polskiego nacjonalizmu i rusofobii.

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Komentarze

  1. ala wilk
    ala wilk 18 października, 2017, 12:30

    No bo w sumie co w tym złego że Putin zabija tysiące Ukraińców? Stalin ich zabijał, Hitler ich zabijał a Putinowi nie wolno? Co on gorszy dyktator?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Ivajlo Ivanov
    Ivajlo Ivanov 23 października, 2017, 22:11

    Obywatele 20 państw świata w tym Polski zabijają się nawzajem na Ukrainie. To nie Putin, tylko przywódcy tzw Majdanu wysłali armię do Donbasu.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Waldek
    Waldek 27 października, 2017, 10:28

    ,,Judzenie przeciwko Rosji jest w Polsce standardem” pisze autor. Ja myślę że to nie jest judzenie lecz realna ocena Rosji i jej kolejnych rządów a w jakiejś części postaw Rosjan wobec Polski i Polaków . Musimy pamiętać że na przestrzeni setek lat jedyną realnym celem Rosji było i jest podporządkowanie Polski interesom Rosyjskim, Rosja od setek lat w stosunku do nas realizowała i realizować będzie politykę imperialną w mniejszym lub większym zakresie . Rosja nigdy nie zgodzi się traktować Polskę podmiotowo , próba nawiązania dobrosąsiedzkich i przyjaznych stosunków z Rosją nie zależnie kto akurat jest w Rosji przy władzy zawsze skończy się niepowodzeniem a to z prostego względu Rosja to jednak gigantyczne więzienie Narodów i jak w każdym więzieniu strażnik w pewnym momencie staje się oprawcą { Czeczenia, Gruzja, Krym itd.}. Jeśli chcielibyśmy układać się z Rosją to przynajmniej musielibyśmy w milczący sposób wyrazić aprobate dla jej polityki duszenia swobód obywatelskich. Rosja z kolei nie może sobie pozwolić na demokrację w stylu zachodnim bo wówczas narody zduszone butem rosyjskim zaczęły by żądać wolności i niepodległości a na to Rosja się nie zgodzi , nie zgodzi sie na utratę pozycji żandarma czy strażnika więziennego { cóż to za więzienie bez więźniów } . Rosyjskie władze i Rosjanie zadają sobie sprawę z tego że bez okupowanych narodów są bardzo słabi wiedzą że ich siła tkwi w możliwości rabunku i grabieniu innych narodów . Rosjanie przez stulecia bogacili się na rabunku co doprowadziło u nich do zaniku umiejętności uczciwej pracy. Oni beż grabieży nie potrafią normalnie funkcjonować. Autor czepia się likwidacji rosyjskich pomników nie podaję jednak powodów dla których miały by stać w naszym kraju. Czy innym jest cmentarz wraz z całą infrastrukturą a czym innym ,, Pomnik Wdzięczności ” na centralnym placu jakiegoś miasta ,niby za co mielibyśmy być Rosjanom wdzięczni za napad na Polskę razem z Hitlerem w 1939 r ? a może za zajęcie tak właśnie za zajęcie bo przecież nie było to wyzwolenie 1945r.Wspieranie Ukrainy jest naszym obowiązkiem i jest obowiązek nie tylko moralny ale przede wszystkim musimy wspierać Ukrainę za wszystkich sił dla naszego bezpieczeństwa . Złamanie lub przynajmniej osłabienie pozycji Rosji leży w naszym żywotnym interesie . Mam nadzieje że Polska nie popełni błędu z 1938 r kiedy mogła jeszcze wpłynąć na złamanie potęgi Hitlera , podobna sytuacja jest obecnie albo od zaborczej Rosji oddzieli nas Ukraina albo Ukraina stanie się kolejną okupowaną prowincją Rosji a wtedy nasz los jest przesądzony . Będzie tylko kwestią czasu kiedy obudzimy się jako więźniowie tego gigantycznego więzienia Narodów.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy