Wirtualny Frank

Wirtualny Frank

Minął już ponad tydzień od niesławnej decyzji Banku Szwajcarii. Przez nasz kraj przetoczyła się debata na temat tego, co powinno zrobić państwo. Czy powinno pomóc, a jeśli tak – to jak – tym którzy wzięli kredyty we frankach. Okazuje się, że w debacie, w której wszystko wydaje się dosyć jasne i klarowne, najważniejsze pojęcia są z gruntu fałszywe, a opinia publiczna jest wprowadzana w błąd.

1. Klienci zwani „Frankowiczami” nie wzięli kredytu we frankach, lecz w złotych nominowanych we franku szwajcarskim. Banki nie miały ani jednego franka a kredytobiorcy nie dostali tej waluty. Cała operacja była czysto wirtualna.

2. Fikcją było przewalutowanie franka na złotówki oraz pobrany od tej operacji spread.

3. Fikcją był wzrost wartości kredytu w frankach oraz spread pobierany od każdej raty.

4. Realne było tylko niższe oprocentowanie tych kredytów, ponieważ musiał istnieć jakiś haczyk, aby ryba, przepraszam klient, połknął haczyk. Pani w okienku grzecznie pytała klienta: wolą Państwo oprocentowanie wyższe czy niższe? i klient, aby nie wyjść na idiotę wybierał niższe. Tak realnie wyglądał dialog klienta z bankiem. To była typowa manipulacja.

5. Myślenie typu: „naiwniak sam sobie winien” proszę zastosować również do myślenia o ofiarach wyłudzeń, oszustw czy innych czynności na granicy prawa. Wtedy też powinien Sąd od razu stwierdzić: sam sobie winien, bo dał się okraść czy oszukać i odstąpi od wymierzania kary. Jak go okradli bo naiwny, to sam sobie winny i wszystko w porządku.

6. Klienci banków padli ofiarą manipulacji, ale ponieważ strona umowy nie była organizacja przestępcza tylko szanowana instytucja finansowa nikt nie chce przyjąć oczywistych faktów. Elity polityczne i gospodarcze zostały zaszachowane argumentami o naruszanie zasad wolnego rynku ( czytaj: wolnej amerykanki).

7. Banki naruszyły zasadę zaufania społecznego obarczając nieświadomych klientów produktem bankowym opartym o opcje walutowe ( klienci nie dostali franków). Opcja to nic innego niż produkt oparty na przewidywaniu kursu walutowego w przyszłości.

8. Czy sprzedaż kredytu hipotecznego udzielanego w złotych, opartego na opcji walutowej, to bezpieczny i przewidywalny produkt dla długoterminowej inwestycji w nieruchomości? W gospodarce światowej trudno sporządzić prognozę nawet na najbliższy rok. Dłuższa prognoza to czysty hazard.

9. Czy Bank proponujący hazard swoim klientom to instytucja zaufania publicznego? Czy rolę Państwa stanowi przyzwolenia na takie zachowanie? Czy instytucje Państwa pracujące za podatki obywateli dla ich dobra, powinny na to pozwolić?

10. Obecnie wirtualny kredyt we złotych nominowany we frankach urósł tak, że banki dysponują wyrażonym w złotych nawet podwójnym kapitałem. Do tego dodajmy wirtualny spread za przewalutowanie oraz kolejne raty, marże, ubezpieczenia. A to wszystko osiągnięto nie dając klientom ani jednego franka.

11. Ze zwykłego kredytu hipotecznego powstała zwykła lichwa. Po paru latach banki mają nawet podwójny kapitał bazowy wyrażony w złotych oraz 20-30 lat spłaty tego kapitału wraz z wirtualnym spreadem od każdej raty. Bez żadnego wysiłku zostały nominalnie właścicielom podwójnej ilości nieruchomości albo podwójnej ilości udzielonych kredytów nie dając klientom złamanego franka.

12. Zadłużenia Polski wobec zagranicy wcale nie wzrosło jak twierdzą fachowcy, ponieważ banki udzieliły kredytu w złotówkach. Wzrost kursu franka oznacza wyłącznie wzrost należności klientów wobec banku. Dla banku to czysty zysk. Chyba, że mamy na myśli większe transfery zysków do zagranicznych centrali banków.  Dlatego banki obecnie stwarzają pozory współpracy z instucjami rządowymi w celu zachowania twarzy i maksymalnych profitów.

13. Rozsądne i uczciwe rozwiązanie zaproponował nie bankowiec i finansista, tylko radca prawny Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak.  Kredytobiorca powinien zapłacić różnice związaną z  niższym oprocentowaniu rat w porównaniu z kredytem w złotych a banki powinny przeliczyć pozostały do spłacenia kredyt na złotówki po kursie z dnia jego uruchomienia. Zarobiły i tak wystarczająco dużo.

14. Milion Polaków nie potrzebuje teraz łajanek oraz pouczeń ze strony polityków czy gospodarczych ekspertów wodzonych za nos przez banki i wierzących jak dzieci w wirtualne franki, lecz konkretnych działań tak jak przy sprawie Amber Gold. Instytucje państwowe muszą chronić słabszych, w tym celu zostały powołane. W starciu z międzynarodową finansjerą szary obywatel nie ma żadnych szans.  Pokażcie Państwo, siłę demokracji i zburzcie mit o sacrum dzikiego i nieokiełzanego wolnego rynku.

Foto: MadGeographer [Public domain], via Wikimedia Commons

baner_prenumerata_750x100

baner_ksiegarnia_750x100

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 27 stycznia, 2015, 21:47

    tylko gdzie kara dla oszustów ?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. dobrat
    dobrat 6 lutego, 2015, 19:04

    cyt:”(…)aby ryba, przepraszam klient, połknął haczyk. Pani w okienku grzecznie pytała klienta: wolą Państwo oprocentowanie wyższe czy niższe? i klient, aby nie wyjść na idiotę wybierał niższe.” i „(…)6. Klienci banków padli ofiarą manipulacji, ale ponieważ strona umowy nie była organizacja przestępcza tylko szanowana instytucja finansowa nikt nie chce przyjąć oczywistych faktów”

    uwagi:
    prosze nie trywializować – świat nie jest tak płaski, żeby klienci/kredytobiorcy byli az takimi idiotami. WSZYSCY, którzy maja dzisiaj z tego powodu nóż na gardle padli ofiarą chciwości – własnej i/albo pracownika banku, który im takie rozwiązanie wcisnął/wmówił. A teraz nastepuje – znana skądinnąd – próba uspołecznienia ponoszonych strat, bo poprzednio ew.zyski skrzetnie były prywatyzowane (niższe oprocentowanie a u bankowca – dobra prowizja za sprzedanie kredytu). Reszta dywagacji oraz opieranie jej na relatywizowaniu moralnej odpowiedzialności i racjonalnego oglądu rzeczywistości przez – jak sie aktualnie okazuje – „poszkodowanych”, jest logicznie nieuprawniona. Być może skutecznym dla kredytobiorców rozwiązaniem byłoby UDOWODNIENIE, że w kredyt ich wmanewrował pracownik banku, czym doprowadzil do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (par. KC). Ilu „franciszkanów” może tak o sobie powiedzieć z ręka na sercu? Więc jak to jest – czy przystoi tu porównanie z AmberGold? Czy do czasu dramatycznego wzrostu kursu franka była to lichwa?
    Przykro mi, ale nie mogę się zgodzić z żadną tezą o DOBRYM rozwiązaniu. Jedni – jak @Autor – przedstawiaja problem z punktu widzenia kredytobiorcy, inni z kolei bronią porządku prawnego regulującego rynek bankowy. Tyle tylko,że jak dotąd jedyne konkretne i niewyimaginowane zyski odniesli…. DEWELOPERZY, ktorym za mieszkania ZAPŁACONO! Czy udało by im się opchnąc po baaardzo przyzwoitych (!!!) cenach wszystkie z tych ca 700 tys. mieszkań , gdyby na rynku oferowano wyłącznie kredyty w zł?
    odnosnie pkt.12 – to nie jest tak,że w obecnej sytuacji banki nie maja nic do stracenia w realu. Zwracam uwage na obowiazujace je – tak, jak i wszystkie przedsiebiorstwa – zasady rachunkowości. Aktualnie nie maja juz odpowiedniego zabezpieczenia (zrezygnowały z żądania zwiększenia) dla spłat tych kredytów. Ponadto znacząco zwiekszyło sie zagrożenie niespłacenia/ niewydolności częsci kredytobiorców. Bank ma obowiązek ująć to wszystko w wycenie wartości swych aktywów. Skredytowal mieszkania, ktorych wartość rynkowa jest aktualnie o kilkadziesiat procent niższa od kwoty wypłaconego kredytu. Powinien zwiekszyć rezerwy na zabepieczenie, z ktorego (?!) zrezygnował (nie będzie sie domagał od kredytobiorcy). Rezerwy takie (w uproszczeniu) stanowia obciążenie wyniku bilansowego banku – pomniejszają zysk, o ile nie zostaną rozwiązane (ustanie zagrożeń) lub pokryte z innych źródeł. Jakich ? Co maja do tego czynniki polityczne skoro banki sa sprywatyzowane?
    Reasumując: uważam, że gdyby nie zaistniała koincydencja decyzji szwajcarów o uwolnieniu kursu franka z okresem przedwyborczym w RP, „franciszkanami” – z całym szacunkiem dla ich sytuacji – nie zainteresował by się kulawy koń. Skoro jednak sytuacja jest dla umoczonych (na dzisiaj) kredytobiorców sprzyjająca – zamiast gorączkowo/ panicznie poszukiwać jednorazowego złotego/uniweralnego środka zapobiegawczego i niecierpliwie tupać nogami – ustalić po pierwsze BEZPIECZNE warunki przejściowe (na jakis tymczas), a równocześnie zagwarantowac sobie (najlepiej zbiorowo) udzielenie FACHOWEJ pomocy prawnej/ eknomicznej/organizacyjnej dla wypracowania takiej zmiany warunków realizowanych umów kredytowych, którą wszyscy zainteresowani będa skłonni zaakceptować, a kredytobiorcy nie wystąpią w niej w roli kur od złotych jajek. I taka POMOC winna być finansowana właśnie z państwowej kasy. Na okazjonalny interwencjonizm polityczny nie ma co liczyć – pachnie aerozolem w typie kiełbasy wyborczej, który szybko sie ulotni.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Jerzy Kowalski
    Jerzy Kowalski 8 lutego, 2015, 05:23

    Prezes NBP Marek Belka w dniu 12 marca 2014 r. czyli 10 miesięcy przed skokowym wzrostem kursu franka, na Forum Bankowym zorganizowanym przez Związek Banków Polskich, zarzucił bankom łamanie zasad życia społecznego oraz naciąganie klientów poprzez oferowanie im nieuczciwych produktów min. opcji walutowych i kredytów walutowych. Prezes NBP apelował do bankowców o działanie w celu zniwelowania problemu. Banku nie zrobiły nic. Dlaczego Marek Belka apelował zamiast działać? Państwu polskiemu brakuje odpowiednich rozwiązań i instrumentów prawnych dla skutecznego nadzoru nad działaniami banków. Pozostajemy nadal prowincją Europy pod względem regulacji prawnych. Francja czy Hiszpania szybko postawiły banki do pionu na w sprawie kredytów walutowych. W Polsce zostało nam tylko cytowanie klasyka : „ Ch.., dupa i kamieni kupa”.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy