Dalej o sprawie prezydenta Jaruzelskiego

ZAPISKI POLITYCZNE  

Apel w sprawie prezydenta Jaruzelskiego, ogłoszony przeze mnie niedawno w „Przeglądzie”, spotkał się z ogromnym uznaniem czytelników. Chodzi oczywiście, przypominam, o nękanie generała dość absurdalnym procesem o wydarzenia na Wybrzeżu w roku 1970, a więc o sprawę, której liczni uczestnicy – i winni śmierci wielu osób – dawno nie żyją. Otrzymałem także od czytelników sporo dokumentów dowodzących jednoznacznie, że cała ta sprawa toczy się nie w trybie prawnym (tak to sobie umownie nazwijmy), lecz ma charakter jednoznacznie polityczny, zresztą nie po raz pierwszy, gdyż przed laty mogłem obserwować jako poseł na Sejm rozprawę przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej w tymże Sejmie. Wtedy także wątek polityczny miał wyraźną przewagę nad porządkiem prawnym. Kilka razy wydawało mi się, że członkowie tej komisji zostali wynajęci przez generała, by zadawać możliwie głupie pytania, umożliwiające oskarżonemu dziecinnie łatwą obronę jego racji. Na szczęście zasiadali w tym gronie prócz młodzika z KPN także ludzie poważni i w rezultacie prawnego rozważenia zarzutów komisja skierowała do izby poselskiej wniosek o uniewinnienie generała. Teraz dzieje się podobnie. Rozprawa przed Sądem Okręgowym w Warszawie w VII Wydziale Karnym ma się rozpocząć 5 września. Sędziowie powołani do składu orzekającego staną przed arcytrudnym zadaniem. Gdy je wypełnią, okaże się, co wybrali: stronę prawa czy kontynuowanie politycznego nurtu oskarżenia. Sprawa prezydenta Jaruzelskiego nie zakończy się ostatecznie teraz. Oskarżony jest pierwszym wybranym w pełni demokratyczny sposób prezydentem odradzającej się Rzeczypospolitej, a ponadto sybirakiem, dzielnym oficerem II wojny światowej i jednym z głównych twórców fenomenu, jakim jest bezkrwawe obalenie komunistycznego systemu totalitarnego w naszej części Europy. Mamy więc do czynienia nie z jakimś tam facetem, ale z ważną postacią historii końca XX wieku, mającą za sobą piękną kartę wojenną i wspaniały udział – obok Jana Pawła II, prezydenta Gorbaczowa i Lecha Wałęsy – w tym zaiste niespotykanym w historii fenomenie bezkrwawej rewolucji ustrojowej sporej części świata. Sprawa Jaruzelskiego będzie wałkowana przez historyków w ciągu następnych, długich lat. Nie obejdzie się zatem bez oceny tego, w dalekiej nawet przyszłości, jak postąpią sędziowie rozprawy mającej się rozpocząć 5 września br. Piszę to nie w celu dokuczenia sędziom, ale by ich ostrzec przed zasadzką, jaka kryje się w akcie oskarżenia sporządzonym przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, opatrzonym wnioskiem obrony o zwrot do owej prokuratury w celu usunięcia istotnych braków postępowania przygotowawczego.
Jakie są kardynalne grzechy tego aktu? Jego pojawienie się w sądzie wywołało rezygnację wytrawnych obrońców z udziału w procesie, który – gdyby odczytano ten akt publicznie – zamieniłby się w farsę polityczną.
Z wiarygodnych materiałów, jakie do mnie dotarły, wiem, iż:
1) Wbrew elementarnym zasadom prawa karnego cywilizowanych krajów akt oskarżenia zawiera domniemanie winy zamiast obowiązującego powszechnie domniemania niewinności.
2) Oskarżenie zawiera zarzut wydania przez generała Jaruzelskiego rozkazu użycia broni palnej, ale nieznana jest treść tego rozkazu, jak i brakuje samego dokumentu w materiałach dowodowych.
3) Oskarżenie pomija całkowicie fakt, iż tragiczne wydarzenia były spowodowane koniecznością przywrócenia w Trójmieście porządku publicznego. Wielu historyków fałszuje świadomie przebieg wypadków. Pomija się takie fakty jak straty w ludziach i sprzęcie, poniesione przez wojsko i milicję. Wystarczy przypomnieć, że prócz podpaleń gmachów publicznych i rabunku sklepów, zniszczenia wielu urządzeń użyteczności publicznej, spalono lub poważnie uszkodzono 10 czołgów, 18 transporterów opancerzonych i siedem samochodów. Łącznie uszkodzono sto kilkadziesiąt czołgów, transporterów opancerzonych i samochodów. Rannych zostało 69 żołnierzy, kilkunastu rozbrojono.
Te liczby świadczą już wyraźnie, że toczyły się tam zażarte walki pomiędzy milicją, wojskiem i ludnością cywilną
– co w myśl obowiązującego i dzisiaj prawa narzucało użycie broni palnej. Tak działo się już i w III RP, kiedy policja strzelała do demonstrantów!
Przytoczone przeze mnie przykłady nie umniejszają tragedii, jaka się tam wydarzyła. Nie wolno także zapominać, że w najnowszych dziejach Polski kilka razy dochodziło do starć policji bądź wojska z ludnością cywilną, nie wspominając bratobójczej walki z okazji zamachu majowego. Wydarzenia gdańskie miały miejsce wtedy, gdy sprawował dyktatorską władzę Władysław Gomułka wspierany przez Zenona Kliszkę. Dla tych ludzi zbrojna obrona „władzy ludowej” była oczywistością. Wszak to Gomułka był jednym z decydujących o losach Polaków polityków komunistycznych, gdy trwały zbrodnicze represje systemu stalinowskiego, w których postradały życie tysiące więźniów politycznych fałszywie oskarżanych. Sam pojechałem wówczas na „białe niedźwiedzie” jako podchorąży AK, mimo iż dobrowolnie zgłosiłem się do wojska zwanego „berlingowskim”, by walczyć z Niemcami jako lotnik.
4) Chcę przypomnieć jeszcze jedną okoliczność. Oto prokuratura przesłuchała 3516 świadków, z których aż 1091 wskazała do przesłuchania na rozprawie, ale nieliczne wnioski obrony o powołanie innych świadków zostały odrzucone.
Wiem, że prezydent Jaruzelski nie chce unikać uczciwego procesu. Chce się oczyścić ze stawianych mu zarzutów, ale – Wysoki Sądzie – ważna dla zachowania dobrego imienia składu orzekającego jest odważna rezygnacja z kontynuowania czysto politycznego wątku tej sprawy – jaki dominuje w akcie oskarżenia obecnie oczekującym na publiczne ogłoszenie – i śmiałe polecenie, by władze oskarżycielskie skierowały pod rozwagę sądu uczciwie i rzetelnie sporządzony dokument.
21 sierpnia 2001 r.

Wydanie: 35/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy