O Unii w Sejmie

O Unii w Sejmie

Gdy tydzień temu przedstawiliśmy Państwu „Przegląd” w nowej szacie graficznej, wiadomo było, że mimo wielu przygotowań tak wielka zmiana musi mieć coś z atmosfery skoku w nieznane. Na szczęście dla nas okazało się, że w basenie, do którego skoczyliśmy, jest woda. Będziemy więc wydawać kolejne numery „Przeglądu” i wprowadzać te zmiany, o których piszecie Państwo w listach i mailach. Bardzo za nie dziękuję. Jestem wdzięczny za każdą opinię i uwagę o naszym tygodniku.
Wydarzeniem tygodnia była sejmowa debata nad exposé szefa dyplomacji. Dyskusję zdominowały opinie o negocjacjach z Unią Europejską. To oczywiste, bo z punktu widzenia polskiej racji stanu nie będzie w najbliższych latach ważniejszej sprawy. O szybkiej integracji z Unią jako o zadaniu priorytetowym ładnie mówią prawie wszystkie ugrupowania polityczne. Więcej jest tu jednak deklaracji niż konkretów, a różnice poglądów między politykami są spore.
Dotyczy to także sposobu prowadzenia negocjacji z Unią. Obok zwolenników rokowań twardych i nieustępliwych są ci, którzy uważają, że trzeba się zachowywać elastycznie i wczuwać w problemy partnerów. W sumie jest to jałowy spór, bo negocjacje muszą być przede wszystkim skuteczne.
W debacie zabrakło krytycznej refleksji rządu nad własnymi działaniami. Popełniono przecież niemało błędów. Kuriozalny był już sam pomysł powołania Ryszarda Czarneckiego na szefa KIE. Długa jest też lista sporów kompetencyjnych między urzędnikami, ich pasywności i zaniechań.
Niewiele zrobiono, by Polacy byli lepiej poinformowani o negocjacjach. By rosło przyzwolenie i poparcie dla procesu integracji. W takiej sytuacji przybywa więc eurosceptyków. Ta bezradność informacyjna rządu jest coraz bardziej irytująca.
Do zamknięcia negocjacji mamy jeszcze 18 miesięcy. To dużo czasu. Ale za mało, by go dalej marnować.

Wydanie: 24/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy