O złagodzeniu strajku nie ma mowy

O złagodzeniu strajku nie ma mowy

Jeśli rozmowy lekarzy z rządem miałyby się toczyć w takim tempie jak obecnie, to zakończą się około roku 2011

Maciej Niwiński,przewodniczący śląskiego OZZL, członek prezydium komitetu strajkowego lekarzy

– Jakie nastroje panują wśród strajkujących? Czy możliwe jest złagodzenie waszego stanowiska w sporze z rządem?
– O złagodzeniu nie ma mowy, nie ma też po temu żadnych powodów. Myślę, że strajk będzie się rozszerzać. Już mamy sygnały, że niebawem przystąpi do protestu 47 szpitali w województwie łódzkim. Na Śląsku każdego dnia dołącza się po jednym szpitalu i niedługo będą strajkować wszystkie, poza szpitalem onkologicznym w Gliwicach. Coraz więcej lekarzy, a to już sięga tysiąca osób, zwalnia się z pracy. Następuje masowy odwrót kadry ze szpitali publicznych. Te placówki to już trupy, tylko z nazwy przypominające szpitale, większość z nich umiera śmiercią naturalną, bo zwalniają się nawet ordynatorzy i ich zastępcy. Oczywiście obowiązują ich wypowiedzenia trzymiesięczne, czyli skutek będzie dopiero w październiku 2007 r., choć w dziewięciu szpitalach w Polsce nastąpi to miesiąc wcześniej, bo wymówienia składano już w maju. W Oświęcimiu wypowiedzenia podpisali wszyscy lekarze. Przepisy mówią, że jednostka założycielska w takiej sytuacji musi dysponować planem ewakuacyjnym, ale z Oświęcimia praktycznie nie ma gdzie ewakuować chorych, chyba że do Zakopanego. Kilka oddziałów może uda się przenieść do Sosnowca. Po prostu ani na wschód, ani na zachód już nie ma takich placówek służby zdrowia, które mogłyby przejąć obowiązki tego szpitala. Cała reszta strajkuje, więc starosta oświęcimski pisze do premiera, co z tym fantem zrobić. W podobny sposób zamyka się całe oddziały szpitalne, w których nie ma już lekarzy.
– Mówi pan o strajku ogarniającym całą uspołecznioną służbę zdrowia. Czyżby nie toczyły się żadne rozmowy, negocjacje z władzami?
– Jeśli rozmowy miałyby się toczyć w takim tempie jak obecnie, to jak obliczyliśmy, zakończą się gdzieś około roku 2011. Ogarnia nas złość, bo widać, że władze grają na zwłokę. Po pięć godzin zajmują przerwy w rozmowach i różne sprawy proceduralne. Jeśli trzeba zadać pytanie, to urzędnicy od razu wnioskują, że trzeba powołać zespół, który rozpatrzy pytanie. Bez zespołu nie można o nic zapytać. Proponowaliśmy, że pytania złożymy wcześniej na piśmie, aby można się było do nich przygotować, ale nic z tego nie wyszło. Jednak determinacja lekarzy jest ogromna, są oni przygotowani na długie strajkowanie. Oczywiście są szpitale, które nie przystąpiły do protestu, nie strajkują, bo tam ludzie boją się przełożonych. Są też inne, gdzie najpierw lekarze w referendum wypowiedzieli się przeciwko strajkowi, a teraz do niego przystępują. Protest zdecydowanie nasila się i rozszerza.
– Jak skomentuje pan wypowiedź ministra Zbigniewa Religi, że w Izraelu też był długotrwały strajk lekarzy i ciągnął się rok, a efekt był taki, że obniżyła się śmiertelność?
– Pan minister posłużył się przykładem z Izraela. Sprawdziliśmy. Tam nie było takiego strajku. Ktoś musiał prof. Relidze podsunąć taki pomysł, który dowodzi, że strajk jest nieskuteczny. Ale to dobrze, bo zmądrzeliśmy. Podziękujmy ministrowi i życzmy mu zdrowia. A skoro strajk jest nieskuteczny, to my się zwalniamy.
– Zadawano już panu pytanie o upolitycznienie protestu. Okazuje się jednak, że nieprzejednana postawa rządu nie zaszkodziła zbytnio PiS.
– Nie należy wiązać strajku lekarzy z partią rządzącą ani opozycyjną. Choć pojawiają się głosy, że ma on podłoże polityczne, jedyną przyczyną protestu jest wynagrodzenie lekarzy. Powiem o sobie. Ze specjalizacją drugiego stopnia po 18 latach pracy w szpitalu publicznym moje wynagrodzenie wynosi 1880 zł do ręki. To jest przyczyna strajku.
– Czy coś się zmieniło po środowych rozmowach z wicepremier Zytą Gilowską?
– Po tych rozmowach nie nastąpiła żadna zmiana. Natomiast zaraz potem odbyło się posiedzenie komitetu strajkowego lekarzy i tutaj podjęliśmy istotne decyzje. Po prostu wszyscy zwalniamy się z pracy. Takiego zdania jest nie tylko Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, lecz także Porozumienie Zielonogórskie, anestezjolodzy itd. To w sumie dobra wiadomość. Ucieszyła nas też informacja, że od stycznia premier zalecił wprowadzenie dla lekarzy kas rejestrujących. To taka odmiana kas fiskalnych, jakie już posiadają wykonawcy różnych usług, np. taksówkarze. Teraz więc pacjenci będą mieli rachunki wystawiane przez lekarzy i z nimi będą się zapewne udawali do Narodowego Funduszu Zdrowia po zwrot pieniędzy. Kasy rejestrujące to już konkretne przygotowanie rządu do prywatyzacji usług w służbie zdrowia. I z tego jesteśmy bardzo zadowoleni.

 

Wydanie: 24/2007

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy