Obajtek wszystko może

Obajtek wszystko może

Cudowne dziecko PiS zostało przez prokuraturę oczyszczone z wszystkich zarzutów

Sporo czasu zajęło prokuratorom podległym Zbigniewowi Ziobrze zbieranie dowodów, że Daniel Obajtek, obecnie prezes Orlenu, jest czysty jak łza. Zastosowane przez nich metody wielu prawników wprawiają w osłupienie. W 2013 r. byłemu wójtowi Pcimia, który tę miejscowość przekształcił w małopolski matecznik Prawa i Sprawiedliwości, prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim postawiła zarzut współdziałania ze zorganizowaną grupą przestępczą kierowaną przez Macieja C. „Prezesa”, wyłudzenie z firmy Elektroplast w Stróży prawie 2 mln zł i podzielenie się tą kwotą z przestępcami, do tego przyjęcie od „Prezesa”, już jako wójt Pcimia, 50 tys. zł łapówki. 30 października 2013 r. do Sądu Okręgowego w Sieradzu wpłynął akt oskarżenia przeciwko ośmiu osobom działającym w grupie „Prezesa”, wśród których znalazł się Daniel Obajtek. Proces „Prezesa” i jego grupy jeszcze się nie zakończył. Były wójt Pcimia jednak nie zasiada już na ławie oskarżonych.

15 kwietnia 2013 r. funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zjawili się o godz. 6 rano przed domem Obajtka w Stróży i przewieźli go do Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. Tam, po postawieniu mu zarzutów współdziałania ze zorganizowaną grupą przestępczą i przyjęcia od jej szefa łapówki, wójt został zatrzymany. W areszcie doznał ataku nerwowego, sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania i nakazał go wypuścić.

Dla PiS aresztowanie Daniela Obajtka przez prokuraturę, którą wtedy nadzorował Andrzej Seremet, było niewyobrażalną zniewagą. Przecież dwa lata wcześniej Jarosław Kaczyński mówił w kampanii parlamentarnej: „Będziemy rządzić Polską jak Obajtek Pcimiem” i przy lada okazji zestawiał zwrot „Daniel, wszystko mogę, Obajtek” z „Donald, nic nie mogę, Tusk”. Natychmiast więc poseł PiS Krzysztof Szczerski napisał skargę do Prokuratury Generalnej, a Jarosław Kaczyński do rzecznika praw obywatelskich. W maju 2013 r. pod przewodnictwem Szczerskiego zebrał się Parlamentarny Zespół ds. Obrony Demokratycznego Państwa Prawa, na którym zjawili się Daniel Obajtek i kierownictwo PiS. Prezes Jarosław Kaczyński stwierdził, że to niemożliwe, aby Obajtek od tamtego „Prezesa” wziął łapówkę, bo to „jest bardzo dobry samorządowiec, który nie popełnił żadnego przestępstwa”. Jest szkalowany, bo nie zgadza się z polityką PO, a zatrzymanie go w areszcie było próbą zastraszenia. Beata Szydło dodała, że prokurator musiał wiedzieć, że Obajtek cierpi na zespół Tourette’a, czyli na niekontrolowane tiki, i w areszcie może ze zdenerwowania doznać ataku. Jarosław Gowin na Twitterze napisał, że „D. Obajtkowi postawiono zarzuty kompletnie wyssane z palca, mogę to poświadczyć jako b. minister sprawiedliwości”. A oburzonym tymi słowami internautom odpowiedział: „To postać wybitna, a działania prokuratury wobec niego są równie kompromitujące jak atak na Romana Kluskę”.

W grudniu 2013 r. przed Sądem Okręgowym w Sieradzu rozpoczął się proces Macieja C. „Prezesa” i siedmiu osób z nim współpracujących, w tym Daniela Obajtka. Przez pierwsze kilka miesięcy proces nie mógł się rozpocząć, gdyż ze względu na niestawianie się wszystkich oskarżonych nie można było odczytać aktu oskarżenia.

Po wyborczym zwycięstwie PiS sprawa byłego wójta urosła do rangi państwowej. Wyłączono z niej prokuratorów z Ostrowa Wielkopolskiego, którzy całą grupę rozpracowali, i powierzono ją prokuratorom z Piotrkowa Trybunalskiego. W październiku 2016 r. Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie wystąpiła do sądu o zwrot akt w celu usunięcia istotnych braków śledztwa. W sądownictwie takie postępowanie jest ewenementem. Na początku czerwca 2017 r. do sądu wpłynął poprawiony akt oskarżenia, w którym nie było już Daniela Obajtka i trzech innych osób. Jego sprawą zajęły się Prokuratura Okręgowa i Apelacyjna w Łodzi, Prokuratura Krajowa w Warszawie i Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Ostatecznie w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej zapadła decyzja o umorzeniu. Okazało się, że Obajtek nie jest winien czynów, za które stanął przed Sądem Okręgowym w Sieradzu.

Biznes na wuju

Już będąc w technikum weterynaryjnym w Nowym Targu, Daniel Obajtek straszył nauczycieli znajomością ważnych osób we władzach, pisał na nich donosy. Można było o tym przeczytać w prasie. Pierwsza próba usunięcia go ze szkoły nie powiodła się, bo w jego obronie stanęło kuratorium. Udało się za drugim razem. Przeniósł się do technikum rolniczego w Myślenicach. Po jego ukończeniu nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Wtedy przyszedł mu z pomocą wuj Roman Lis, właściciel firmy Elektroplast w Stróży, która produkuje różne elementy z tworzyw sztucznych dla budownictwa – rury, złączki, profile. 19-letni Obajtek został w niej zatrudniony w listopadzie 1995 r. jako operator maszyn chemicznych, a dwa lata później wuj powierzył mu obowiązki kierownika zakładu. Roman Lis był pewien, że może liczyć na uczciwość członka rodziny. Bardzo się pomylił i teraz żałuje tej decyzji, bo stracił prawie 2 mln zł.

Surowcem do produkcji w firmie jest granulat PCV. Składuje się go w wielkim magazynie, w którym zawsze jest co najmniej 200 ton surowca, bardzo trudno bowiem przewidzieć, ile granulatu zostanie zużyte do produkcji jednego wyrobu. Dlatego tak wiele zależy od uczciwości kierownictwa zakładu. Obajtek odpowiadał za zakupy granulatu i za gospodarowanie tym surowcem w Elektroplaście.

Na jedno z ogłoszeń prasowych o chęci zakupu granulatu PCV odpowiedziała firma z Bydgoszczy, która też miała wielki magazyn i równie trudno było sprawdzić, ile jest w nim surowca. Kierownik magazynu Andrzej K. doszedł do wniosku, że mógłby część granulatu sprzedawać za gotówkę, bez faktur, i nikt braków nie zauważy. Zatrudniony w tej firmie jego syn Krystian K. wszedł w porozumienie z firmą Mariusza F., która zgodziła się na wyprowadzanie części towaru bez faktur i za gotówkę.

Pierwszy transport z Bydgoszczy do Stróży rozliczono uczciwie, worki z granulatem w Elektroplaście zważono i na tej podstawie wystawiono fakturę. Po przyjeździe drugiej ciężarówki 29 listopada 2002 r., jak pisze prokurator z Ostrowa Wielkopolskiego w akcie oskarżenia, „padła ze strony D. Obajtka propozycja, by dokonywać fałszowania faktur”. Po zważeniu granulatu Obajtek dogadywał się z Mariuszem F., za jaką ilość granulatu firma ma zapłacić. Wkrótce już nie wystarczyło zawyżanie wagi średnio o 20-30%, od czasu do czasu fakturowano fikcyjne transporty i Elektroplast zapłacił Mariuszowi F. za ok. 225 ton niedostarczonego surowca.

Z akt wyłania się następujący rozwój sytuacji. Część zakupionego przez Elektroplast granulatu była nielegalnie wywożona z zakładu w Bydgoszczy. Andrzej K. wypisywał w tym celu fikcyjne kwity transportowe, które potem niszczył. Za każdy kilogram Mariusz F. płacił mu 80 gr, a jego synowi 15 gr. Firmie ze Stróży Mariusz F. sprzedawał granulat za 1,90 zł netto, a zyskiem dzielił się po połowie z Obajtkiem. Rozliczano się skrupulatnie. Następnego dnia po dostawie granulatu firma ze Stróży przelewała pieniądze na konto firmy Mariusza F., który za fikcyjne dostawy wypłacał prowizje Andrzejowi K., Krystianowi K. i Danielowi Obajtkowi. Prokuratorzy obliczyli, że Mariusz F. jako prowizję za fikcyjne przyjęcie do zakładu ok. 225 ton surowca wypłacił Obajtkowi co najmniej 257 tys. zł. Te transakcje przerwało wkroczenie Macieja C. „Prezesa”, który postanowił przejąć przynoszący takie dochody interes.

Prezes od wałków

Maciej C. przedstawiał się jako prezes firmy windykującej należności – stąd jego ksywka. Firma rzeczywiście istniała i to on nią kierował, ale zarejestrowana była na inne osoby, bo jako karany Maciej C. nie mógł funkcjonować w ewidencji działalności gospodarczej. Pracownicy mieli legitymacje „Inspektor Wydziału I Wywiadu Gospodarczego”, a sam prezes pieczątkę „Naczelnik”, aby klient miał wrażenie, że są z policji.

„Prezes” przyjmował do pracy wyłącznie wysokich, dobrze zbudowanych, ogolonych na łyso mężczyzn, noszących złote łańcuchy lub bransolety. Teoretycznie wobec dłużników mieli zachowywać się prowokująco, ale nie wulgarnie, nie używać przemocy fizycznej. W praktyce ludzie „Prezesa” zakuwali dłużników w kajdanki, wozili ich w specjalnie przystosowanym do tego samochodzie, bili pałkami. Wymuszali zwrot długów zarówno rzeczywistych, jak i fikcyjnych. Gdy ktoś twierdził, że nie ma możliwości spłaty, musiał się zgodzić na zamieszkanie w jego domu „opiekuna”, który doradzi mu, jak w krótkim czasie zrobić „duży wałek” i wyjść z długów. Taki doradca polecał założyć nową firmę, telefonować do różnych przedsiębiorstw i pytać, czy można w nich kupić towar z odroczonym terminem płatności. Po otrzymaniu towaru „opiekun” sprzedawał go i wiózł pieniądze do „Prezesa”, potem kazał dłużnikowi likwidować firmę, zakładać następną i robić kolejny „wałek”.

„Prezes” starał się dowiadywać, gdzie kto w Polsce kombinuje, na czym nieuczciwie zarabia, i stosując szantaż, przejmował intratne interesy. Tak trafił do Mariusza F., pośredniczącego w handlu granulatem PCV, i kazał mu się zawieźć do Krystiana K. do Bydgoszczy. Zmusił go do zatelefonowania do ojca, Andrzeja K. W zajeździe Magnat w Brodnicy „Prezes” oświadczył obydwu, że teraz on będzie kupował granulat i sprzedawał go firmie ze Stróży.

Polecenie założenia firmy mającej tym się zająć dostał Marek N., od którego „Prezes” miał wyegzekwować 3 mln zł długu za pobrane w komis z hurtowni rolniczej nawozy sztuczne. Wcześniej „Prezes” przydzielił mu jako osobistego doradcę Krzysztofa M., który zamieszkał z nim w Kaliszu i pilnował na każdym kroku. Wspólnie ustalono, że po założeniu nowej firmy wysokość prowizji od fikcyjnych dostaw granulatu do Stróży zostanie utrzymana na dotychczasowym poziomie, „Prezes” i Marek N. będą się dzielili zyskami po połowie.

Marek N. sam nie mógł zarejestrować nowej firmy, bo był karany i ścigali go komornicy. Dlatego założył w Kaliszu przedsiębiorstwo Art.-Pol na nazwisko swojego syna Artura, którego zadaniem było podpisywanie in blanco faktur, odbieranie z banku pieniędzy i zawożenie prowizji do wszystkich osób, w tym do „Bociana” lub „Koguta”, bo takie pseudo miał Obajtek ze względu na zacinanie się w rozmowie. Po jakimś czasie Marek N. zaczął się ukrywać przed wymiarem sprawiedliwości i jego syn już sam kierował Art.-Polem, który miał konto w tym samym banku co Elektroplast, aby przelewy były realizowane błyskawicznie. Następnego dnia Artur N. pobierał pieniądze i jechał z nimi do „Bociana”. Jak powiedział prokuratorom, spotykał się z nim najczęściej w Krakowie w restauracjach Ogniem i Mieczem lub Chłopskie Jadło i zawoził mu jednorazowo od kilku do nawet 40 tys. zł, w zależności od tego, czy była to dostawa z zawyżoną wagą, czy zupełnie fikcyjna. Interesy z granulatem PCV skończyły się w 2004 r., bo sprzedająca go bydgoska firma została zlikwidowana. W akcie oskarżenia, który trafił do sądu w Sieradzu, wyliczono, że Obajtek mógł otrzymać od Art.-Polu ok. 537 tys. zł prowizji.

„Bocian” w telewizji

„Prezes” o Danielu Obajtku na długo zapomniał. Aż tu nagle, kilka lat później, oglądając w telewizji „Wiadomości”, zobaczył, że „Bocian” został wójtem i mówi o „cioci z Pcimia”. Dzięki Mateuszowi Morawieckiemu, który jako szef banku BZ WBK do reklamy kredytów zaakceptował brytyjskiego aktora Johna Cleese’a z Latającego Cyrku Monty Pythona, cała Polska dowiedziała się, gdzie leży ta niewielka i dość biedna gmina. Obajtek opowiadał w telewizji, że jest obrażony drwieniem z Pcimia, ale tak naprawdę ta reklama, w której Cleese jako argument za przyznaniem mu kredytu wskazywał ciocię z Pcimia, wylansowała zarówno jego, jak i liczącą zaledwie 5 tys. mieszkańców miejscowość przy szosie z Krakowa do Zakopanego. John Cleese przyjechał do Pcimia, spotkał się z Obajtkiem. Popularność wójta nie mogła ujść uwagi jego dawnych kompanów.

Maciej C. wezwał swojego pracownika Jerzego R. i polecił mu udać się do Pcimia w celu rozpoznania możliwości zarobienia tam pieniędzy. W restauracji Siedem smaków w Myślenicach Jerzy R. przekazał wójtowi złożoną przez „Prezesa” propozycję współpracy. Daniel Obajtek stwierdził, że największą inwestycją, mającą kosztować kilka milionów, jest budowa sieci wodno-kanalizacyjnej i gdyby jakaś firma „Prezesa” chciała wziąć udział, to może przystąpić do przetargu. Niczego nie obiecuje, bo chętnych na tę inwestycję jest dużo.

„Prezesa” budowa zainteresowała, chociaż jego firma zajmowała się tylko windykacją należności. Zadzwonił do wójta Pcimia i umówili się w trójkę – Obajtek, Jerzy R. i on – w restauracji Staropolska w Wojtkowicach Kościelnych na trasie z Częstochowy do Katowic. „Prezes” zapewnił wójta, że zna firmy, które mogą sobie poradzić z taką inwestycją, i że „wchodzą w interes”.

Udział w przetargu zadeklarowała firma z Węgierskiej Górki, w której kiedyś „Prezes” windykował długi. Dokumentację miała zrobić firma z Żywca. Po pewnym czasie „Prezes” zatelefonował do wójta i uzgodnił termin jego spotkania z Jerzym R. na parkingu przed Staropolską, tam gdzie już kiedyś rozmawiali. Wcześniej wręczył Jerzemu R. dużą niezaklejoną kopertę pełną banknotów. Polecił zawieźć ją Obajtkowi, który będzie czekał przed restauracją w Wojtkowicach Kościelnych, i powiedzieć, że te 50 tys. zł to zaliczka.

Następnie „Prezes” i Jerzy R. spotkali się z Danielem Obajtkiem w Siedmiu smakach w Myślenicach, gdzie przyjechali również sekretarz gminy Pcim Janusz Ambroży oraz właściciele firm z Węgierskiej Górki i Żywca. „Prezes” zapewnił wykonawców, że przetarg zostanie wygrany, trzeba tylko podać odpowiednio niską cenę, lepsze materiały zastąpić gorszymi, a potem mogą być robione aneksy. Nie pomogło tłumaczenie projektanta z Żywca, że nie wszystkie materiały da się zastąpić zamiennikami.

2 kwietnia 2010 r. ukazało się ogłoszenie o zamówieniu publicznym realizowanym w dwóch etapach, w trybie przetargu ograniczonego na budowę sieci kanalizacyjnej w Pcimiu. Do pierwszego etapu zgłosiło się 16 firm, z których wybrano sześć. Ta z Węgierskiej Górki nie została zakwalifikowana do drugiego etapu.

Maciej C. uznał, że winę za to ponosi Jerzy R., bo „nie dopilnował sprawy i spierd… ten przetarg”. Kazał mu zwrócić owe 50 tys. zł zaliczki, odsunął go od wszelkich kontaktów z Obajtkiem i polecił mu oddać samochód Chrysler Sebring o wartości 24,5 tys. jako zabezpieczenie długu. Jerzy R. polecenie wykonał, a przetarg w Pcimiu został unieważniony, bo proponowane ceny przewyższały możliwości gminy.

Drugi przetarg pilotował osobiście „Prezes”. Poprzez swojego człowieka w Krakowie zgłosił ofertę firmy z Piotrkowa Trybunalskiego, której właściciel nigdy nie był w Pcimiu, nie miał pojęcia, co ma tam robić, dał tylko upoważnienie do reprezentowania go w przetargu. Okazało się, że tym razem sam „Prezes” sknocił robotę, bo firma z Piotrkowa Trybunalskiego nie otrzymała zlecenia na budowę kanalizacji. Wygrało przedsiębiorstwo z Krakowa.

Porwanie wójta

Na wieść o drugim już przegranym przetargu „Prezes” wpadł w szał. Przywołał swojego pracownika Roberta J. i polecił mu, aby wziął sobie pomocnika i razem wytłumaczyli „Bocianowi”, że z nimi nie ma żartów.

Była niedziela. „Prezes” wiedział, gdzie Obajtek pracuje, ale nie znał jego adresu domowego. Dlatego po przyjeździe na miejsce egzekutorzy weszli do sklepu spożywczego Wiesława Klimasa i zapytali, gdzie jest dom Obajtka. Klimas powiedział im, gdzie mają jechać, i natychmiast do Obajtka zatelefonował, mówiąc, że jacyś „dwaj łysole” o niego pytali i za chwilę u niego będą.

Obajtek był więc przygotowany na wizytę. Dochodziła godz. 11, w domu był sam. Po chwili usłyszał dzwonek i zobaczył przy furtce dwóch rosłych facetów, napakowanych sterydami. Wiedział doskonale, z kim ma do czynienia, Roberta J. widywał już w towarzystwie „Prezesa”. Prokuratorowi Arturowi Cajdlerowi tak to zrelacjonował w czasie przesłuchania 16 kwietnia 2013 r. w Ostrowie Wielkopolskim: „Powiedzieli do mnie, żebym nigdzie nie uciekał, tylko wsiadł z nimi do samochodu. Nie pamiętam, jaka to była marka, to był jakiś starszy model, był ciemny, miał przyciemnione szyby, a to, co mi utkwiło w pamięci, to, że jak siedziałem na tylnej kanapie, to nie było tam klamek do wysiadania. Pierwsze pytanie, które do mnie padło, to dlaczego firma »Prezesa« nie wygrała przetargu. Odpowiedziałem, że nie spełniała wymogów. Usłyszałem, że »myśmy się w to zaangażowali, dlaczego tak jest, że nie wygraliśmy?«. Powtórzyłem to samo, że widocznie firma nie spełniała warunków, żeby wygrać. Zaczęli mnie wówczas pytać, ile mam dzieci, czy tu mieszkam, czym się zajmuje moja rodzina. Ja odpowiadałem wyrywkowo, że nie mogę złamać przepisów, że nie mogę tak działać itp. Bałem się ich, że mogą mi coś zrobić. (…) Wozili mnie tym samochodem przez ok. 1,5 godziny, cały czas mówiąc do mnie podobne teksty. Wracali w nich do przetargu, rodziny i do spraw osobistych”. Potem dwaj łysole zatrzymali się przy restauracji pod Myślenicami na obiad. W trakcie posiłku tłumaczyli Obajtkowi, że nie ma z nimi żartów, firma „Prezesa” musi zawsze wygrać. Potem zawieźli go do domu i odjechali. Wójt nie zawiadomił policji o porwaniu.

W ostrowskiej prokuraturze odbyła się konfrontacja Daniela Obajtka z Jerzym R. dotycząca wręczenia wójtowi Pcimia 50 tys. zł zaliczki za wygranie przetargu. Obajtek stanowczo zaprzeczył, że na parkingu w Wojtkowicach Kościelnych taką kwotę przyjął. Natomiast Jerzy R. powiedział: „Potwierdzam, że rozmowy, które prowadziłem z Panem Wójtem, dotyczyły przetargu. Chodziło o to, że przetarg miał zostać przez nas wygrany, a kasa Panu Wójtowi była dana. Ja osobiście tego dokonałem i podtrzymuję w całości wyjaśnienia, które składałem w tych kwestiach przed prokuratorem”.

Daniel Obajtek zadał Jerzemu R. pytanie: „Czy znając »Prezesa«, uważa Pan, że mógł mi darować taką kwotę pieniędzy, skoro jak twierdzę, nic dla niego nie zrobiłem?”.

Jerzy R. odpowiedział: „Nie wiem, czy »Prezes« darowałby Panu takie pieniądze czy nie, trudno mi się do tego odnieść. Uważam, że ja Panu przywiozłem pieniądze za coś, co miało być zrobione”.

W czasie innego przesłuchania Obajtek o „Prezesie” i jego ekipie mówił: „Ja się tych ludzi bałem, ale nigdy się przez nich nie skorumpowałem”. W te zapewnienia prokuratorzy z Ostrowa Wielkopolskiego nie uwierzyli. Obajtek musiał słuchać i wykonywać polecenia „Prezesa”, bo ten miał na niego haki z lat, kiedy razem wyłudzali pieniądze za fikcyjne dostawy surowca do Elektroplastu.

Prezes od kariery

Już wiemy, co było potem. Obajtek znalazł sobie innego prezesa, który uczynił go gwiazdą swojej parti, przykładem do naśladowania, umieścił najpierw w radach nadzorczych Dalmoru i Lotosu Biopaliwa, choć wójt był tylko technikiem rolnikiem. Chodziły też słuchy, że Obajtek ma zostać ministrem rolnictwa. W pewnym momencie na przeszkodzie stanął jednak brak wyższego wykształcenia. Wójt Pcimia zapisał się więc do Prywatnej Wyższej Szkoły Ochrony Środowiska w Radomiu, uczył się w trybie indywidualnym i szybko został inżynierem ochrony środowiska. Natychmiast po odebraniu dyplomu został szefem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, potem prezesem państwowej spółki giełdowej Energa i ostatnio prezesem zarządu Polskiego Koncernu Naftowego Orlen.

Fantastyczna kariera. Jeszcze kilka lat temu ostrowscy prokuratorzy zarzucali Obajtkowi udział w zorganizowanej grupie przestępczej „Prezesa” i posadzili na ławie oskarżonych z siedmioma innymi osobami. Ale już wkrótce były wójt został prezesem państwowych gigantów rolniczych, energetycznych i paliwowych. Tak rodziło się cudowne dziecko PiS.

Proces już tylko czteroosobowej grupy przestępczej Macieja C. ps. Prezes, po wyłączeniu z niej Daniela Obajtka, Andrzeja K., Krystiana K. i Mariusza F., toczy się dalej przed Sądem Okręgowym w Sieradzu. Kolejna rozprawa – została wyznaczona na 24 kwietnia.

Wydanie: 14/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. janek123
    janek123 6 kwietnia, 2018, 09:47

    WAŻNE!!!!!!!!!!!!!!

    https://wiernipolsce.wordpress.com/2018/04/05/i-kto-tu-rzadzi-prezes-rzadzi/

    andrzej
    5 kwietnia 2018 o 7:28 PM
    Adresat/Adresaci petycji: Pan Mateusz Morawiecki – Prezes Rady Ministrów
    Apeluję do Pana o niezwłoczne:
    •Wstrzymanie sprzedaży Kopalni Węgla Kamiennego „Krupiński”.
    •Podjęcie przez ekspertów rządowych debaty publicznej z ekspertami społecznymi, reprezentowanymi przez p. Krzysztofa Tytko, n/t strategii eksploatowania i ochrony złóż naturalnych Polski (w tym węgla kamiennego).
    Zgodnie z WNIOSKIEM z 29 marca 2018.
    Z poważaniem,
    [Imię i nazwisko]
    http://www.citizengo.org/pl/signit/159730/view

    andrzej
    5 kwietnia 2018 o 7:31 PM
    TWÓJ PODPIS JEST NA WAGĘ ZŁOTA!
    http://www.citizengo.org/pl/signit/159730/view
    Dlaczego?
    Kopalnia ta jest jedną z najcenniejszych w Polsce. Znajduje się tu obecnie ponad 700 mln ton węgla, w tym surowca najwyższej jakości, co – przy wdrożeniu technologii zgazowywania węgla pod ziemią – mogłoby przynieść w przyszłości dochód wartości ok. 2 bilionów złotych.
    (Wartości te zostały potwierdzone przez ekspertów z Obywatelskiego Komitetu Obrony Polskich Zasobów Naturalnych oraz Narodowego Instytutu Studiów Strategicznych).
    Dla porównania cały dług publiczny Państwa Polskiego wynosi nieco ponad 1 bilion złotych.
    KWK „Krupiński” wg ekspertów jest obecnie najcenniejszą kopalnią w Polsce, ponieważ posiada najdogodniejsze warunki zarówno do wydobycia metodami tradycyjnymi, jak i do wprowadzania technologii podziemnego zgazowywania, co w przyszłości pozwoli generować olbrzymie zyski.
    Tymczasem w marcu 2017 roku na skutek skandalicznej decyzji Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego kopalnia „Krupiński” została przekazana do likwidacji. W świetle udokumentowanych faktów, można z najwyższym prawdopodobieństwem podejrzewać, że miało to na celu przygotowanie kopalni do obecnej sprzedaży obcemu kapitałowi, po uprzednim „oczyszczeniu” jej z nieproduktywnych aktywów ludzkich i majątkowych. Aktualnie prowadzone są rozmowy w sprawie zakupu Kopalni „Krupiński” przez Tamar Resources LTD (podpisano już w tej sprawie list intencyjny). Tamar Resources to brytyjska firma założona niespełna rok temu przez Georga Rogersa – finansistę z 30-letnim doświadczeniem, związanego wcześniej z Deutsche Bankiem (1995-2002), który swoją karierę rozpoczął w Rothschild & Co (1987-1995).
    Jeżeli kopalnia rzeczywiście nie ma wartościowego potencjału, jak utrzymuje strona rządowa, to z jakich pobudek zabiega o nią Georg Rogers? Będąc doświadczonym finansistą w branży surowcowej, z pewnością potrafi on dobrze oszacować opłacalność inwestycji.
    5 kwietnia br. ma się odbyć spotkanie przedstawicieli kierownictwa Ministerstwa Energii z reprezentantami Tamar Resources ws. przejęcia kopalni przez Tamar (więcej >).
    W tym samym dniu odbędzie się PIKIETA PROTESTACYJNA POD MINISTERSTWEM (więcej >)
    Premier Rządu RP, Pan Mateusz Morawiecki, powiedział niedawno:
    „[…] spróbujcie kupić niemiecką firmę, ważną systemowo […], nawet jeżeli ona jest prywatna – niemożliwe, absolutnie”.
    Jest to logiczne, a zarazem sprawiedliwe. Czy coś stoi na przeszkodzie, aby tak oczywiste standardy mogły nareszcie zacząć obowiązywać w Polsce?!
    Obecnie podejmujemy intensywną akcję informacyjną w celu uświadomienia szerokich rzesz społeczeństwa polskiego o zagrożeniu utratą dobra narodowego o tak wielkim znaczeniu strategicznym, jakim jest Kopalnia „Krupiński”. Jeżeli żądanie powstrzymania sprzedaży nie zostanie spełnione, będziemy zobowiązani do podjęcia akcji protestacyjnej na szeroką skalę – w obronie sprawiedliwego interesu KAŻDEGO OBYWATELA PAŃSTWA POLSKIEGO.
    KWK „Krupiński” to dopiero wierzchołek góry lodowej. Ukryta przed społeczeństwem bitwa toczy się o gigantyczne zasoby naturalne Polski, których wartość – rzędu setek bilionów złotych – wielokrotnie przewyższa wszystkie dotychczasowe malwersacje (po 1989 roku) razem wzięte.
    PODPISZ SIĘ,
    RAZEM DAMY RADĘ!
    (dowiedz się więcej >)

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Deanne Cole
      Deanne Cole 12 kwietnia, 2018, 02:26

      w podziekowaniu za wyczerpujacy opis skandali buraczanych, protestuje…… jak przekonac buraka do cukrowni na starcie na wyslodki?

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Marek Maltz
        Marek Maltz 16 kwietnia, 2018, 19:37

        Nigdy nie przekonasz buraka wpatrzonego dumnie w swoj dlugi korzeń i potrzesajacego groznie natka na glowie do sasiada-buraka ze wygodna jazda na przyczepie traktora szybko sie skonczy bo wlasciciel cukrowni juz czeka z ostrymi kłami zeby wyssac z nich słodki pożywny soczek. W 3RP sezon buraczany w pelni a w odpowiedzi na niedobor krajowych mocy przerobowych do kraju zlatuja sie inwesto-wampiry z serdecznie zaprzyjaznionych zachodnich demokracji. Dobrze pamietac ze o tak udany sezon buraczany w kraju modlil sie z kropami krwi na czole Swiety Papiez, urobieni po łokcie dzialacze Solidarnosci, zamysleni gleboko dzialacze KORu, intelektualisci z Paryskiej Kultury, przesympatyczni panowie z Radia Wolna Europa, roześmiani amerykanscy kongresmeni i senatorzy, panienki z dobrych domow i caly dobry lepszy swiat – a bruździli zawsze tylko ruscy i czerwone komuchy.

        Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy