Obsesja notowania

Obsesja notowania

ŁATWO PRZYCHODZIŁO MU przelewanie myśli na papier, nie przywiązywał się do napisanych fragmentów. (…) Pisał szybko i bez przeżywania mąk twórczych. Nauczony wykorzystywać każdą spokojniejszą chwilę nie marnował ani godziny. W marcu 1960 r., w ciągu tygodnia spędzonego w Sobieszowie, napisał całe „Wesele pana Balzaca”, kilka lutowych dni w Atmie u Karola Szymanowskiego w 1932 r. wystarczyło mu ostatecznie, by dokończyć „Brzezinę”. W kwietniu tego samego roku, w Syrakuzach, gdzie spędzał urlop w towarzystwie Józia Rajnfelda, zamknięty w pokoju z oknami zasłoniętymi szczelnie przed wiatrem i piaskiem, przez pięć dni napisał jeden ze swoich najważniejszych utworów – „Panny z Wilka”. (…)

Bardzo poważnie podchodził do pisania dziennika. Niektóre fragmenty przepisywał wielokrotnie. Często wracał do ważnych myśli, naprzemiennie analizował je w korespondencji i dzienniku z tego samego czasu. Zdarzało mu się przepisywać do dziennika treść ważnych listów lub odwrotnie – cytować w korespondencji do Wiesława, Jurka Błeszyńskiego czy Hani wnioski zanotowane w dzienniku. Listy pisał codziennie. Czasem były to krótkie wiadomości, które można zmieścić na pocztówce. Częściej – długie, wymagające skupienia pisma, w których szczegółowo opowiadał nie tylko o wydarzeniach dnia, ale przede wszystkim o uczuciach, wątpliwościach, samotności i zwątpieniu. Streszczał przeczytane książki, relacjonował wrażenia z koncertu, czasem plotkował. Nieraz wysyłał nawet cztery, pięć listów dziennie. Czasem w kilku językach – po niemiecku, rosyjsku, francusku. Nigdy nie odkładał na następny dzień odpisania na list do kogoś ważnego. W 1952 i 1953 r., kiedy przybrany syn Wiesław był w wojsku, pisywali do siebie codziennie. Zdarzało się, że ich listy zajmowały kilkanaście stron. (…)

RODZINA WSPOMINA, że zwykle pisywał rano. Tylko wtedy mógł się skupić, zanim wciągnęły go liczne obowiązki – redakcja, sprawy sejmowe, służbowe delegacje. Najczęściej jeszcze przed śniadaniem siadał przy biurku w gabinecie. Ta pierwsza godzina nad kartką papieru była najlepszą częścią dnia. Już poprzedniego wieczora nie mógł się doczekać momentu, kiedy znów będzie mógł spokojnie posiedzieć przy biurku obitym zielonym suknem. W nocy budził się czasem raz, czasem dwa razy. Najczęściej tuż przed świtem. Na wszelki wypadek trzymał na stoliku przy łóżku notes lub luźne kartki papieru i kilka ołówków. Zdarzało mu się korzystać z pomysłów zapisywanych w nocy. Gdy pracował nad czymś intensywnie, o 7.30 był już ubrany, starannie ogolony, pachnący ulubioną wodą kolońską. Gosposia, która przynosiła mu do gabinetu poranną kawę, długo czuła charakterystyczny zapach unoszący się nad schodami i w holu. Czuł się bezpiecznie między zakurzonymi regałami i fotografiami, ciasno ustawionymi na znacznej części blatu biurka. Najpierw pisał szybko, pokrywając drobnym, starannym pismem kolejne kartki, potem zwalniał i z niepokojem obserwował przesuwające się wskazówki dziewiętnastowiecznego zegara wiszącego tuż przy drzwiach. Kiedy minutnik zbliżał się do rzymskiej jedenastki, a druga wskazówka niemal dotykała dziewiątki, powoli odkładał pióro. (…)

KIEDY PO RAZ KOLEJNY przeglądam stare kalendarzyki, na dłużej zatrzymuję w dłoniach ten ostatni kalendarzyk kieszonkowy na rok 1980. Pierwszy wpis pochodzi z 15 stycznia. Wcześniej jest tylko strona tytułowa, którą jak zwykle podpisał, ale z mniejszą niż kiedyś starannością i bez zbędnych szczegółów. Zielonym cienkopisem napisał po prostu: „Jarosław Iwaszkiewicz, Stawisko, p. Brwinów, 05-840”. Na kolejnych kartkach jest znacznie mniej szczegółów niż w agendach z poprzednich lat.
15 stycznia: wyjazd do Paryża z Teresą
16 stycznia: u Zaleskich, wiadomość o córci!
17 stycznia: u Leonor
18 stycznia: 13 Teresa
19 stycznia: wpis nieczytelny.
Ostatnia notatka dotyczy wyjazdu Iwaszkiewicza do podparyskiego pensjonatu, w którym miał nabrać sił i pogodzić się ze śmiercią żony: „Czwartek, 31 stycznia: Przenoszę się do Sailly”.

W UZDROWISKU spędził kilkanaście dni nękany przez złe myśli, bezsenność i chorobę nerek. Nie mógł chodzić i z trudem udawało mu się pokonać raz dziennie schody z półpiętra, by dotrzeć do położonego na parterze pokoju śniadaniowego. Pisał jeszcze listy i przyjmował gości. Czytał powieści kryminalne Agathy Christie i jak sam mówił, „czekał na rozwój wypadków”. Odwiedzili go Ola Watowa, Konstanty Jeleński i Józio Czapski. Opiekował się nim poproszony przez córki o pomoc Marek Rudnicki. W połowie lutego zaalarmowana przez niego rodzina musiała ekspresowo zorganizować transport do Warszawy. Pisarz miał drobne krwotoki i był zbyt słaby, by samodzielnie się ubrać. O dalszym pobycie we Francji nie mogło być mowy. Do końca nie rozstawał się z ołówkiem i maleńkimi karteczkami, na których zapisywał ostatnie ważne sprawy: „Wszystko mi zabrali [sześć wyrazów nieczytelnych] być [dwa wyrazy nieczytelne]. To było [jeden wyraz nieczytelny]. [Dopisek na lewym marginesie listu:] Szymon to egoista. Po czasie [?] pisałem, już nie mam sił ani [?] tu was”.

Ostatnie notatki są tak nieczytelne, że ich prawdziwy sens pozostanie tajemnicą. Możemy się tylko domyślać emocji, które przeżywał, mocując się z nieposłusznym jak nigdy ołówkiem, próbując zapisać ostatnie myśli, jakie za życia przyszły mu do głowy.

Skróty pochodzą od redakcji

Fragmenty książki Anny Król Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie, Wilk&Król Oficyna Wydawnicza

Foto: Archiwum prywatne Wiesława Kepinskiego

Strony: 1 2 3

Wydanie: 1/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy