Obszczekane Platerówki

Obszczekane Platerówki

Kiedy przeczytały, że były wojskowymi k…, przestały się odwiedzać. Skrzywdzone zamknęły się w sobie. Dziennikarzom mówiły: – Czekamy, aż Bozia nas na górkę zabierze

W 1998 roku Magdalena Siemaszko, wtedy studentka V roku historii na Uniwersytecie Gdańskim, zgłosiła promotorowi temat swojej pracy magisterskiej: “Społeczność byłych żołnierzy-kobiet zamieszkałych w gminie Platerówka”.
Podstawowym źródłem informacji miała być babcia, Zofia Piątkowska, dowódca I kompanii fizylierek, i jej koleżanki. Magda pomyślała, że skoro jeszcze żyją, to trzeba ocalić ich wspomnienia. Wyjęła brudnopis.
Samodzielny Batalion Kobiecy im. Emilii Plater powstał w Sielcach w 1943 r.
Jedyna w polskim wojsku kobieca jednostka bojowa; liczebność około 700 kobiet. Skład: dwie kompanie fizylierek, dwie kompanie strzeleckie, jedna rusznic przeciwpancernych i cekaemów.
Rozpisała plan. Punkt pierwszy: archiwum, rozkazy, meldunki. W perspektywie: wyjść poza historię.
Magda notowała pytania: 1) Co dla ciebie oznacza być platerówką? 2) Co to dziś znaczy być platerówką z Platerówki?
W tym samym roku wójt, Józef Telega, syn Weroniki z 3. plutonu cekaemów, udał się w interesach do Jeleniej Góry. Urzędnik, z którym rozmawiał, zerknął w papiery i zaśmiał się: – To tam, gdzie te baby rządzą…
Józef Telega mówi, że gdyby w roku 2000 miał interes w Jeleniej Górze, w tym samym urzędzie, nikt już nie miałby skojarzeń.

Protesty konieczne

W 1996 roku Henryk Piecuch wydał książkę “Akcje specjalne. Od Bieruta do Ochaba”. Kobietom z Batalionu im. Emilii Plater poświęcił cztery strony. Dwie z nich przeznaczył na rozmowę z “plateranką”.
Platerówka, czyli “plateranka” w książce Piecucha, mówiła: “Twórcom batalionu chodziło o to, aby różne ważne kutasy miały dupy na miejscu, na zawołanie i do wyboru”.
Pierwsze w Platerówce pracę Piecucha kupiły Zofia z Walą. Na spółkę. Z ciekawości. Chciały wiedzieć, co jeszcze można o nich napisać po opracowaniach Stefanii Drzewieckiej i Eleonory Syzdek.
Platerówka w książce Piecucha mówiła też: “Ładniejsze z nas miały lepiej. Były nałożnicami, czasami, gdy się dobrze starały, stałymi, ważnych i najważniejszych kutasów. Ich nie mógł rżnąć nikt inny. Te pośledniejszej urody musiały przyjmować kilka lub nawet kilkanaście chujów dziennie”.
Parę dni później Wala wracała z pola. Zza buraków wychyliła głowę sąsiadka. – Pani Kalińska, pani się nie obrazi… Chciała wiedzieć, co z tymi materacami… Z ciekawości.
Platerówki z Warszawy wytoczyły Henrykowi Piecuchowi proces o zniesławienie.
Platerówki z całej Polski rozsyłały listy: do ministra ds. kombatantów, do związków kombatanckich, do koleżanek… Platerówka, Irena Graczyk, napisała: “… Siedzę na ławce, idzie sąsiad z góry, pijany – ty kurwo wojskowa… Nawet żona sąsiada mieszkającego na II piętrze, w niedzielę w południe krzyczy do mnie – ty małpo, k… o wojskowa, ty nie walczyłaś, tylko sobie lewe papiery zrobiłaś… ”.
Platerówki: Helena Piegat i Jadwiga Świerczyna-Peciak, zaprotestowały: “Wnosimy kategoryczny protest przeciwko ob. Henrykowi Piecuchowi o oszczercze zniesławienie naszego Batalionu… ”.
Platerówka z Lublina chciała wiedzieć: “Czy był pan w swoim życiu wypędzony z domu? Czy miał pan odmrożone nogi? Czy nosił pan trumienki z małymi dziećmi na cmentarz w tajdze?”.
Zofia, Wala, Aurelia nie wysłały listu. Udzielały wywiadów. Wala mówi, że wtedy, w 1996 roku o Platerówce przypomniał sobie świat. Wala mówi też, że niepotrzebnie.

Proste pytania

Kiedy Magda Siemaszko przestudiowała archiwa, poznała rozkazy, meldunki; ustaliła daty i miejsca, uporządkowała nazwiska, wyszło tak, że historia babci Zofii – jak na historię przystało, nabrała dystansu. Zatraciła się w datach, miejscach, wydarzeniach. Magda nie znalazła w nich odpowiedzi na żadne z postawionych pytań; z tym najważniejszym włącznie: co oznacza być platerówką. Wtedy wymyśliła ankietę.
“Nazywam się Magdalena Siemaszko – pisała do platerówek z Platerówki, jestem studentką V roku historii. Bardzo pomocnym źródłem dla mojej pracy naukowej będą wypowiedzi samych bohaterek… ”.
Opracowała 15 pytań. Oto niektóre z nich:
9. Czy odczuwa Pani satysfakcję jako platerówka?
a) jestem z tego dumna
b) jest mi to obojętne
c) było to dziełem przypadku
10. Czy środowisko platerówek ustabilizowało Pani dotychczasowe życie, czy jest Pani zadowolona?
a) jestem z tym środowiskiem mocno związana
b) wyobrażam sobie życie gdzie indziej
c) jest mi to obojętne
d) gdybym mogła, pokierowałabym swym życiem inaczej
12. Proszę opisać krótko, co w życiu sprawiło Pani najwięcej satysfakcji. Czym mogłaby się Pani pochwalić w zakresie życi a zawodowego i osobistego?

Zofia – 10 d

Do batalionu Zofia trafiła prosto z Bernau. Miała 15 lat i pracowała jako murarz. Zdolni do pracy otrzymywali o 20 dag chleba więcej. W domu została matka i chory ojciec.
Brat był spadochroniarzem, służył w Armii Andersa. Na Renie ich zbombardowali, leczył się potem w Egipcie. W 1946 r. wrócił do kraju. I choć nie umiał znaleźć sobie miejsca, za to znalazł żonę. W Gostyniu. Zamieszkali we Wrocławiu. Bardzo lubił duże miasta. Powtarzał Zofii, że w dużym mieście wydobrzeje. Na to ona odpowiadała: – Ech, durny, trzeba było z tego Egiptu nie wracać; źle ci było?
Mama Zofii była kobietą światową. Przed pierwszą wojną służyła jako pokojówka u cara Romanowa w Piotrogrodzie. Lubiła kolor niebieski i miała dużo sukien. Takich z falbanami, zakładkami. Kiedy wezwano ją do opieki nad chorym ojcem, spakowała wszystkie do kufra. Kufer zamknęła na klucz. Więcej ich nie założyła.
Potem poznała ojca Zofii, który był dobry i pracowity, i została z nim na gospodarstwie. Zofia mówi, że mama nie mogła przywyknąć do życia na wsi. Nie chciała. Tak samo nie będzie chciał brat Zofii; ten sam, który po wojnie, w 1945 roku marzył o mieszkaniu w dużym mieście.
Zofia miała 15 lat, gdy przyszedł prikaz z wojenkomatu. Z Bernau do Nowosybirska jechała trzy tygodnie. Na miejscu w batalionie czekała Wanda Wasilewska i afisz: Witaj, żołnierzu tułaczu.
Pomyślała: – Chociaż ja wrócę do Polski.

Aurelia – 9 c

Aurelia Wojciechowska, rocznik 1923. Na Sybir trafiła prosto z wakacji. Pojechała za Brześć, do mamy i rodzeństwa. Wrócili wszyscy razem z transportem. Tyle że do Irkucka.
Miała 15,5 roku, gdy zaczęła rozładowywać wagony. Aurelia liczyła: mama, ja, czworo młodszego rodzeństwa. Każdy pracujący dostawał 60 dag chleba (z mamą razem 120 dag), reszta po 20 dag na głowę i pół litra zupy.
Była głodna. Non stop. Na Sybirze, w wojsku i w 1945 w Platerówce. Z głodu chorowała. Najpierw zapalenie stawów. Kurza ślepota z dyzenterią przyszły jednocześnie. Marzenia Aurelii zaczynały się w żołądku. Chciała tylko się najeść. A potem, jak się da, umrzeć w Polsce.
Pamięta: dzieci z napuchniętymi brzuszkami, które nie wracały z rozładunku. I nie tak łatwo było je pochować.
Pamięta: chleb zakalec, wodę koloru gliny, którą piło się dotąd, aż głód dawał się zagryźć przypieczoną skórką.
Pierwsze wspomnienia po wojnie też wyznaczał rytm posiłków. Przyjazd do Platerówki: kawa biała, niesłodzona, twaróg. Dzień, w którym poznała męża: gorące, prosto z pieca placki z mąki od koleżanki.
Do wojska iść nie chciała. Dostała prikaz. Szybko przeliczyła: mnie nie będzie, a to oznacza 60 dag chleba w domu mniej.
Służyła w łączności. Przez całe dwa lata nie usłyszała obelgi. Nikt jej nie zaczepiał, nic nie proponował. Jak której zachciało się flirtu, szła pod karabin. I amorów jej się odechciewało. Zresztą dziewczynom wszędzie towarzyszyli oficerowie oświatowi. Do kąpieli i na modlitwę. Na ćwiczenia i na potańcówkę.
Zanotowała to Stefania Drzewiecka, autorka “Szłyśmy znad Oki”. W jej książce platerówki śpiewały:
“Nasza dola to jest taka,
To jest taka,
Że jak spojrzysz na chłopaka,
To zaraz paka”.
Wala mówi, że gdyby Piecuch miał racje, to zamiast jednego batalionu do Polski wróciłyby przynajmniej dwa.

Wala – 9 a

Walentyny Kalińskiej nikt do wojska nie prosił. Sama pobiegła do Rajwojenkomatu z wyrzutem: A czemu u mnie powiestki niet? Miała 16 lat, a ważyła 84 kg, utuczona na ziemniakach z kołchozu. Wojskowy zmierzył ją okiem: – Zdarowa dziewka – kiwnął głową i powiestkę dał.
W batalionie spotkała brata. Pouczył ją: – Jak idziesz na komisję, to mów, żeś ślepa, głucha, bo tu istna bieda. Ino kapusta suszona…
Ale Wala go nie słuchała. Od strony lasu szła właśnie kompania fizylierek w białych, czyściutkich kożuszkach. Uśmiechnięte, wesołe, śpiewały: “Żal, żal za dziewczyną, za zieloną Ukrainą… ” – Wala śpiewa.
Więc w pytaniu dziewiątym ankiety Magdy Siemaszko Wala z pewnością zakreśliłaby odpowiedź a.

Zofia – 12…?

Do Platerówki przyjechała 10 października 1945 roku. Niektóre dziewczyny już zadomowiły się na dobre. W oknach wisiały zasłonki. Ona nie przebierała w domach. Nie zależało jej. W końcu była sama. Wybrała ten, w którym na oknie stały czerwone pelargonie.
Wkrótce wyszła za mąż. – Z głupoty – mówi Zofia, z głupoty…
Mąż Zofii na imię miał Władysław. Trzymał się prosto i był przystojny.
Brat Władysława, Kazik, ten, który jak budowali “Ursus”, był drugim dyrektorem, mówił, że pochodzą z dobrej, pobożnej rodziny. Że będzie szczęśliwa.
Miała 25 lat. Uwierzyła. Władysław lubił wódkę i kobiety. Co i rusz miał kogoś na boku. Wiedziała i udawała, że nie wie. Miała być szczęśliwa. Obiecane szczęście Zofii skończyło się wraz z przyjazdem samochodu, którego marki Zofia już nie pamięta. Wysiadł z niego smutny mężczyzna koło trzydziestki. Powiedział: – Jedziemy. Pani się czegoś dowie o swoim mężu. Pomyślała tylko: Ciekawe, czy ją znam? (…) Nigdy tej kobiety nie widziała na oczy.
Władysław wyprowadził się w 1962 roku do Zgorzelca. Zamieszkał w M3, które dostał dzięki pracy, dzięki niej. Nigdy więcej się z nim nie spotkała. Wie, że zmarł w 1997. I że leży w Bogatyni.
Więc Zofia mówi, że nie ma się czym pochwalić. Wobec tego pytanie dwunaste zostawiłaby puste.

Aurelia – 12 krótko

Tego samego dnia, gdy w Platerówce Aurelia zapomniała o głodzie, przestała też marzyć. Nie narzekała, że została na wsi. Że mając skończone siedem klas warszawskiego gimnazjum, mogła się dalej uczyć i zostać kimś. Kim niby? Nie, tego by powiedzieć nie umiała. Potem poznała mężczyznę swojego życia i puste miejsce po marzeniach wypełnił strach. Przyszły mąż był w AK. Tuż przed ślubem zabrało go UB. Zniknął na siedem miesięcy. I jeszcze na siedem. Zmarł dwanaście lat temu, ale Aurelii nawet do głowy nie przyszło oglądać się za następcą.
Z przeszłością ojca problemy miały także jego dzieci. Córka zdała na Akademię Medyczną we Wrocławiu, ale jej nie przyjęli. Nie doliczyli punktów za pochodzenie. – Nijak im to nie pasowało – mówi Aurelia, matka z batalionu, ojciec z lasów. Syna też parę razy nachodzili.
Więc, gdyby Aurelia wypełniła ankietę, pod pytaniem dwunastym napisałaby krótko: mąż i dzieci.

Aneks

W maju do Zofii zadzwonili z jeleniogórskiego oddziału ZBOWiD-u, prosili, żeby wzięła udział w uroczystościach. Jakich konkretnie, tego Zofia nie pamięta. Ma chore nogi, a do tego jeszcze ta przepuklina. Nie pojechała. Przestała się udzielać. Teraz tylko prowadzi dzienniczek z nazwiskami tych, którzy odeszli. Na czterech stronach zeszytu w kratkę odnotowała 168 numerów.
Wala też nie pojechała, choć na swoje 76 lat trzyma się nieźle. Wysoka, smukła, energiczna, ostatni raz w sklepie była parę lat temu. Wszystkie sprawunki załatwia za nią córka. Córka też gotuje i pierze. Wala mówi, że to, co jest wokół, niespecjalnie ją interesuje. Że nie taką sobie Polskę upatrzyła.
Platerówki z Platerówki nie mają pojęcia, że na warszawskiej Pradze miały dostać ulicę swojego imienia. Nie wiedzą też, że jej nie dostaną. Przeciwko ulicy imienia Batalionu Platerówek zaprotestował szef prawicowego klubu – Zgoda Warszawska.
Odmawiając, powołał się na książkę Henryka Piecucha.
A przecież Zofia tłumaczyła Wali: – Te obelgi, toć to nie smoła, żeby do skóry przyległy. A niech mu, psu, nawet na pana Boga można szczekać…

W kwietniu tego roku do Platerówki pojechała dokumentalistka, Ewa Szprynger. Przeczytała książkę Henryka Piecucha i zdenerwowała się. – Poczułam się obrażona jako kobieta – mówi. Autorka postanowiła więc poznać prawdę. I tak powstał film o platerówkach i o ich upokorzeniu. O kobietach żyjących z poczuciem przegranego życia. Gdzieś na końcu Polski. Tam, skąd nawet krzyku nie słychać. Krzyku oczernionych.

(Dokument Ewy Szprynger “Stąd nawet krzyku nie słychać” będzie można obejrzeć 24 lipca w programie pierwszym TVP o godz. 22.05)

 

Wydanie: 30/2000

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy