Oligarcha Kaczyński

Oligarcha Kaczyński

Ciągnie wilka do lasu. To powiedzenie jak ulał pasuje do PiS. W jakim stylu rządzili, tak dziś prowadzą kampanię wyborczą. Zaczęło się od przepowiedni Jarosława Kaczyńskiego: „Teraz k… my”, a kończy się na „Wiem, k… że nie biorą”. Jak na inteligenta z Żoliborza zadziwiające jest upodobanie do takiego słowa. Prawdziwa żoliborska inteligencja ma z powodu braci duży dyskomfort. Stąd coraz częściej pojawiające się plakaty: „Żoliborz przeprasza za Kaczyńskich”.
Mające na swoim koncie tyle afer Prawo i Sprawiedliwość bezczelnie żongluje hasłami podkreślającymi uczciwość tej formacji. Wiedząc, że ponad 70% Polaków ma tej partii i jej wodza serdecznie dość, PiS całą kampanię adresuje do swoich. Czyli do wyborcy, o jakim marzą wszyscy politycy, głuchego na wszelkie uwagi krytyczne i ślepo zdyscyplinowanego. Ci ludzie zostaną przy braciach niezależnie od liczby k… jaka jeszcze zostanie pokazana. Czeka nas więc jeszcze długi okres współżycia z PiS. Nie ubędzie napięć, agresji i chamstwa, które raz wprowadzone do obiegu, będą się jeszcze panoszyć. Kończy się natomiast czas, gdy PiS miało w Polsce wszystko. Zaczyna się odzyskiwanie podbitych przez Kaczyńskich obszarów życia publicznego. Podbitych i niszczonych przez ludzi niekompetentnych i pazernych na wszelkie dobra. I te partyjne zrzutki mają czelność mówić o uczciwości. Uczciwość ich partii jest takiej samej miary jak wmawianie ludziom, ileż to dobrego dla Polski i Polaków zrobiło PiS. Z różnych stron kraju słyszę, że uczciwy działacz PiS to okaz równie abstrakcyjny jak biały nosorożec. Podobno jest. Ale mało kto go widział. Publicyści zachwycają się skutecznością metody obranej przez premiera, która sprowadza się do nieustannego zaprzeczania najoczywistszym faktom i odwracania kota ogonem. Ta metoda dała Kaczyńskiemu duże zyski i władzę nieporównywalnie wielką w stosunku do faktycznego poparcia społecznego. Wódz PiS obrastał w pióra realnej władzy, bo przebijał opozycję bezwzględnością, bezczelnością i brakiem skrupułów w zawieraniu sojuszy z każdym, kto w roli użytecznego idioty mógł mu pomóc w przejmowaniu kolejnego obszaru wpływów. Przekonali się o tym Lepper, Giertych i Kaczmarek, ale też Sikorski i Marcinkiewicz. Premier pokazał, że jest gotów pokochać każdego. Ostatnio przekonał się o tym Michał Listkiewicz, prezes PZPN, którego Jarosław Kaczyński obskakiwał w czasie meczu z Finami, a jeszcze niedawno widział go wyłącznie za kratą. Premier potrafi na chwilę zapomnieć, co nie znaczy, że nie zrobi wszystkiego, by doprowadzić faktycznego czy urojonego wroga za kraty. A co jak co, ale w tym jest skuteczny. Pobił przecież rekord świata w ilości specsłużb. Mamy już osiem formacji, które zajmują się kontrolą obywateli. A to, że przy okazji same się zwalczają, jest znakiem firmowym obecnej władzy, która ma przecież w herbie dyktafon.
Żonglerka słowami, jaką uprawia Kaczyński, przynosi mu też wpadki. Jak choćby ostatnio, gdy powiedział, że „zdecydowana większość mediów jest w istocie pod kontrolą oligarchii”. Bo któż jest według tej definicji największym oligarchą medialnym w Polsce? On sam, tenże Jarosław Kaczyński. Czyż sam nie chwalił się odzyskaniem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, całego Polskiego Radia i całej publicznej TVP. Mało? Toż to najpotężniejsze, z największym zasięgiem i największą liczbą słuchaczy i widzów media w Polsce. A jak skutecznie zostały przez PiS spacyfikowane kadrowo i programowo. Wystarczy obejrzeć i posłuchać, jak od rana do nocy pracują na sukces wyborczy PiS.

Wydanie: 38/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy