Oddawanie pola

Oddawanie pola

Socjolodzy i politolodzy stwierdzają, że dla znacznej liczby Polaków, zwłaszcza żyjących na wsi i w małych miasteczkach oraz słabiej wykształconych, punktem odniesienia, na którym budują swoją tożsamość, jest nie państwo, ale Kościół. Amerykanie kochają Stany Zjednoczone, szanują aż do przesady konstytucję obowiązującą od ponad 200 lat, są dumni z demokracji. Francuzi za wartość uznają republikę. Polacy swojego państwa nie lubią, nie mają do niego zaufania, nie szanują go. Dla Amerykanów, bez względu na to, na kogo głosowali, po wyborach prezydent Stanów Zjednoczonych jest ich prezydentem. W Polsce nie. Konserwatywne, prawicowe władze Krakowa uważały kiedyś prezydenta Kwaśniewskiego za persona non grata w swoim mieście i nie wstydziły się głośno tego mówić. Dla polskiej prawicy spod znaku PiS prezydent Komorowski jest „wybrany przez pomyłkę” i jako taki w sposób oczywisty nie zasługuje na szacunek.
Święto 3 Maja, ustanowione w II Rzeczypospolitej świętem państwowym i narodowym jako symbol zgody narodowej, która buduje, dziś jest okazją do demonstrowania podziałów i manifestowania nienawiści, a to manifestowanie zaczyna się (przynajmniej w Krakowie) bezpośrednio po uroczystej mszy świętej, trwa przez cały czas pochodu, a eskaluje przy ceremonii składania wieńców przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Prawdziwi patrioci lżą tych, których uważają za mniej prawdziwych czy zgoła fałszywych lub po prostu za zdrajców. Tak jest co roku. To pokazuje prawdziwą twarz aktualnego polskiego patriotyzmu i polskiej bezrozumnej dewocji, niemającej, poza sferą magiczno-symboliczną, wiele wspólnego z chrześcijaństwem i jego podstawowym przykazaniem, jakim jest przykazanie miłości bliźniego. Nic dziwnego, że większość mieszkańców dużych miast w dniu tego święta, jeśli tylko pogoda sprzyja, nie bierze w tych uroczystościach udziału, tylko jedzie za miasto na grilla.
Spędziłem 3 Maja na małopolskiej wsi. Już w ostatnich dniach kwietnia wieś była udekorowana flagami polskimi i papieskimi (jest nawet nowy model flagi papieskiej: żółto-biała z głową Jana Pawła II). Także płoty były udekorowane wstążkami z bibuły lub sznurami kolorowych, trójkątnych, plastikowych chorągiewek, jakimi w USA ogradza się parkingi komisów samochodowych. Przystrojenie wsi związane było z peregrynacją obrazu Chrystusa Miłosiernego oraz relikwii św. Faustyny i bł. Jana Pawła II, który to zestaw nawiedził właśnie ten dekanat. Po kilku dniach, na 3 Maja, w tej okolicy, co to we własnym przekonaniu słynie z patriotyzmu i w kolejnych wyborach niemal w 100% głosuje na PiS i Kaczyńskiego, biało-czerwona flaga powiewała z rzadka, na mniej niż co 20. domu.
W kościele ksiądz proboszcz mówił o święcie… ale Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej, błędnie zresztą sądząc, że Jan Kazimierz swe śluby czynił przed Matką Boską Częstochowską i to ją mianował Królową Korony Polskiej. Faktycznie śluby czynił we Lwowie, przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej, a królową mianował osobę, a nie jej konkretny wizerunek. Nie wymagajmy jednak od polskiego proboszcza zbyt wiele, jeśli idzie o znajomość historii czy teologii. Tę ostatnią też zresztą mamy własną, polską. Ogranicza się do bardzo wybiórczego, za to częstego cytowania Jana Pawła II, i to nie zawsze à propos.
W każdym razie o rocznicy Konstytucji 3 maja proboszcz nawet się nie zająknął.
W II Rzeczypospolitej pod tym względem było inaczej. Proboszczowie z parafianami szli w pochodach trzeciomajowych organizowanych przez władze państwowe. Podczas nabożeństw odprawianych w tym dniu (podobnie jak w każdą niedzielę!) wszyscy księża mieli wynikający z konkordatu obowiązek odmówienia modlitwy liturgicznej za pomyślność Rzeczypospolitej i jej prezydenta.
No tak, ale to było w czasach, kiedy konkordat z 1925 r. zobowiązywał papieża, by przed mianowaniem biskupa pytał prezydenta, czy nie widzi przeciwwskazań natury politycznej. Mało tego, każdy nowo mianowany biskup musiał składać na ręce prezydenta Rzeczypospolitej przysięgę wierności.
Przypomnę jej tekst: „Przed Bogiem i na Święte Ewangelje przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z zupełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucją, i że sprawię, aby szanowało go moje duchowieństwo. Przysięgam i obiecuję poza tem, że nie będę uczestniczył w żadnym porozumieniu ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu. Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa, będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą” (art. XII konkordatu z 1925 r.).
Powstająca po latach niewoli II Rzeczpospolita potrafiła zaangażować Kościół w budowanie autorytetu państwa. III Rzeczpospolita sama oddała pole. Biskupi ani prawnie, ani moralnie nie czują się zobligowani do lojalności wobec władz państwowych. Po endecku za nic mają państwo, któremu przeciwstawiają naród. A naród jest w dziewięćdziesięciu kilku procentach katolicki. Zatem to oni, biskupi, mówią w imieniu narodu. Władze państwowe słyszą od hierarchów, że rząd walczy dziś z Kościołem.
A przecież „obrona” Telewizji Trwam przeciw decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w którą zaangażowało się tylu biskupów – to nic innego jak kwestionowanie polskiego porządku prawnego. Nieśmiała zapowiedź likwidacji Funduszu Kościelnego wywołała wręcz histerię Kościoła. Niektórzy biskupi i „ich duchowieństwo” porównują nawet aktualną sytuację Kościoła z tą, w jakiej znajdował się on w czasach Gomułki.
Jako alternatywę zaproponowałbym taką sytuację, jaka była w czasach Wojciechowskiego, Piłsudskiego i Mościckiego. Zaproponujmy Kościołowi powrót do konkordatu z 1925 r.

Wydanie: 20/2012

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. mgodlew
    mgodlew 12 czerwca, 2012, 15:43

    Nie wiem, czy autor naprawdę chciałby przywrócenia konkordatu z 1925 r. – wprowadzał np. obowiązkową naukę religii. Nie rozumiem też, dlaczego działania w odniesieniu do telewizji „Trwam” to „kwestionowanie polskiego porządku prawnego”. Przecież w każdymm cywilizowanym państwie decyzje organów władzy podlegają zaskarżeniu (do wyższej instancji, do sądu etc.), a nawet decyzje ostateczne i prawomocne wolno krytykować.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy