Opera bez amoniaku

Opera bez amoniaku

Teatr Wielki w Warszawie zaprezentuje w nowym sezonie jedenaście premier operowych, z czego aż siedem to dzieła polskich twórców

Nowy sezon teatralny w warszawskiej Operze Narodowej ma być świadectwem przełamania kryzysu, który od kilku lat drążył tę scenę. Miał on swoje podłoże finansowe i personalne. Pisaliśmy o tym niejednokrotnie w „Przeglądzie”, sugerując, że przydałby się kaganiec finansowy, który pozwoliłby nie tyle ograniczyć wydatki, ile lepiej wykorzystać posiadane środki. Opera, która nosi miano Teatru Wielkiego, była i jest największą instytucją teatralną w Polsce, dysponowała i dysponuje nadal największym budżetem, zatrudnia też najwięcej ludzi. Te fakty wyznaczają zadania Opery Narodowej, ale też pokazują skalę problemów, z jakimi musi się zmierzyć kierownictwo ogromnego kombinatu artystycznego. Teatr Wielki w Warszawie zatrudnia dziś nieco poniżej 1000 osób i dysponuje budżetem ponad 60 mln zł.

Jak cię widzą…

Kiedyś było powodem do dumy to, że główna scena warszawskiego Teatru Wielkiego ma największe w świecie rozmiary. Teraz mniej zachwycamy się odległościami między prawą a lewą kulisą i łączną długością korytarzy, większą troską napawają warunki w gmachu i stan urządzeń, takich jak klimatyzacja. Dobrze, że w tym sezonie zostaną ukończone najpotrzebniejsze inwestycje podnoszące zarówno komfort i bezpieczeństwo, jak też estetykę Teatru Wielkiego. Do końca roku zostanie zainstalowana nowa klimatyzacja, która pozwoli zlikwidować dotychczasową archaiczną, zasilaną niebezpiecznym amoniakiem. Innym bardzo ważnym zabiegiem jest pełna renowacja frontu gmachu wykonanego z piaskowca, coraz bardziej nadgryzionego zębem czasu.
Na te działania inwestycyjne teatr otrzymał z resortu kultury przekraczające 1,5 mln zł dotacje celowe. Opera zabiega też o inne środki, np. 13 mln zł z Funduszu Norweskiego, które posłużyłyby do adaptacji Sal Redutowych na multimedialną salę koncertowo-konferencyjną oraz instalację w całym obiekcie dźwiękowego systemu ostrzegania. Powinna zostać też rozszerzona widownia Sali Kameralnej do 400 miejsc, a także stworzona oddzielna scena dla teatru marionetek. Dużą wagę przywiązuje się też do ożywienia ogromnego gmachu, który przez przeważającą część dnia straszył pustkami. Główny hol kasowy ma się otworzyć dla ludzi, którzy wcale nie muszą być miłośnikami opery. Tutaj prócz kas biletowych ma być duży sklep płytowy, a nawet pijalnia czekolady.

Pod znakiem Fausta

Najważniejszym jednak problemem jest działalność artystyczna Opery Narodowej. Tutaj nie wszystkie braki udało się już usunąć. Kryzys, jaki ogarnął balet, a charakteryzujący się m.in. ucieczką kilku wybitnych artystów, udało się zażegnać tylko częściowo. Na miejsce doświadczonych solistów sprowadzono już młode talenty, nawet z zagranicy, ale w całym sezonie odbędzie się tylko jedna premiera spektaklu baletowego, chociaż bardzo ważna i długo wyczekiwana. „Pan Twardowski”, balet Ludomira Różyckiego zaplanowany na kwiecień 2008 r., będzie nie tylko sprawdzianem dla odmładzanego zespołu, ale wpisze się też w temat przewodni całego sezonu, jakim będzie mit Fausta, który stanie się też powodem do zorganizowania małego festiwalu. Widzowie zobaczą popularną operę „Faust” Gounoda, „Fausta” Anderlego w wykonaniu teatru marionetek, „Mefisto” Boita w wykonaniu Opery Nova z Bydgoszczy, „Fausta” Radziwiłła w wykonaniu Teatru Wielkiego z Poznania i koncertowe wykonanie „Potępienia Fausta” Berlioza. Temat wiodący sezonu – który jest nową inicjatywą obecnego kierownictwa, Janusza Pietkiewicza i Ryszarda Karczykowskiego, uzupełnią jeszcze inne wydarzenia koncertowe, a kulminacją będzie wspomniany balet. Z braku środków nie udało się niestety zorganizować zapowiadanego jeszcze przez poprzednie kierownictwo studia operowego, które pomagałoby młodym śpiewakom nabrać pewności i rutyny oraz wspiąć się na wyżyny sztuki wokalnej. Oszczędności finansowe skłoniły jednak teatr do mądrej koncentracji na najważniejszych zadaniach artystycznych, wśród których priorytetem jest promocja polskiej twórczości.

Jedenaście premier

TW zaprezentuje w tym sezonie wyjątkowo dużo, bo aż 11 premier operowych, z czego aż siedem to dzieła polskich twórców. Zobaczymy dawno nieoglądaną „Hrabinę” Moniuszki, będą „Krakowiacy i Górale” Kurpińskiego, „Mandragora” Szymanowskiego, a także zupełna nowość, prapremiera opery dla dzieci Marty Ptaszyńskiej „Magiczny Doremik”. Zobaczymy rzadko wykonywany „Bunt żaków” Tadeusza Szeligowskiego – efekt współpracy trzech uczelni artystycznych – Akademii Muzycznej, Teatralnej i Sztuk Pięknych. Nawet sylwester w operze będzie na polską, a właściwie na staropolską nutę. Doprawdy, wszyscy malkontenci zarzucający Operze Narodowej zbytni kosmopolityzm i poniechanie edukacji patriotycznej będą musieli zmienić pogląd w tej kwestii. Teatr Wielki włącza się bowiem dodatkowo różnymi imprezami towarzyszącymi w obchody ważnych rocznic narodowych, takich jak Rok Szymanowskiego, Rok Piłsudskiego, Rok Jacka Kaczmarskiego, Rok Artura Rubinsteina, Rok Stanisława Wyspiańskiego, Rok Wojciecha Bogusławskiego, a nawet Rok Zbigniewa Herberta, któremu poświęcony będzie koncert pokazujący fascynacje muzyczne poety, a także specjalna wystawa. Aby pokazać, że Opera Narodowa wsłuchuje się w głosy publiczności, wszystkie przedstawienia w niedziele będą się zaczynać o godzinę wcześniej, czyli o 18.00.
Teatr żywy nie może zamykać się w gmachu, choćby najpiękniejszym. Musi się pokazywać publiczności poza swą siedzibą. Dobrym zwiastunem takiego podejścia są dwie nowe inicjatywy: Dzień Opery w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie – rodzaj szczególnej prezentacji artystycznej dla środowiska studenckiego oraz udział TW w Festiwalu Muzyczna Praga. Dwa uroczyste koncerty w listopadzie w bazylice na Kawęczyńskiej, z muzyką Krzysztofa Pendereckiego i Gustawa Mahlera, z udziałem znakomitego dyrygenta Jerzego Semkowa, będą z pewnością wydarzeniami, których nie zapomnimy długo.

 

Wydanie: 40/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy