Opłakane skutki eksportu demokracji

Opłakane skutki eksportu demokracji

Lekarstwem na dyktatorskie reżimy w Afryce i Azji miał być transfer demokracji w wydaniu amerykańskim. Ale efekt jest taki, że zamiast lekarstwa zafundowano społeczeństwom tych państw truciznę. Bo czy jest kraj, w którym USA odniosły sukces? Afganistan? Irak? Libia? Syria? Wszędzie narzucanie ustroju, którego nie chciano, bo nie pasował do tamtej rzeczywistości, zakończyło się klęskami. I pomnożeniem wcześniejszych problemów. Tam, gdzie przed wojną ginęły rocznie setki ludzi, dziś ginie tyle dzień w dzień. A Państwo Islamskie? Wyrosło przecież na pieniądzach i broni dostarczanej przez Zachód, który finansował opozycję antyrządową w Syrii. I teraz ta opozycja, już potężna i uzbrojona po zęby, zwróciła się przeciwko sąsiadom i Zachodowi. Łatwo przyszło zburzenie tego porządku, który choć dyktatorski, ale był. A to, co nastąpiło później, jest nieporównywalną katastrofą humanitarną. No i kto za to odpowiada? Czy burzyciele ponoszą jakieś konsekwencje swojej polityki? Czy granice USA są szturmowane przez tysiące zrozpaczonych uchodźców?

Warto też zwrócić uwagę, że tę tak swoiście rozumianą demokrację próbowano transferować nie tam, gdzie panowały najbardziej krwawe i odrażające reżimy, ale w miejsca, gdzie są surowce naturalne. Tak pożądane przez wszystkie mocarstwa. A my dostaliśmy kolejną lekcję realnej polityki. Lekcję zimnych interesów politycznych i ekonomicznych. Bez miejsca na sentymentalne użalanie się nad losami społeczeństw. Państwa i narody szczuje się na siebie, bo tak łatwiej nimi sterować, a i zarobić można na dostawach broni i kredytach.

W Sudanie od lat toczy się okropna wojna. Masowo wyrzynani są cywile, a świat ogranicza się do kolejnych rezolucji. Takich miejsc, gdzie władze mogą zrobić ze swoimi mieszkańcami wszystko, jest przecież wiele. Nie ma surowców, to i nie ma interwencji zwanej pomocą.

W Polsce mamy teraz wielką debatę nad uchodźcami. Jak mamy się zachować? Co i kto ma robić? Niewiele jest narodów, które w ciągu ostatniego stulecia miały tylu emigrantów co Polska. Doświadczenie mamy więc ogromne, ale nie widzę, by jakoś sensownie wpływało ono na nasze postawy. Gdy zimą 1982 r. tłumy Polaków koczowały w okropnych warunkach w Austrii, prezydent Reagan, ulubieniec polskiej prawicy, wysłał im piękne słowa i świąteczne paczki. Teraz inny prezydent USA zapowiada, że wpuści emigrantów. W symbolicznej liczbie. Amerykanie rozhuśtali parę państw tak, że ich ludność ucieka, gdzie może, i umywają ręce. Problem zostawili Europie. Czyli nam też.

Wydanie: 38/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy