A na Wiejskiej nic nowego się nie dzieje?

A na Wiejskiej nic nowego się nie dzieje?

Okazało się jednak, że rannego Kaddafiego dobito. Nowe władze libijskie zapowiedziały śledztwo i ukaranie winnych. Pod naciskiem ONZ i opinii światowej musiały przyznać, choć z trudem, że nawet krwawych dyktatorów się nie dobija. W tym kontekście spieszenie się ministra Sikorskiego z gratulacjami bezpośrednio po zabiciu Kaddafiego wypadło raczej głupio.
Teraz z uwagą będziemy śledzić rozwój liberalnej demokracji parlamentarnej w Libii. Zafascynowanie postępami demokracji w Iraku i Afganistanie powoduje, że nie przeszkadza nam nawet to, że w Arabii Saudyjskiej kobiety są traktowane gorzej od wielbłądów, że nawet prowadzenie samochodu jest im zabronione, a złamanie tego zakazu karane jest publicznym biczowaniem, zdrada małżeńska kamienowaniem itd. Nie przeszkadza nam też, że w królestwie tym żadnych instytucji demokratycznych nie ma i nawet marzyć o nich nie można. Ale Arabia Saudyjska jest w tym regionie głównym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i dlatego nikt o prawa człowieka w tym kraju się nie upomina, nie próbuje obalić tyranii, wręcz przez grzeczność jej nie zauważa. Z Libią, Irakiem czy Afganistanem było inaczej. Stany Zjednoczone prowadzą na Bliskim Wschodzie swoją politykę, mają tam swoje interesy, my żadnych. Po co udawać, że uczestniczymy w grze, której celów do końca nie znamy, nie rozumiemy, gospodarczo nie tylko, że na tym nie korzystamy, ale tracimy? Ponosimy koszty operacji wojskowych, szafujemy życiem swoich żołnierzy. Mieliśmy podobno odbudowywać Irak i nasze firmy miały na tym zarobić krocie. Nic z tego nie wyszło. Teraz mówi się, że będziemy robić podobne interesy w Libii. Zobaczymy.
*
Tymczasem nad Europą zbierają się chmury. Jeszcze nigdy strefa euro, a wraz z nią cała Unia Europejska nie była w tak dramatycznym położeniu. Jak to się skończy? Co będzie z Grecją? A co z całą Europą? Co z nami? W tych dniach ważą się nasze losy. Ale polską scenę polityczną i media zajmuje to średnio. Ważniejsze jest, czy Jarosław Kaczyński pozbędzie się z PiS Ziobry i co na ten temat sądzi czołowy intelektualista PiS, a przedtem kilku innych partii, Ryszard Czarnecki, który jest wciąż rozchwytywany przez media i od którego po raz kolejny Monika Olejnik próbuje bez skutku dowiedzieć się czegoś mądrego. Ważne jest także to, jaką myśl na temat antyklerykalizmu Palikota sformułował poseł Kłopotek i jak ją plastycznie przed kamerami przedstawił.
Do rangi problemu państwowego (dzięki głupim mediom!) urasta, czy posłanka Kempa jest „ziobrystką”, w jakim stopniu i co ją za to może spotkać. Faktycznie, strasznie to ważne.
Kluczowe dla losów Europy jest chyba także to, czy młodzi emeryci, prokuratorzy Święczkowski i Barski, pobierać będą swe zasłużone prokuratorskie emerytury i nie zostaną do Sejmu wpuszczeni, czy może wystarczy im uposażenie poselskie i będą mogli wejść na Wiejską.
Przedmiotem rozważań prokuratury, a w ślad za nią mediów i wielu polityków, jest związek przyczynowy między działaniami BOR a mgłą w Smoleńsku. W świetle kolejnych wypowiedzi polityków PiS ten związek wydaje się coraz bardziej oczywisty.
Pasjonującym tematem dla kilku stacji telewizyjnych była też mina Napieralskiego idącego na spotkanie z nowymi-starymi liderami Sojuszu.
Na tle tego ogólnego polityczno-dziennikarskiego błazeństwa Palikot jawi się jako polityk stateczny, jako mąż stanu właściwie.
Już dawno liczba tematów zastępczych nie była tak wielka jak teraz.
Właściwie nie wiadomo, dlaczego prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu aż miesiąc po wyborach, komu ten czas był potrzebny i do czego. Ten ustrojowy eksperyment pokazuje, że Polska przez dwa miesiące bez parlamentu i od miesiąca z rządem w stanie dymisji doskonale sobie radzi. To może faktycznie lepiej by było, gdyby prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu dopiero po Nowym Roku?

Sejm nie działa, a mimo to budynek na Wiejskiej pełen jest starych i nowych posłów, których jedynym zajęciem jest udzielanie wywiadów licznym stacjom telewizyjnym. Polska polityka żyje.
Korzystając z przerwy w pracach parlamentarnych, SLD próbuje się pozbierać po wyborach. Leszek Miller jest człowiekiem doświadczonym. Doświadczeniem państwowym mało kto, a już na pewno nie Grzegorz Napieralski, mógłby się z nim równać. To w końcu były szef resortu pracy, były szef MSW, na koniec premier, który wprowadził Polskę do Unii Europejskiej. Wreszcie Miller ma ogromne doświadczenie w pracy partyjnej. Jest z całą pewnością świetnym generałem, tyle że zupełnie bez wojska. Klub SLD, nie dość, że nieliczny, najmniejszy w dziejach, jest jeszcze merytorycznie słaby. Kalisz, Łybacka, Bańkowska to wciąż pierwsza liga, ale ilu jeszcze równie przygotowanych merytorycznie posłów ma dziś SLD? Dwóch? Trzech?
Kogo jeszcze SLD zdoła porwać? Liczenie na to, że Palikot będzie gwiazdą jednego sezonu, jest naiwne, jest jedynie pobożnym życzeniem. Palikot nie tylko uwiódł lewicowy elektorat i znaczną część elektoratu centrowego. On wciąż przyciąga. Jego pomysły bywają niedowarzone, ale są nowe, świeże. Tego ludziom brakowało. Poza tym w kwestii świeckości państwa to Palikot nadaje ton debacie publicznej. Podobnie jak w sprawach obyczajowych. Nieważne, że ma tylko 41 posłów i niczego w Sejmie nie przeforsuje. Jego siła polega na tym, że stawia jasno i otwarcie te problemy, których dotąd nikt nie miał odwagi postawić. A skoro problem został postawiony, zaczyna żyć swoim życiem, zapełnia debatę publiczną. Dodaje jej nieco świeżości, przez co przestaje ona być zatęchła. To się podoba młodemu pokoleniu. Z przyczyn biologicznych elektorat SLD będzie się kurczył. Z tych samych przyczyn elektorat Palikota będzie rósł. Za cztery lata do urn pójdą cztery kolejne roczniki. Roczniki wychowane w atmosferze debaty, którą rozpoczyna dziś Palikot. Wszystko zależy teraz od tego, czy nie zmarnuje on tej szansy. Jeśli zbierze grono sensownych doradców, jeśli nauczy się punktować w innych dziedzinach równie dobrze, jak to robi w dziedzinie obyczajowej, następne wybory wygra! Mam nadzieję, że z czasem zmieni też dziwaczną nazwę partii. Do listy megalomańskich i hurapatriotycznych nazw partii (PJN czy PiS pod tym względem należą do europejskiej czołówki) dopisał nazwę dziwaczną, dwuznaczną i jak mówią na wschodzie, nieco durnowatą: Ruch Palikota. Chyba nigdzie na świecie, nawet w najbardziej egzotycznych państwach Oceanii, nie ma partii, która oficjalnie miałaby w nazwie nazwisko lidera. No ale u nas wszystko jest jakieś inne.

Wydanie: 44/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy