Opluwanie Kamińskiego

Opluwanie Kamińskiego

Córka autora „Kamieni na szaniec” walczy p dobre imię ojca, którego nazwisko znalazło się na liście Wildsteina

Na cmentarzu Powązkowskim przy grobie Aleksandra Kamińskiego w 27. rocznicę jego śmierci spotkali się uczniowie i harcerze. Wspominali wspaniałego człowieka, bohatera Szarych Szeregów, autora „Kamieni na szaniec”. W tym czasie jego córka, prof. Ewa Rzetelska-Feleszko, rozdawała kopie zaświadczenia z IPN, że Kamiński ma status pokrzywdzonego. – Nie spodziewałam się, że w rocznicę śmierci mojego ojca przyjdzie mi bronić jego dobrego imienia – mówi.
Gdy Bronisław Wildstein upublicznił słynną już listę nazwisk z IPN, okazało się, że figuruje na niej osoba o nazwisku Aleksander Kamiński. Prof. Ewa Rzetelska-Feleszko całą sprawę kwituje: – Anarchia i bezprawie. Gdyby ktoś zdecydował się wytoczyć panu Wildsteinowi proces cywilny, przyłączyłabym się do takiego wniosku.
Prof. Rzetelska-Feleszko zna dobrze życiorys ojca. Wie, że niemal do jego śmierci w 1978 r. interesowały się nim służby bezpieczeństwa. Dlatego gdy tylko Instytut Pamięci Narodowej oświadczył, że będzie udostępniał dokumenty, uznała, że powinna poznać teczkę ojca. W 2003 r. otrzymała oficjalny dokument potwierdzający, że Aleksander Kamiński ma status osoby pokrzywdzonej. Natomiast człowiek o tym samym imieniu i nazwisku figuruje w archiwach pod pseudonimem „Wódz”, a w poszerzonej wersji listy przy jego danych jest adnotacja: „akta osobowe”. Oznacza to, że chodzi o funkcjonariusza albo pracownika organów bezpieczeństwa.
Jednak zbieżność nazwisk jest dla pamięci bohatera Szarych Szeregów bezlitosna. – W społeczeństwie pokutuje krzywdzące przekonanie, że nikt nie trafił na listę bez powodu i że każdy z listy to człowiek SB – tłumaczy prof. Ewa Rzetelska-Feleszko, która zaczęła w tej sprawie pisać do gazet. Zwróciła się też o pomoc do rzecznika praw obywatelskich. – Zgadzam się całkowicie z opinią prof. Andrzeja Zolla, że upowszechnienie tej listy to zwykłe bezprawie. Jednak rozmowa oko w oko z panem Wildsteinem nie miałaby większego sensu. To byłby dialog ludzi z dwóch różnych planet – dodaje. I zapowiada, że dalej będzie rozdawała kopie pisma z IPN. Chce, żeby trafiły do każdej szkoły lub drużyny harcerskiej noszącej imię Aleksandra Kamińskiego. – Ale wyrządzonego zła już się nie cofnie. Czuję bezsilną złość w stosunku do sprawcy całego zamieszania. A najbardziej idiotyczne jest to, że bronić trzeba bohatera.

 

Wydanie: 12/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy