Opowieści spod krzyża

Opowieści spod krzyża

Z symbolami religijnymi spotykamy się na każdym kroku. Czy pomagają one łagodzić obyczaje?

Czy Polska jest krajem wyznaniowym, czy nie? Formalnie nie, faktycznie w znacznym stopniu tak. Problem w dużej mierze leży w powszechnej świadomości ludzi, którzy postrzegają symbole religijne jako neutralne, naturalne bądź „przezroczyste”. Krzyż wisi w Sejmie. Czy to znaczy, że kraj jest wyznaniowy? Czy tylko, że wszyscy obywatele III RP wykazują sentyment do tego symbolu? Czy że wszyscy zgadzają się na wartości, jakie on reprezentuje? (A jakie właściwie dziś w Polsce?). Krzyże wiszą w szkołach, aptekach i salach szpitalnych – nie katolickich, tylko państwowych. Konstytucja mówi o osobności państwa i Kościoła, lecz niewiele to znaczy, bo tu bardzo wiele znaczących rzeczy nic nie znaczy.

Ploteczki

Do niedawna w mojej okolicy był taki staroświecki sklep z mięsem – mięso po części rąbano na miejscu i wielu ludzi, w tym ja, kupowało tam jedzenie dla swoich psów i kotów. Przy drzwiach na zaplecze stał klasyczny pieniek do rąbania mięsa, w którym tkwił tasak, a nad wejściem, nad pieńkiem, tasakiem i zazwyczaj jakimś ciemnoczerwonym ochłapem wisiał krzyż z Chrystusem, a poniżej Papież. Zapamiętam też posterunek policji na Bielanach, gdzie krzyż, dwa razy taki jak godło państwowe, wisiał ponad orłem, a pod orłem i krzyżem stała pani w mundurze, bardzo wściekle nieżyczliwa. Miałam nieprzyjemność zgłaszać tam fakt, że mi ukradziono torbę, i zapewniam, że krzyż nie łagodzi obyczajów. Niedawno usłyszałam od znajomej, której krewna pracuje w drukarni, że pewien wytwórca obornika zamówił tam nalepki z wizerunkiem Papieża na ów obornik. Ktoś mu perswadował, że nie jest to dobry pomysł, ale nie wiem, jak się skończyło. W dniu pogrzebu Papieża, kiedy w telewizji patrzyłam na ulice Rzymu pełne polskich flag narodowych (ktoś umocował biało-czerwoną flagę na kilkumetrowej żerdzi i tak płynęła w tryumfie nad ulicami), wyglądało to tak, jakby część tych ludzi pojechała tam nie na pogrzeb, ale na mecz piłkarski Polska-świat. W telewizji wysłuchałam kiedyś rozmowy z pewnym studentem z Krakowa, który przeprowadził akcję zapalania świateł w oknach akademika, tak żeby się układały w kształt krzyża. Lecz cóż, nie było łatwo, poskarżył się reporterowi, niektórzy studenci nie chcieli uczestniczyć w akcji, mówili, że to szopka lub że są niewierzący. – Tak się chcieli wyróżnić – rzekł ów student, jakby komentował zachowanie dzieci, które dla wyróżniania się założyły sobie majtki na głowę. Ale ponieważ światła w oknach paliły się w końcu w kształt krzyża, więc udało się sprawić, żeby nikt się nie wyróżniał, jak widać. Co chyba jest też najbliższym politycznym celem nacierających partii.

Dr Freud i krzyż

Do niedawna zajmowałam się także reanimacją psychiczną mojego przyjaciela, Romana, który od kilku lat chodzi na terapię. Przynajmniej raz w tygodniu zasiadał w fotelu w gabinecie mądrej pani Renaty, a następnie razem dochodzili do wniosku, że jego okołoczterdziestoletnie dzieje niezupełnie są takie, jak mu się wydawało, raczej smutniejsze, i Roman usiłował z pomocą pani Renaty jakoś się uporać ze swoją przeszłością i teraźniejszością. Robił to (a nie jest wierzący), mając za plecami krzyż wiszący nad drzwiami gabinetu, a przed sobą portrecik dr. Freuda. Z rzadka, może dwa, trzy razy na cztery lata, przy okazji jakiejś rozmowy poczynił uwagę, że krzyż nie powinien chyba wisieć w gabinecie terapeuty, skoro nie jest to terapia katolicka (w katolicką terapię Roman nie wierzy), ale na darmo, gdyż terapeutka interpretowała jego uwagi jako agresję wobec siebie, a nie jako wyraz jego światopoglądu. Terapia jest wszystkożerna i wszystko włączy w obieg interpretacji. Tak czy owak w czasie owej żałoby Roman poczynił wobec pani Renaty uwagę, że np. szalikowcy i ich ślubowania cieszące się uwagą mediów wydają mu się żałosne i że kiedyś, gdy włączył radio, znalazł się w tekście Lejzorka Rojtszwanca (Lejzorek usłyszał od polskich rotmistrzów na granicy, że zrodzili Kopernika i Szopena), a Roman w radiu dowiedział się, że naród zrodził Papieża. Choć najwyraźniej zrodziła go jego matka. Krzyż jednak, jak zauważył Roman, zawieszony w pierwszym akcie na ścianie, w ostatnim wypali. I wypalił, bo tych zwierzeń Romana pani Renata nie zniosła. Rozsierdzona z języka psychoterapii przeszła na język wartości wyższych i powiedziała osłupiałemu Romanowi, że tak oto odwraca się on od dobra. – A co jest tu dobrem? – spytał mój biedny przyjaciel. – Integracja – rzekła pani Renata. Roman powiedział jej, że nie uważa, by każda forma integracji wokół każdej idei była dobrem. (Nie wiedział zresztą wtedy, że pono w publicznym Radiu BIS zawieszono dyrektora, ponieważ tydzień po śmierci Papieża radio transmitowało z warszawskiego klubu Le Madame dyskusję o papieżu, w której integrowały się niewłaściwe osoby: ateiści, feministki, lewicowcy, geje, lesbijki, księża i młodzież katolicka). Pani Renata, ginąc w obronie krzyża i stada przeciw Romanowi, powiedziała mu dalej, że jeśli ma problem z poczuciem wykluczenia, to dlatego, że sam się wyklucza, a przecież zawsze może znaleźć się w jakiejś większościowej organizacji. Żadne jednak takie – poza dawniej PZPR, a dziś Kościołem – nie narzuciły się Romanowi. Tymczasem pani Renata mówiła do niego językiem Wyższych Wartości do niższych i byle jakich, wychylając się jak pan Hyde z dr. Jekylla. Roman wyszedł od niej w szoku, czując się dotknięty do żywego i sądząc, że już nie wróci. Ale wrócił, w zasadzie po to, żeby jakoś lepiej się rozstać z panią Renatą. Przeprosił ją za to, co ją mogło dotknąć, a co nie było przez niego zamierzone, a ona jego za to, co było zbyt ostre. Pani Renata, jak to profesjonalistka, powiedziała mu, że konflikt między terapeutą a pacjentem (klientem) jest konieczny i cóż, ludzie się czepiają o różne rzeczy. Spróbujmy jeszcze porozmawiać o tym konflikcie, powiedziała. Na pewno nie bez racji. Jeden pacjent, objaśniła, miał jej za złe bladoróżową apaszkę, pacjentka portrecik Freuda, a ktoś inny obrazek na ścianie. A pan czepia się krzyża.

Quiz

O czym tu gadać na warszawskim bruku? Że nie widać tu różnicy między symbolem światopoglądowym, religijnym a innymi rzeczami?
Nie widać, więc pora na quiz. Oto pytania: Czy to apaszki rządziły królestwami i pobierały sążniste podatki? Czy odbijały z rąk niewiernych Jerozolimę? Czy paliły na stosach heretyków i wydawały indeksy? Czy to obrazki głosiły setkami lat z ambon, że Żydzi są narzędziem szatana i że ukrzyżowali Jezusa, a kobiety są podległe wobec mężczyzn z woli Najwyższego? A skoro przy Żydach jesteśmy: czy to dr. Freudowi kłaniał się cesarz w Canossie? Czy to na jego terapeutów płacimy podatki, choć sami wolimy terapeutów Mindella, gestalt lub w ogóle nie chodzimy na terapię? Czy to symbole freudyzmu widziała autorka niniejszego nad flakami w mięsnym i nad godłem państwowym w komisariacie?
Czekamy na prawidłowe odpowiedzi. Nagrodą będzie poczucie integracji.

Autorka jest filozofką, poetką i pisarką (używa literackiego nazwiska Keff), feministką. Prowadzi na tzw. Gender Studies na UW, w Collegium Civitas i na innych uczelniach zajęcia dotyczące mediów, dyskursu publicznego, literatury i filmu

 

Wydanie: 23/2005

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy