Niedoceniony MFR

Niedoceniony MFR

Czego zabrakło w rozmowie o Okrągłym Stole

25-lecie Okrągłego Stołu i jego historycznych następstw wywołało zwyczajowo rocznicową dyskusję o źródłach, problemach i bohaterach tych wydarzeń. Bohaterach w większości wciąż aktywnych, ale już rzadziej dostrzeganych na arenie publicznej. Tym ciekawsza wydawała się debata panelowa zorganizowana przez wicemarszałka Sejmu Jerzego Wenderlicha – przy wielkiej frekwencji – w Sali Kolumnowej Sejmu. (Zapomina się najczęściej, że nosi ona imię Kazimierza Pużaka, bo choć to bohater walki o Niepodległą z caratem, hitleryzmem i bolszewizmem, skazany w Moskwie w procesie 16 przywódców Polski Podziemnej, a tragicznie zmarły w więzieniu Polski Ludowej, od kolebki do śmierci był socjalistą. A współczesne media i nawet niektórzy naukowcy nie odróżniają socjalizmu od komunizmu).
We wspomnianym panelu wzięli udział Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller i Stanisław Ciosek, reprezentujący przed 25 laty stronę rządową, oraz Adam Michnik i Andrzej Wielowieyski, zasiadający przy Okrągłym Stole z ramienia wtedy właśnie oficjalnie uznanej opozycji. W tym samym dniu, w rocznicę rozpoczęcia obrad, odbyła się również dyskusja historyków w Pałacu Prezydenckim, ale media o żadnym z tych wydarzeń nie wspomniały. Ogłupiający jazgot dziennikarzy i parlamentarzystów o zwalnianym po odbyciu kary pedofilu mordercy zgłuszył na wiele dni myślenie.
Dopiero historiozoficzny w wyrazie wywiad, którego red. Krzysztofowi Pilawskiemu udzielił na łamach „Przeglądu” jeden z najważniejszych uczestników obrad Okrągłego Stołu, prof. Janusz Reykowski, wprowadził na forum publiczne ton prawdziwej mądrości i świeżości myśli.
Nie podejmując się więc relacjonowania ciekawego panelu w Sali Kolumnowej (nie było tam także czasu na udzielenie głosu słuchaczom), chcę teraz przedstawić trzy ogólniejsze uwagi, których, jak mi się wydaje, zabrakło w rozważaniach o Okrągłym Stole.

1. Sądzę, że do sporu o to, czy historyczną zmianę ustrojową zapoczątkował Okrągły Stół w roku 1989, czy festiwal „Solidarności” w latach 1980-1981, trzeba z punktu widzenia historyka dodać uwagę, że proces przygotowania Polski i Polaków do demokracji i nowoczesności oraz do otwarcia na świat i Europę rozpoczęły już przemiany Października 1956 r. To one zdecydowały, że byliśmy w Europie, nazywanej wówczas Wschodnią, liderem wielkiej zmiany ustrojowej. W dodatku wprowadzanej poprzez ewolucyjne przemiany świadomościowe i cywilizacyjne, a nie awantury i rewolucję. W tej wielkiej szkole myślących Polaków ogólnie dostępnymi podręcznikami były m.in. wielkonakładowe tygodniki, takie jak „Polityka” Mieczysława F. Rakowskiego, „Przekrój” Mariana Eilego i „Tygodnik Powszechny” Jerzego Turowicza i Stanisława Stommy, oraz cała polska kultura ponad trzech popaździernikowych dekad (z czarną dziurą Marca 1968 r.), jej twórcy i instytucje. To czasopisma, książki, filmy i coraz powszechniejsze podróże zagraniczne otwierały przed Polakami nowe horyzonty. Polska kultura, jej twórcy i ich dzieła, budziła też zainteresowanie Polską w świecie. A nade wszystko nabieraliśmy wtedy nawyku myślenia i poruszania się w trudnej szkole polskiej racji stanu, tak jak ją rozumieli wspólnie Władysław Gomułka, kard. Stefan Wyszyński i wszyscy ich następcy. Także Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki.
Przecież dopiero nasze wstąpienie do Unii Europejskiej pozwala – i to z pewną ostrożnością – widzieć polską rację stanu w innych, o ileż pomyślniejszych uwarunkowaniach.
Konstytucja Rzeczypospolitej to wielkie osiągnięcie tego procesu, także kompromisu wypracowanego przy Okrągłym Stole i późniejszego porozumienia jego kontynuatorów – przede wszystkim Aleksandra Kwaśniewskiego i Tadeusza Mazowieckiego. Wreszcie Polska w Unii Europejskiej to chyba ostatnie ogniwo łańcucha, w którego zwieńczeniu wielką rolę odegrał, obok liderów politycznych nowej Rzeczypospolitej, papież Jan Paweł II, tym razem jako kontynuator w Polsce linii prymasa Stefana Wyszyńskiego.

2. Jest rzeczą charakterystyczną, że przy Okrągłym Stole najmniej mówiono o kwestii najważniejszej dla historycznej tożsamości narodu i jego wielkości – o kulturze. Nie było w tej sprawie oddzielnego podstolika. Nie było bowiem o co się spierać. Kultura, jej twórcy i ich środowiska oraz instytucje zapewniające powszechność uczestnictwa w kulturze (łącznie z programem inicjacji kulturalnej w szkole) – wszystko to znajdowało się w stanie najlepszym z dotychczasowych. Środki materialne do ich dyspozycji były większe niż kiedykolwiek, a cenzura i celno-policyjne ograniczenia obiegu wartości kulturalnych zostały w praktyce zniesione wiele miesięcy przed Okrągłym Stołem. Autorytet twórców i ich organizacji środowiskowych był zaś w ciągu dekad Polski Ludowej nieporównywalnie wielki w stosunku do stanu obecnego.

3. Trudno wreszcie zgodzić się z tym, że spadkobiercy obu stron Okrągłego Stołu, dyskutując dzisiaj, pomniejszają rolę jednego z głównych twórców tej wielkiej polskiej zmiany – Mieczysława F. Rakowskiego. O roli „Polityki” w przygotowaniu społeczeństwa do nowoczesności, demokracji i Europy już wspomniałem. To także Rakowski i „Polityka” w roku 1968 nie pozwolili narzucić sobie haniebnego udziału w antysemickiej nagonce. Ale Rakowski jako człowiek władzy w Polsce lat 80. odegrał rolę nie mniejszą. To ten sam odważny Rakowski, już jako szef rządu PRL, uczestniczył w premierze sztuki Václava Havla w warszawskim teatrze. Havla, który wówczas siedział jeszcze w czechosłowackim więzieniu. „Gazeta Wyborcza” nie lubi pamiętać ani o tym pierwszym, ani o tym drugim.
To także Rakowski jako premier otworzył drogę największym przemianom gospodarczym i cywilizacyjnym – wprowadził pełną swobodę przedsiębiorczości, dał wszystkim obywatelom paszporty, zagwarantował swobodę słowa i twórczości.
To prawda, że wydawało mu się, że potrafi wyprowadzić polską gospodarkę z kryzysu i przeobrazić jej strukturę, podczas gdy nie miał dostatecznego doświadczenia ekonomicznego i pozbawił się z własnej woli pomocy najwybitniejszych działaczy polityczno-gospodarczych obozu rządowego (prof. Władysława Baki i Zdzisława Sadowskiego), a najwybitniejszy umysł gospodarczy strony solidarnościowej, prof. Witold Trzeciakowski, odmówił objęcia funkcji wicepremiera w jego rządzie. (Odmówił, niestety, odegrania tej roli także w rządzie Mazowieckiego, otwierając drogę Leszkowi Balcerowiczowi i jego radykalizmowi).
Prawda też, że nie było Rakowskiego bezpośrednio przy Okrągłym Stole, tak jak nie było Wojciecha Jaruzelskiego, do którego przecież należał głos ostateczny i decydujący. Ale to oni dwaj zdecydowali o przebiegu plenum Komitetu Centralnego, na którym przezwyciężono opór betonu i uznano legalność „Solidarności”, najważniejszy warunek porozumienia okrągłostołowego. I właśnie Rakowskiemu prezydent Jaruzelski powierzył funkcję premiera, mimo że aspirował do niej gen. Czesław Kiszczak, a „służby” i twardogłowi dokonywali niemałych wysiłków, by kandydaturę Rakowskiego na premiera, potem zaś I sekretarza KC, utrącić. I to Jaruzelski z Rakowskim i Kiszczakiem zdecydowali o jednoznacznym przyjęciu werdyktu wyborców, którzy opowiedzieli się za zmianą władzy, za przejściem od Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej do Rzeczypospolitej Polskiej.
Rakowski jednak chciał porozumienia partnerskiego z opozycją i, zgodnie z umową okrągłostołową, kilkuletniego okresu przejściowego, a nie sytuacji, w której umowa przestaje obowiązywać, bo zwycięzca wyborów bierze wszystko. Chodziło przecież o kompromis prawdziwych partnerów politycznych w sprawie władzy, a nie porozumienie o obustronnej abolicji.
Nie dziwię się, że tego nie rozumieją zakochani w sobie i przez to coraz bardziej frustrujący się, bo upokarzani przez Dorotę Kanię, przyzwyczajeni do roli wyroczni, a używający podobnych do Kani metod, instrumentów i obyczajów, dziennikarze i dziennikarki „Gazety Wyborczej”. Ale to, co w skądinąd interesującym serialu o Okrągłym Stole wymyślił w „Trybunie” red. Andrzej Golimont, robiąc z Rakowskiego hamulcowego w reformatorskich wysiłkach gen. Kiszczaka, musi zastanawiać.

Wydanie: 10/2014

Kategorie: Opinie
Tagi: Andrzej Kurz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy