Opóźniony pociąg przyśpieszony

Kraj żył paradami oraz imprezami towarzyskimi. Na imieninach Wałęsy spotkali się prezydenci były i obecny, kandydaci na prezydenta z prawicy i jeden z lewicy, co od początku kandyduje i mówi, że chce urząd objąć, bo wie, czego krajowi trzeba. Był także ten, który chciałby startować, ale boi się, choć przecie myśliwy, nie powinien być strachliwy (brr, może nawet strzela do saren!); daje się prosić jak jaka dziewica. Głuchy nawet na wezwanie Czarzastego pozostanie? Certoli się, jednak zaczyna się powoli łamać, bo listy od narodu dostaje! Jak jaki zbawca.
Ostatnio, czekając na peronie, usłyszałam zapowiedź: „Opóźniony pociąg przyśpieszony odjedzie z toru…”. Od razu pomyślałam, że to wypisz wymaluj jak nowe trendy w SLD, bardzo przyśpieszone, choć sporo spóźnione. Młodość przejęła ster trochę zbyt późno. Może gdyby przyjazne, bo chyba nie wrogie przejęcie – jak sugerują niektórzy starzy wyjadacze – nastąpiło rok wcześniej, nie byłoby schizmy i tej całej kołomyi z kandydatem typu „nie chcem, ale muszem”, to już przerabialiśmy, a lewica powinna znać Marksa, młodszym czytelnikom wyjaśniam, że nie chodzi tu o firmę Marks & Spencer, lewica musi wiedzieć, że „historia się powtarza, lecz już tylko jako farsa”.
Żona tego, co musiał, choć nie chciał, Danuta Wałęsowa, witała gości w białym kapeluszu, wyglądała niczego sobie. Jolanta Kwaśniewska, szczupła w czerni, nawet bez kapelusza śliczna, robiła dobre wrażenie. Dlatego stawiam dziewięćdziesiąt pięć na sto, że wysoka komisja nie zaprosi jej przed swoje tragikomiczne oblicze, bo zdaje sobie sprawę, że transmisja z przesłuchania nabije dodatkowych punktów prezydenckiej parze.
W polityce było i śmiesznie, i strasznie. Z jednej strony, to co zawsze: komisje, groźne miny, fukania, teczki, insynuacje. Pajęczyna pomówień oplata wszystko jak spójny system urojeń w mózgu schizofrenika. Tak w każdym razie wyglądają umysły niektórych członków komisji. Sprawa premiera Belki jest tu dobitnym przykładem. Każdy uczony wyjeżdżający za granicę podpisywał jakiś papier, były nawet specjalne kwestionariusze, które należało wypełnić: z kim się spotykał, jaki był przedmiot rozmowy. Wpisywało się tam temat konferencji i osoby biorące w niej udział. To samo dotyczyło artystów oraz wszystkich wyjeżdżających na dłużej. Oczywiście, nieuki o tym nie wiedzą, dziwię się jednak profesorom czy ludziom z IPN-u, którzy zachowują się tak, jakby urodzili się dziś rano. Jednym słowem, czeski film, nikt nic nie wie.
Oprócz parady pierwszych naiwnych odbywały się także parady uliczne. Wiadomości TV ustami swej prezenterki zauważyły, że „warszawiacy odetchnęli z ulgą” podczas parady normalności. Pokazano nam grzecznych, ostrzyżonych krótko chłopców, niewiele dziewcząt, kilkoro dzieci, w tym dwoje Romana Giertycha. Ja widziałam „w realu” czarny od sił mundurowych plac Trzech Krzyży; policja chroniła demonstrację normalności przed nią samą, bo na chodnikach nikogo nie było. Manifestacja Wszechpolaków trafiła przypadkowo na wychodzącą z kościoła młodą parę. Wiwatowali na jej cześć, odśpiewali sto lat. Taki miły dla oka przekaz podała publiczna TV. W TVN 24 młodzi małżonkowie wypowiedzieli się do kamery, że homoseksualiści im nie przeszkadzają. To było tylko jedno zdanie, ale jakże istotne, jak bardzo zmienia wymowę tej rodzajowej sceny, prawda?
A jednak grozą powiało. Zwłaszcza wypowiedzi zapowiadające, że gdy tylko „MY” weźmiemy władzę, to zdelegalizujemy, nie pozwolimy itd., niekoniecznie wpłynęły uspokajająco na tych, którzy śledzili całą tę aferę sprowokowaną przez Kaczora. Można było usłyszeć o tym, kto potrafił sobie poradzić z „pedałami”, a mianowicie o Adolfie Hitlerze, jako mężu opatrznościowym. Adolf nie najlepiej skończył.
Czy prywatna telewizja może pozwolić sobie na taki przekaz, bo nie boi się zmiany warty? Władzy duo Kaczorów i zapowiadanej przez nich IV Rzeczypospolitej? Czy naród chce jej, czy nie chce, nie ma znaczenia, będzie ją miał. Przeprowadzanie staruszek przez jezdnię siłą, kierowanie „pedałów” na przymusowe leczenie. Społeczeństwo złożone z równych i równiejszych.
Platforma przestraszyła się, że straci swój inteligencki elektorat, jeśli będzie rywalizowała z PiS-em o palmę pierwszeństwa w straszeniu ludności, jeżeli będzie szła rakiem do tyłu, jak Kaczory z łbami i dziobami odwróconymi w przeszłość. To oglądanie się do tyłu, w mroki PRL-u, nosi znamiona nerwicy natręctw, jakiegoś kompulsywnego węszenia i rozliczania. Dla niektórych władza polega na zemście za krzywdy prawdziwe i domniemane. By rządzić dużym krajem, trzeba tej zemsty się wyrzec, ale bracia Kaczyńscy zjeżdżają po nasmarowanej mydłem równi pochyłej, nie mogą się zatrzymać. Wydaje się, że chcą wyrwać Wszechpolaków Giertychowi, bo silne paramilitarne oddziały to łakoma rzecz w walce wyborczej. Tym można wytłumaczyć skwapliwą zgodę Lecha Kaczyńskiego na paradę normalności oraz stronniczy komentarz. Prezenterka myśli, że nowi, prawicowi władcy zostawią ją za zasługi! Nie zostawią nikogo, bo mają swoich.
Rozumiem, że w demokratycznych krajach istnieją skrajnie prawicowe odłamy, różne ugrupowania lepenowskie i inne, ale żeby u nas publicznie powoływać się na Hitlera, w kraju, który przeżył wojnę, a jako naród słowiański stał w kolejce do zagazowania, po „Żydach”, „pedałach”, „Cyganach”, „psychicznych”, tego nie spodziewałam się w najbardziej koszmarnych snach.
Warszawiacy odetchnęli z ulgą, bo ich po prostu nie było. Wyjechali na zieloną trawkę, odpoczywali od polityki teczek, nienawiści i odrażającej głupoty polityków. Idzie kanikuła, miejmy nadzieję, że dni będą pogodne i że nie tylko warszawiacy, ale cały kraj odetchnie, zregeneruje się przed wyborami.
Czekamy na kolejną paradę. Prezydent Warszawy powinien sam sobie wydać na nią zgodę. Już widzę ten wesoły pochód ruszający sprzed Sejmu! Na czele z racji usposobienia i wysokiego urzędu bracia Kaczyńscy, za nimi Rokita z transparentem: „Nicea albo śmierć!”. Dalej Giertych z dziecięciem na ręku i hasłem: „Chłopak dziewczyna normalna rodzina!”, za nim różni trąceni posłowie oraz posłanki, dalej najbardziej zażarci członkowie komisji, pod wodzą Macierewicza i Wassermanna, niosą transparenty, szturmówki, teczki i kukły agentów. Defilują przed trybuną! Pochód kończy się, każdy dostaje na papierowym talerzyku Burger Kinga i coca-colę, zamiast jak w PRL-u parówki z musztardą i oranżadę. Jest tylko jeden problem – jak nazwać tę paradę?

Wydanie: 26/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy