Oscar dla Zielińskiego

Oscar dla Zielińskiego

Policjant to w Polsce zawód dla masochistów. Jakkolwiek by się człowiek starał, i tak ma przerąbane. A to go zlustrują, a to obetną emeryturę pod pretekstem dezubekizacji, a w najlepszym razie sponiewierają i ośmieszą. Bo zawsze trafi się taki gość jak Jarosław Zieliński, wiceszef MSWiA. W PRL byłby może nawet dzielnicowym. Ale nie po to „dobra zmiana” wzięła wszystko, by taki Zieliński nie pożył sobie po pańsku. Naoglądał się chłopina różnych komedii i postanowił rozerwać też swoich podwładnych. Naczelnika wydziału prewencji z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku Macieja Zakrzewskiego obsadził w prestiżowej roli. Sypał konfetti z helikoptera. To była rola główna, bo naczelnik musiał celnie sypnąć konfetti na ministerialną główkę Zielińskiego. Policjantów z Podlasia wiceminister obsadził w roli chłopów pańszczyźnianych. Osobiście wycinali z kartonu biało-czerwone kwadraciki. Zabytkową armatę Zieliński zaszczycił dotknięciem ministerialnej ręki. I wystrzałem. Koszty wypożyczenia armaty pokryli widzowie. A na deser był chór. Grupa seniorek Sen Hawajów tańczyła przed bonzą. Tylko groupies nie było.

Wydanie: 51/2016

Kategorie: Aktualne, Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy