Oszukał już 87 razy… Kiedy przestanie?

Oszukał już 87 razy…  Kiedy przestanie?

Dla wielu ludzi w PiS Morawiecki to bankster wysługujący się obcym

Ta kampania jeszcze trwa, ale już można powiedzieć, że przejdzie do historii. Nie zdarzyło się bowiem wcześniej, żeby tak kłamano. Żeby kłamstwo było chlebem powszednim. I na dodatek żeby w tym dziele mijania się z prawdą wyróżniał się premier rządu RP – Mateusz Morawiecki.

No i jeszcze jedno – żeby premier, wyrokiem sądu, musiał kłamstwo prostować.

Warto przypomnieć to wydarzenie. Podczas wizyty na ziemi lubuskiej, gdzie otwierał odcinek drogi ekspresowej S3, Morawiecki przemawia tak: „Pamiętacie, jak nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty? Pamiętacie coś takiego? Nie było ani dróg, ani mostów”, mówił z zapałem. A potem: „Żeby nie być gołosłownym, powiem tak: nasi poprzednicy, których nasi przyjaciele z kartkami chcieliby z powrotem zaprosić do władz, (…) przez osiem lat wydali 5 mld na drogi lokalne. To tyle, ile my wydajemy w ciągu jednego do półtorej roku”.

Ta wypowiedź skończyła się nie tylko zalewem memów, ale i pryncypialną reakcją Platformy Obywatelskiej, która zdecydowała się oddać sprawę do sądu, w trybie wyborczym. I właśnie ją wygrała. Premier musiał zamieścić w mediach oświadczenie.

Ukazało się ono w czwartek wieczorem, przed „Faktami” TVN i „Wiadomościami” TVP. „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 r. podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej” – odczytała lektorka oświadczenie szefa rządu.

Niewątpliwie chwały Morawieckiemu to nie przyniosło. Zwłaszcza że trudno uznać słowa o drogach za wpadkę. Premier mija się z prawdą regularnie i bez wstydu. PSL założyło mu nawet licznik, „Mateuszek kłamczuszek”, który rejestruje jego kłamstwa. Peeselowcy doszli już do 87 takich przypadków.

O kłamstwach premiera piszą gazety, wyliczają je portale. Kłamstwa na temat VAT, uchodźców, polskiej gospodarki, prywatyzacji, Horteksu itp. Można wyliczać i wyliczać…

Co więc się stało, że Mateusz Morawiecki regularnie kłamie, nie bacząc na to, że wszystko przecież można sprawdzić? I że to zostanie sprawdzone? Odpowiedzi jest kilka.

Kłamie, bo PiS tak ma

PiS wyrosło na kłamstwie. Kłamstwo smoleńskie dało tej partii siłę, pozwoliło przetrwać trudny czas i rozwinąć się do roli największej partii opozycyjnej w kraju. Wbrew oczywistym faktom Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz wmawiali ludziom teorię o spisku, o bombie i wybuchu jako przyczynach katastrofy prezydenckiego Tu-154. PiS rządzi już trzy lata, wydało miliony na udowodnienie swoich tez i nic. Ale płynie z tego nauka – kłamstwo się opłaca. I nawet jeśli wyjdzie na jaw, traci się niewiele.

Drugim kłamstwem, które zapewniło PiS sukces, było hasło „Polska w ruinie”, wykorzystywane w kampanii roku 2015. Opłacało się? Opłacało. Bo potem zawsze można było powiedzieć, że to taka retoryka wyborcza. Jeżeli więc jakaś metoda przynosi rezultaty, dlaczego z niej rezygnować?

Kłamie, bo sam w to wierzy

To niejedyne kłamstwa rozpowszechniane w obozie PiS. Ta formacja wręcz stworzyła alternatywną rzeczywistość, w której jej liderzy to ludzie prawi i szlachetni, przeciwnicy zaś – mordy zdradzieckie. Komuniści i złodzieje.

W tej rzeczywistości Lech Wałęsa jest agentem i zdrajcą, a faktycznym liderem Solidarności był Lech Kaczyński. W tej rzeczywistości obrońcami Polski są żołnierze Brygady Świętokrzyskiej, na grobach których Mateusz Morawiecki składał kwiaty.

W tej rzeczywistości Polski przed rokiem 1989 nie było. Tak twierdził premier na konferencji w Berlinie. Ba! Tak naprawdę Polska jest od roku 2015, bo wcześniej była najpierw komunistyczna, a potem postkomunistyczna, czyli w zasadzie taka sama.

W tej rzeczywistości Mateusz Morawiecki negocjował wejście Polski do Unii Europejskiej. Co ogłosił podczas spotkania w Sandomierzu.

Z tego punktu widzenia Morawiecki nie kłamie, tylko prezentuje alternatywną, pisowską wersję historii.

Kłamie, bo to się podoba Jarosławowi i partii

Ta wersja przyjmowana jest przez prezesa i przez działaczy PiS z zadowoleniem, wręcz z entuzjazmem. Wiele już napisano na temat partii Kaczyńskiego, że stosunki tam panujące przypominają sektę. Jeżeli tak, jest to sekta żywiąca się nienawiścią do wroga. To widać. Gdy podczas kolejnych konwencji Morawiecki ostro atakuje opozycję, prezes się uśmiecha, a sala najgłośniej klaszcze. Te brawa są dla Morawieckiego ważne. Jest on w obozie prawicy postacią nową, i to pochodzącą ze środowisk niedarzonych tam zaufaniem – bo był prezesem Banku Zachodniego WBK, czyli filii irlandzkiego banku AIB, którą potem wykupił hiszpański Santander. Był też w Radzie Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku. Innymi słowy, bankster wysługujący się obcym, wpychający Polakom kredyty we frankach. No i krążący wokół Tuska. Dlatego Morawiecki musi starać się zdobyć zaufanie ludzi PiS. I takimi atakami próbuje ich pozyskać.

Dlaczego? Jeśli prześledzimy historię PiS i karier politycznych w tym obozie, zauważymy, że największe szanse mają tam jastrzębie, ludzie bez oporów atakujący przeciwników, niepróbujący budować jakichkolwiek mostów. Przykładów mamy aż nadto: Antoni Macierewicz, Joachim Brudziński, Krystyna Pawłowicz… Natomiast tzw. gołębie kończą marnie – są odsuwani na bok, a potem wypychani z partii. Taki los spotkał m.in. Ludwika Dorna, Kazimierza Marcinkiewicza, Joannę Kluzik-Rostkowską, gdy tylko naszły ich wątpliwości. Morawiecki to wie i nie chce tego błędu popełnić.

Kłamie, bo może

PiS zbudowało machinę propagandową, która bardzo skutecznie obsługuje prawicowy elektorat. Opiera się ona na tzw. przekazie dnia – około godz. 10 posłowie PiS otrzymują SMS-y z tezami dotyczącymi najważniejszych spraw. I wszyscy je powtarzają. A mają gdzie – media publiczne, czyli TVP 1, TVP 2, TVP Info, Polskie Radio z Jedynką i Trójką na czele. Do tego media ks. Rydzyka oraz inne, mniejsze. Tu nikt nie zarzuci premierowi, że mija się z prawdą. Przeciwnie, jego słowa będą wiele razy powtarzane, komentowane itd. Premier może mówić, co chce, a i tak zostanie to podane jako najczystsza prawda i mądrość.

Cóż, w sprawie dróg akurat się nie udało. Uznajmy to jednak za wypadek przy pracy.

Kłamie, bo żyjemy w erze kłamstw

Żyjemy w erze kłamstw. To „zasługa” internetu, zrównania poważnych mediów z anonimowymi, możliwości błyskawicznego rozprzestrzeniania się informacji. Sieć zalewają nieprawdziwe informacje, tzw. fejki, i nie ma nawet fizycznej możliwości ich prostowania. Funkcjonują tam portale, które mają za zadanie kłamać i prowadzić wojny propagandowe. Są firmy, które podejmują się takich działań. I każda kampania przynosi nam kolejne morze kłamstw. Premier zdecydował się płynąć tym „nowoczesnym” nurtem.

Kłamie, bo w korpo to dobra metoda

Jest jeszcze jedno wytłumaczenie przypadłości premiera – jego przeszłość. Morawiecki został ukształtowany przez korporację i duch działania korporacji z niego wychodzi. Zresztą osoby, które pracowały w takich strukturach, szybko to wyłapały.

W korpo stosunkowo łatwo jest kłamać. I kłamstwo okazuje się użyteczne. Po pierwsze, dlatego że większość rozmów odbywa się w zamkniętych gronach, słowa nie wychodzą na zewnątrz. A po drugie, trudno sprawdzić, czy ktoś mówi prawdę, czy nie. Po trzecie wreszcie, zmiany kadrowe powodują, że kłamstwo sprzed miesiąca już dawno zostało zapomniane. Bo jest nowa rada nadzorcza, nowy prezes itp.

Korpo tak działa. Prezes spotyka się z radą nadzorczą co dwa-trzy miesiące. Prezentuje swoją wersję działania firmy i jeśli tylko przedsiębiorstwo nie przynosi strat, nikt nie sprawdza, czy mogło być lepiej. Mógłby to zrobić ambitny zastępca, ale już głowa prezesa w tym, żeby ambitnych wokół niego nie było. Takich eliminuje się metodą intryg, rozpuszczając różne wieści. Jakie? Tego też nie da się sprawdzić, bo korporacje najbardziej boją się przecieków i ujawniania wewnętrznych spraw. Uczą pokory i przytakiwania słowom prezesa.

Tymczasem w polityce wszystko jest jawne, szybko weryfikowane przez konkurencję, ba, konkurencja bez przerwy atakuje. Dla Morawieckiego, przywykłego do gabinetowych rozgrywek, gdzie jednemu mówi się jedno, a drugiemu drugie, to obcy świat.
Ale on w tym świecie chce być. Ma prawo – to jego wybór. Za to naszym wyborem jest, czy pozwolimy na zalew kłamstwa w polskiej polityce, czy nie.

To nie jest banalne pytanie, kodeksowe. Ma ono znaczenie ustrojowe. Jak możemy, jako wyborcy, podejmować decyzje, skoro mogą one się opierać na zmyślonych lub zmanipulowanych informacjach? Przecież gdy wszyscy kłamią, pozostaje wybór „na czuja”, przypadkowy.

Dlatego nauczka Morawieckiemu się należała. Oby tylko ją zapamiętał.

Fot. Łukasz Kaczanowski/Polskapress

Wydanie: 40/2018

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy