Oszukani niepełnosprawni

Oszukani niepełnosprawni

Prezes rozdaje prezenty, a dla najsłabszych nie ma pieniędzy

Kiedy Jarosław Kaczyński na konwencji Zjednoczonej Prawicy zapowiedział pięć prezentów dla narodu, zaskoczeni byli nawet niektórzy członkowie rządu. A co dopiero naród. Jak obiecał prezes, będzie m.in. 500+ na każde pierwsze dziecko, 13. emerytura i zniesienie podatku PIT dla osób do 26. roku życia. Dorośli niepełnosprawni i ich rodziny poczuli się oszukani. Przypomnieli sobie, że w ubiegłym roku nie został spełniony postulat strajkujących w Sejmie, którzy prosili o 500 zł „na życie”, bo – jak twierdził wówczas rząd – budżet by się zawalił. Tymczasem w nowym roku budżet okazał się z gumy. Ale mimo wielkiej jego rozciągliwości nie znalazły się w nim środki dla niepełnosprawnych.

Już nazajutrz po konwencji jedna z liderek sejmowego protestu, Iwona Hartwich, twardo stwierdziła: – Nie jesteśmy niewidzialni. Osoby niepełnosprawne nadal nie mają zapewnionego godnego życia w naszym kraju.

Zapowiedziała też, że 23 maja, trzy dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, niepełnosprawni, ich rodziny i przyjaciele zjadą do Warszawy, by przypomnieć, że istnieją. Spotkają się pod Pałacem Prezydenckim, przejdą pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, a na koniec pod Sejm. Czy to coś zmieni? Jakub Hartwich, syn Iwony, ma taką nadzieję. Ale niewielką. – Nie spodziewamy się, że pan Kaczyński nam coś da. Protest jest po to, żeby uświadomić społeczeństwu, jak rządzący traktują ludzi niepełnosprawnych, i sprawić, żeby społeczeństwo się opamiętało przed wyborami.

Pogrążam się w czarnej dziurze

Monika Cycling jest w zarządzie Fundacji Toto Animo. Od lat działa na rzecz osób z autyzmem, bo sama ma dorosłego syna dotkniętego tą niepełnosprawnością. Walczy o środowiskowe domy samopomocy typu D i E, które w grudniu zniknęły z nowego rozporządzenia minister Rafalskiej, co skazało dorosłych niepełnosprawnych – takich jak jej syn – na siedzenie w domu. Kiedy usłyszała o prezentach prezesa, wkurzyła się. – Będę patrzyła na zamożne sąsiednie domy, na drogie samochody na podjazdach i myślała, że do tych rodzin dodatkowo będzie wpływać 500 zł na pierwsze dziecko, a ja nadal będę się pogrążać w czarnej dziurze – mówi ze smutkiem. – Takie działanie jest antagonizowaniem społeczeństwa. Czujemy się pominięci. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział, że planowany protest niepełnosprawnych będzie polityczny. Nie, to będzie protest przeciwko biedzie.

Monika Cycling uważa, że to przykre, kiedy się widzi, że nie było pieniędzy, a tu nagle się znalazły, akurat przed wyborami. Spin doktorzy uznali, że niepełnosprawni nie są elektoratem, o który warto zadbać. Dlaczego? Ona tego nie rozumie. Jej syn chodzi na wybory. Ale wielu niepełnosprawnych umysłowo jest ubezwłasnowolnionych i nie głosuje, bo system pomocy społecznej zmuszał rodziców do takiego kroku, żeby mogli za dziecko załatwiać sprawy związane ze świadczeniami. W Europie jest inna tendencja – kolejne cztery kraje uznały prawo do głosowania osób z niepełnosprawnością intelektualną, w tym ubezwłasnowolnionych.

– Mówi się o daninie solidarnościowej, która od tego roku ma być pobierana od najbogatszych – zwraca uwagę Monika Cycling. – Z tych pieniędzy mają być realizowane programy dla niepełnosprawnych, ale na razie nie wiadomo, jakiej wielkości ona będzie. Stworzenie Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych i wymuszanie, by osoby zarabiające ponad milion rocznie wspierały osoby niepełnosprawne, to sytuacja, która nas upadla. A na razie borykamy się z podwyżkami, które napędził m.in. system 500+. Teraz, kiedy na rynku znajdzie się jeszcze więcej pieniędzy, ceny zapewne pójdą w górę. Coraz trudniej będzie nam opłacić terapeutę dla syna, wyjechać z nim na obóz czy zapłacić za prywatną wizytę u lekarza.

Koło w koło

Dzień w dzień, przez 40 dni, od kwietnia do maja minionego roku telewizje pokazywały obrazki z protestu niepełnosprawnych w Sejmie. Na pierwszym planie Jakub Hartwich i Adrian Glinka. Jeden obok drugiego, koło w koło. Wcześniej znali się luźno, z protestów. Ale te 40 dni ich zbliżyło. Wyrośli na trybunów ludowych. A potem obaj znaleźli się na listach Koalicji Obywatelskiej w wyborach do samorządów, Jakub w Toruniu, Adrian w Olsztynie. Jakub został radnym. Cieszy się, że on, sam wymagający pomocy przy wielu prostych czynnościach, może pomagać innym. I być blisko ludzi. Na jego dyżury zgłasza się wiele osób, nie tylko niepełnosprawni.

Adrian stara się o pracę w szkole, którą ukończył – w Zespole Placówek Edukacyjnych w Olsztynie. Przez kilka dni przyuczał się do pełnienia funkcji ochroniarza – na monitorze obserwował obrazy przesyłane z kamer. Próbę przeszedł pozytywnie i robi badania zlecone przez lekarza pracy. Niebawem podpisze umowę. Będzie zatrudniony na pół etatu. Cieszy się, bo dodatkowe pieniądze się przydadzą. Utrzymanie osoby niepełnosprawnej nie jest tanie. Renta socjalna, nawet podwyższona po ich ubiegłorocznym proteście do 1029,80 zł brutto i wynosząca od marca br. 1100 zł brutto, nie wystarcza. Jakub kibicuje Adrianowi. Wie, że pół etatu nie zmieni radykalnie jego życia, ale przynajmniej trochę je polepszy. Na przykład Jakub marzy o tym, żeby prowadzić samodzielne życie. – Dla 25-letniego mężczyzny to byłoby fajne, gdyby mógł się wyprowadzić od rodziców – rozmarza się. Ale zaraz wraca do rzeczywistości. – Niestety, nie ma systemu, który mógłby to zapewnić: nie ma pieniędzy na asystentów, nie ma mieszkań dla niepełnosprawnych.

Adrian uważa, że obietnice składane przez prezesa to sposób na zdobycie głosów wyborców. Nie ma żalu z powodu propozycji 500+ dla każdego pierwszego dziecka, szkoda jednak, że nie znalazło się w budżecie 500 zł dla niepełnosprawnych.

Jakub też widzi ścisły związek między obietnicami a wyborami. – Nasz program 500 zł na życie dotyczył 280 tys. niepełnosprawnych i kosztował ok. 1,5 mld zł rocznie. Rząd twierdził, że takiej kwoty nie ma. Teraz padły propozycje, które podobno mają kosztować 30 mld zł. Nasze środowisko jest rozżalone. Nawet mam taką tezę, że to jest robione z premedytacją, bo rząd PiS nie akceptuje i nie lubi ludzi niepełnosprawnych. Innego logicznego wytłumaczenia nie widzę. Ten protest 23 maja to będzie nasz krzyk rozpaczy.

Iwona Hartwich odbiera dziesiątki telefonów dziennie. Dzwonią niepełnosprawni i ich rodzice. – Nasze środowisko jest oburzone, że kolejny raz o nas zapomniano, pominięto nas – mówi. – Wywalczyliśmy w ubiegłym roku podwyżkę renty socjalnej, ale do marca wynosiła ona zaledwie 878 zł na rękę. Czy za taką kwotę osoba niepełnosprawna jest w stanie się utrzymać? Nam się wydaje, że ten rząd nie toleruje osób niepełnosprawnych, że wręcz brzydzi się nimi. Pamiętam taką scenkę z naszego protestu: pani wicepremier Szydło późnym wieczorem wyszła z sali plenarnej i szła niedaleko nas. Wołałam do niej zza barierki, która nas otaczała, aby do nas podeszła, ale nawet się nie zatrzymała. Potem powiedziała, że rodziny osób niepełnosprawnych korzystają z wielu udogodnień. To nieprawda. Na przykład turnus rehabilitacyjny kosztuje 6 tys. zł i nie ma dofinansowania. W MOPS mówią, że na modernizację łazienki nie ma pieniędzy. Minister Elżbieta Rafalska i rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska twierdziły, że każda rodzina zaoszczędzi miesięcznie 520 zł dzięki udogodnieniom, które wprowadził ten rząd. Nie słyszałam, żeby jakakolwiek rodzina taką kwotę zaoszczędziła. Rehabilitacja miała być realizowana w ciągu siedmiu dni, a mój syn zapisał się dwa tygodnie temu i ma termin na 25 marca, więc to ponad pięć tygodni. Jest danina solidarnościowa. Ale po co niepełnosprawnym programy, skoro nie mają za co żyć? Osoby niepełnosprawne powinny być godnie zabezpieczone. A tymczasem nie zostało obliczone minimum socjalne dla takich osób. Ja nigdy nie mówiłam, że nie mam na chleb. Ale są rodziny, które mają bardzo ciężko. Niepełnosprawni są traktowani jak gorący kartofel, nie tylko przez ten rząd, ale i poprzednie.

Prezenty od ludowców

Na rządzących zapowiedź protestu nie zrobiła wrażenia. Ale zapewne z większą uwagą odpowiednie służby monitorowały Facebook i Twitter, by na bieżąco śledzić nastroje społeczne. Okazało się, że kosztowne obietnice prezesa, które całkowicie pomijały niepełnosprawnych, wzbudziły duże oburzenie tego środowiska. Nie wiadomo jednak, jak duże będzie poparcie majowego protestu.

– W ubiegłym roku poparliśmy postulaty osób protestujących w Sejmie – wspomina Ewa Suchcicka ze Stowarzyszenia Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa Bardziej Kochani. – Ale trudno mi ocenić, jak wiele organizacji weźmie udział w proteście. Faktem bezspornym jest, że znowu zostaliśmy kompletnie zignorowani. Wydaje mi się, że informacja o proteście spowodowała, że propozycję 13. minimalnej emerytury, która miała dotyczyć tylko emerytów, nieoczekiwanie rozszerzono na osoby biorące renty i renty socjalne. Taka jednorazowa wypłata daje miesięcznie ponad 70 zł, więc jest znacznie mniejsza od kwoty, o jaką walczyli niepełnosprawni w zeszłym roku. Czy jednak środowisko niepełnosprawnych pójdzie tłumnie na protest, tego nie wiem. Każda organizacja startuje w konkursach, korzysta ze wsparcia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, od wojewody, od władz miasta. Myślę, że organizacje, które mają roczne umowy, będą się bały, że podpadną i stracą dofinansowanie.

W ostatni czwartek lutego do licytacji na prezenty, zapoczątkowanej przez prezesa PiS, włączyło się PSL. Prezes tej partii, Władysław Kosiniak-Kamysz, poinformował, że jego ugrupowanie złoży 4 marca w Sejmie propozycję pakietu społecznego, w którym znajdzie się m.in. 500 zł dodatku na rehabilitację niepełnosprawnych. Szef ludowców stwierdził, że niepełnosprawni to grupa najbardziej potrzebująca. Stronnictwo zapowiedziało, że poprze propozycje prezesa PiS, które padły na konwencji, ale liczy na to, że pakiet PSL zostanie poparty przez PiS. Notowania niepełnosprawnych idą w górę.


Rzecznik umywa ręce
Lesław Nawacki, dyrektor Zespołu Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, mówi, że do zespołu nie trafiły sygnały od niepełnosprawnych, którzy by się oburzali, że ich pominięto w zapowiedziach złożonych na konwencji. Uważa, że na pewno niepełnosprawni nie czują się dobrze z tym, że ich postulat dotyczący 500 zł na życie nie został zrealizowany, a teraz proponuje się pieniądze innym grupom społecznym. Rzecznik jednak nie jest od tego, żeby zabrać dzieciom, a dać niepełnosprawnym.


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 10/2019

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. amelie2
    amelie2 4 marca, 2019, 07:33

    Kiedy wreszcie ONI przestana zabierać zamiast rozdawać kradzione.KGdy menel dzieciorób ma więcej pieniędzy od uczciwie harującego – to chyba nie jest normalne. Nie chcę 500+, ani innego +. Chcę obniżki podatków dla pracujących , z tytułu posiadania dzieci.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy