Woda zabrała tajemnicę

Woda zabrała tajemnicę

Sędziowie bawili się w obiekcie należącym do syna oskarżonego. Jeden z nich utonął

W położonej w lasach między Jarosławiem a Lubaczowem Hamerni nie ma ani sklepu, ani poczty. Zostały tylko dwie chałupy. Właściciel jednej z nich powiada, że codzienność ożywiały limuzyny, które pod koniec tygodnia jeździły piaszczystym leśnym duktem do ośrodka Hamerskiego (nazwisko zostało zmienione).
26 kwietnia po południu przywiozły gości na spóźnione imieniny Ryszarda: prezesa i wiceprezesa Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie – Zbigniewa Różańskiego i Zbigniewa Kallausa, prezesa i wiceprezesa Sądu Okręgowego w Rzeszowie – Tadeusza Pokrzywę i Andrzeja Kreta, prezesa Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu – Edwarda Lorysia i sędziego Sądu Najwyższego – Józefa Szewczyka. – Nie było żadnego adwokata ani prokuratora – mówi organizator imprezy, Ryszard Kot, sędzia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, dementując wieści, że bawił się tam także mecenas R., bardzo wpływowy, o którym na mieście mówi się tak: „Wczoraj sąd wydał wyrok, obradując pod przewodnictwem mecenasa R”.
– Prowiant przywiozłem z Rzeszowa, w gospodarstwie pomogli mi tylko przygotować stół. Trudno, żebym z Rzeszowa wiózł wszystko na tacy – kontynuuje sędzia Kot.

Człowiek w wodzie!

Spotkanie odbywało się na wolnym powietrzu, przy pięknej pogodzie. Zadaszone miejsce do grillowania znajduje się parę metrów od stawu, odgrodzone balustradą. Trawiasty brzeg łagodnie schodzi do płytkiej wody. Nieszczęście zdarzyło się około godz. 22. Wiceprezes Sądu Okręgowego, Andrzej Kret, pozostał przy ognisku, inni odeszli od stawu w stronę samochodów. – Nagle usłyszeliśmy krzyk: Człowiek w wodzie! – opowiada Ryszard Kot. Gdy dobiegli do stawu, tonącego ratowali już Hamerski i pracownik ośrodka. Na brzegu zastosowano sztuczne oddychanie, ale nie przyniosło rezultatu. – Nie wiemy, w jaki sposób doszło do tragedii, jak Andrzej wszedł do stawu i co się tam zdarzyło.
Prokurator rejonowy w Lubaczowie, Jan Michalczyszyn, nie ma wątpliwości – to nieszczęśliwy wypadek, bez działania osób trzecich. Dwaj lekarze zgodnie oświadczyli, że przyczyną śmierci było utonięcie. Dlatego odstąpił od przeprowadzenia sekcji zwłok. Stanisław Czerwonka, prokurator okręgowy w Krośnie, sądzi jednak, że czasem dobrze jest dla pewności wykonać sekcję zwłok, żeby później nie była potrzebna ekshumaca.
Michalczyszyn powiada, że dziś także podjąłby taką samą decyzję. – Gdy umrę w prywatnym łóżku, nikt nie ma prawa mnie kroić, co innego, gdyby się to zdarzyło podczas pracy.
Chodziło mu też o obniżkę kosztów, choć wie, na sprawiedliwości nie powinno się oszczędzać.
Uczestnik imieninowego spotkania w Hamerni, prezes sądu apelacyjnego Zbigniew Różański, mówi, że na decyzję prokuratora miała wpływ prośba rodziny zmarłego, by odstąpić od sekcji.
– Decyzja lubaczowskiego funkcjonariusza była błędna, uważa Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości, prokurator generalny. Michalczyszyn mówi: – Zawsze każdy błąd można naprawić. Nie roszczę sobie prawa do nieomylności.

Spotkali się przypadkowo

Sędzia Ryszard Kot przyznaje, że przedsiębiorcę Hamerskiego zna od wielu lat. Nie pamięta, w jakich okolicznościach się poznali, było to w okresie, gdy pracował w Przemyślu jako sędzia, następnie prezes sądu rejonowego, a potem wojewódzkiego. Jesienią 1990 r. przeszedł do nowo utworzonego Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Zmiana miejsca pracy spowodowała osłabienie kontaktów. Spotkali się znów, przypadkowo, kilka lat temu. Jesienią 2001 r. sędzia Kot pojechał do Hamerni namówiony przez Hamerskiego, że to miejsce ładne, zaciszne, na kompletnym odludziu, dobre na kameralną uroczystość. – Pomyślałem, dlaczego by nie zorganizować tu imienin – mówi sędzia Kot.
Zygmunt Ziółkowski z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu trzy lata rozpracowywał chytre poczynania mistrzów faktur z kilkudziesięciu spółek działających od Przemyśla po Szczecin w strukturze Kolmer Holdingu, nastawionych na wyłudzenie od skarbu państwa podatku VAT. Prokurator ustalił wielkość wyłudzenia na 2,8 mln zł. Materiał dowodowy zawarty w stu tomach 30 listopada 2000 r. przekazał wraz z aktem oskarżenia do Sądu Rejonowego w Stalowej Woli.
29 czerwca 2001 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu postanowił przekazać sprawę Kolmer Holdingu do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. Do dziś nie weszła na wokandę. 18 stycznia 2002 r. warszawski sąd rejonowy zwrócił się do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, by przekazał tę potężną sprawę do innego sądu w kraju, mniej obciążonego pracą. Sąd apelacyjny nie podjął jeszcze postanowienia. Obrońcy głównych oskarżonych zdecydowanie napierają, by proces toczył się w Warszawie. Być może, do rozprawy w ogóle nie dojdzie – niektóre z przestępstw opisanych w akcie oskarżenia przedawnią się w 2004 r.
Jednym z oskarżonych w tej aferze jest Hamerski z Jarosławia. Prokurator nie zastosował wobec niego pozbawienia wolności. Hamerski usiłował wyłudzić VAT w kwocie 2,8 mln zł, ale nie dopiął swego, bo zapobiegły temu prokuratura i służby podatkowe. Pod względem wielkości przewinień na 38 oskarżonych prokurator plasuje go na 15. miejscu.

Gdybym wiedział…

Gdy 29 czerwca 2001 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu decydował o przeniesieniu procesu ze Stalowej Woli do Warszawy, kluczową rolę sędziego sprawozdawcy podczas rozprawy odgrywał Edward Loryś, uczestnik spotkania imieninowego w Hamerni w kwietniu 2002 r. Obecnie nie można z nim porozmawiać, bo – wedle informacji uzyskanej w sekretariacie Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu – do połowy czerwca przebywać będzie na urlopie.
Sędziowie Kallaus i Szewczyk kilka lat temu dwukrotnie zasiadali w składach orzekających sądu apelacyjnego badających sprawy karne Hamerskiego. Zbigniew Różański, prezes sądu apelacyjnego, który na polecenie kierownictwa resortu ma wyjaśnić, czy w związku z Hamernią i Hamerskim renoma podkarpackiego wymiaru sprawiedliwości doznała uszczerbku, odrzuca wszelkie podejrzenia o stronniczość sędziów. Mówi, że ma podstawy, by ufać także Edwardowi Lorysiowi.
Organizator ogniska, Ryszard Kot: – Uważałem Hamerskiego za człowieka niekaranego w świetle prawa. Poprzednia sprawa uległa zatarciu, a o nowej, wniesionej przez prokuraturę tarnobrzeską, usłyszałem w trzecim dniu po tragedii od prokuratora rejonowego w Lubaczowie. On z kolei dowiedział się od redaktora z Tarnobrzega. Gdybym wiedział, że prokuratura tarnobrzeska oskarżyła Hamerskiego, nie ciągnąłbym kolegów na spotkanie w to miejsce.
Sędzia Kot twierdzi, że tylko on wiedział, gdzie odbędzie się imieninowa impreza. Nikt z gości nie został poinformowany, bo miała to być niespodzianka. Pojawiło się w związku z tym powiedzenie, że „sędzia Kot wiózł pozostałych sędziów jak koty, w nieznane”. Nazwa Hamernia nic im nie mówiła.
– W oświadczeniu dla resortu Kot napisał: „Żaden z kolegów nie wiedział, gdzie i do kogo jedzie. Z Hamerskim nie spotkali się, nie widzieli go i nie znali. Jest mi niezmiernie przykro, że tragedię przesłoniły dążenia, żeby uczestników spotkania w Hamerni zdyskredytować, podważyć ich autorytet i zrobić z nich sędziów skorumpowanych”.
– W serdecznej komitywie z Hamerskim jest mieszkający także w Jarosławiu sędzia Różański, niech on tego nie ukrywa – mówią mi przez telefon informatorzy, zastrzegający sobie anonimowość. Hamerski temu zaprzecza.
Prezes Różański powiedział dziennikarzowi rzeszowskich „Nowin”, że po raz pierwszy zobaczył Hamerskiego podczas tragicznego ogniska, 26 kwietnia. Hamerski nie był jednak zaproszony do imieninowego sędziowskiego kręgu. – Przebywał w tym dniu w ośrodku, ale nie zasiadał z nami – potwierdza sędzia Kot.
To jednak Hamerski jako pierwszy pośpieszył z pomocą tonącemu w stawie.

*

Przedsiębiorca nie chce mówić o sprawie, bo co tu komentować – tragedia i tyle. Rozpacz dla rodziny zmarłego, dla jego rodziny zła sława, którą coraz trudniej znoszą najmłodsi członkowie. Prasa robi z niego mafiosa, z dnia na dzień rośnie kwota, którą chciał wyłudzić, już przypisuje się mu kilkadziesiąt milionów złotych. Do Hamerni nadal jeździ, aby pilnować majątku. Rozgłos w mediach sprawił, że codziennie kilkanaście samochodów parkuje pod ośrodkiem, ludzie gapią się, chcą fotografować. Trzeba pilnować, bo nie wiadomo, jakie kto ma zamiary.
Również z punktu widzenia obserwatorów mieszkających w dwóch chałupach w Hamerni, sprawa jest przygnębiająca. – Spotkań towarzyskich w ośrodku długo nie będzie, może nawet ośrodka wypoczynkowego nie będzie, a to oznacza, że nie będzie także roboty w pobliżu – mówi jeden z mieszkańców,
– A ja myślałem, że tu żyją ludzie szczęśliwi – powiedział Hamerski, gdy przejeżdżaliśmy obok dwu walących się chałup w lesie.

 

 

Wydanie: 20/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy