Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Mamy rozrastające się MSZ, a nie mamy komórek ani odpowiednich ludzi, którzy potrafiliby ministrowi ważne przemówienie napisać.
Minister Sikorski wygłosił w Berlinie przemówienie na temat przyszłości Unii Europejskiej i jest wielki szum.
Dwa elementy przykuły bowiem uwagę. Pierwszy – to treść wystąpienia. Drugi – ujawniony fakt, że minister co najmniej konsultował je z Charlesem Crawfordem, byłym ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce.
Ale zacznijmy od treści. Po pierwsze, przemówienie jest świetne. Sikorski nigdy wcześniej takich wystąpień nie miał. To był raczej specjalista od banałów i zwischenrufów.
Już z tego więc powodu mało kto w MSZ uwierzył, że Sikorski napisał je sam. Nawet jeżeli miałby je pisać – tak jak twierdzi biuro prasowe ministerstwa – kilka tygodni.
W związku z tym oczy kierują się na Charlesa Crawforda, którego nazwisko pojawiło się na jednym z plików wystąpienia. Ponieważ się pojawiło, MSZ przyznało, że minister z Crawfordem wystąpienie „konsultował”. Cóż, to ewenement, że szef MSZ „konsultuje” swe wystąpienie z obywatelem obcego państwa. Poza tym jest to bolesny policzek dla ministerialnych struktur. Okazuje się bowiem, że mamy rozrastające się MSZ, a nie mamy komórek ani odpowiednich ludzi, którzy potrafiliby ministrowi podobne przemówienie napisać.
Symptomatyczne są reakcje na wystąpienie Sikorskiego nadchodzące z Pałacu Prezydenckiego i z Kancelarii Premiera. Co prawda, ani prezydent, ani premier nie dystansują się od tez, które Sikorski wygłosił, ale okazuje się, że owe tezy zostały dwóm najważniejszym osobom w państwie zaprezentowane kilkanaście godzin przed ich wygłoszeniem. Tu kolejność powinna być raczej odwrotna – najpierw plan dla Europy powinien być przedyskutowany w gronie: prezydent, premier, szef MSZ. I przyjęty. A potem ogłoszony. Wtedy miałby swoją powagę.
A tak możemy podejrzewać, że co ciekawsze punkty podrzucił Sikorskiemu Crawford. I że polska myśl tworzona jest w gabinecie speechwritera.
Crawfordowi zresztą warto poświęcić kilka zdań. Ludzie w MSZ raczej nie mają wątpliwości, że to on pisał przemówienie. Zerknijmy na dobór argumentów, jakie zostały tam użyte. Polak raczej by tak nie mówił. Czuć, że mówi to ktoś, kto pochodzi z dużego kraju i jest przyzwyczajony, że to, co mówi, jest w ciszy wysłuchiwane. Domagam się, żądam, trzeba… Takich zwrotów raczej nie użyłby za granicą polski polityk, a już na pewno nie napisałby ich polski urzędnik.
W tym sensie pomysł z Crawfordem okazał się nietuzinkowy.
Dodajmy, że to kolejny etap współpracy naszego MSZ z tym byłym dyplomatą. Crawford po zakończeniu w 2007 r. misji w Polsce otworzył własną firmę – od pisania przemówień, a także szkoleń. To on dwa lata temu, podczas corocznego zjazdu polskich ambasadorów, prowadził dla nich szkolenia. Wysokość czeku, który wówczas zainkasował, nie została ujawniona. Możemy mieć tylko nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Attaché

Wydanie: 49/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy