Owad i lewiatan

Owad i lewiatan

W środku zimy pojawił się w naszej sypialni owad podobny do ważki. Leżałem, obserwując go, pewny, że nie jestem widziany. Myliłem się. Podfrunął, usiadł mi na piersi i zajrzał w oczy. Niepokojące jest nie tylko to, że tak dziarsko funkcjonował w środku zimy, ale też, że ruchy i spojrzenie miał ludzkie. Kiedy był tak blisko, zobaczyłem, że ma ładne nogi, jak smukła kobieta. Splatał je i rozplatał, a czułkami robił sobie makijaż. Grozą przejęła mnie oczywistość naszego pokrewieństwa, a zarazem przepaść, jaka nas dzieli. Ta niespodziewana intymność była nie do zniesienia,bałem się jednak, że zrobię mu krzywdę. Zachęcałem, by odleciał. Najpierw delikatnie, aż w końcu straciłem cierpliwość i wstałem. Odfrunął.

Historyczne rocznice zaczynają być obchodzone coraz bardziej uroczyście. Nie tylko w Polsce. Rocznica to walka o pamięć, a pamięć topnieje pod naporem nowoczesności. U nas na dodatek trwa walka polityczna o to, która rocznica jest czyja. Ale to chyba też powszechne. PiS, jak się zdaje, uważa, że rocznicę wyzwolenia Auschwitz mogą sobie liberałowie zatrzymać, jego za to jest powstanie warszawskie. I rocznica „zbrodni smoleńskiej”.

Tu nasza pamięć zaczyna się dramatycznie rozchodzić. Dzielenie narodu na dwa narody to jednak nic nowego. Już Maria Dąbrowska i Melchior Wańkowicz, a także Zofia Nałkowska i oczywiście Józef Piłsudski mówili, że w Polsce są dwa narody w sensie mentalności. A porozumienie między nimi trudne lub nawet niemożliwe. Przecież w Stanach jest podobnie.

Dziwnie mi słuchać nawoływań, czasami też moich kolegów, że rządzi nami rynek, najlepiej więc zamknąć wszystkie kopalnie, a frankowiczom nie udzielać żadnej pomocy. „Chcieli, to mają”. Też jestem liberałem, ale z socjaldemokratyczną wkładką. A może to po prostu empatia. Nie wolno nam tak traktować ludzi, zysk oślepia nas już zupełnie i stajemy się nieludzcy. Zaletą dawnego systemu, w ramach jego okropnych wad, było poczucie bezpieczeństwa. I to, że nie wszystko zostało podporządkowane zyskowi. Byłem wrogiem tamtego państwa, ale mniej się wtedy bałem o byt, nawet jako opozycjonista, niż boję się teraz.

Tegoroczna zima zdaje się być złożona głównie z mżawki. Nic dziwnego, że zaczyna też mżyć w duszy, co sprzyja myś­leniu bez złudzeń. A jak żyć bez złudzeń? Czasami myślę, że gra złudzeniami to najważniejsza umiejętność w życiu. Źle, gdy ich za wiele, katastrofa, kiedy za mało. I z tą mżawką jadę do pobliskiego kina Stacja Falenica. Dawno już nie widziałem filmu, który tak mało daje nadziei. Jak się okazuje, brak nadziei to w sztuce nie zawsze wada. Wiedziałem, że „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa to będzie obraz krytyczny wobec współczesnej Rosji, zaskoczyła mnie jednak jego siła i celność. To kontynuacja genialnych, groteskowych wizji społeczeństwa Rosji opisanego przez Gogola i Czechowa, tylko że teraz jakoś śmiać się trudniej. Znamienne, że „Lewiatan” nie może być w Rosji pokazywany, a cenzura carska wprawdzie cierpiała, ale puściła „Martwe dusze”.

Miasteczko nad morzem, pewnie gdzieś blisko Murmańska. Szkielet wieloryba na kamienistej plaży, jakby szkielet lewiatana. Człowiek osaczony przez miejscową władzę, do szpiku kości skorumpowaną, zdolną nawet do zbrodni. Religia, odrodzona w nowej Rosji, stała się sojusznikiem władzy. To kraina w kolorze jasnosinym, gdzie nie da się przeżyć bez wódki. Bez alkoholu nie można tam żyć, nie da się niczego zrozumieć ani załatwić. W takim świecie nawet porządni ludzie są skazani na grzech. Właściwie jedynym porządnym człowiekiem jest bohater filmu, dlatego musi stać się ofiarą. W kinie Stacja Falenica ściany czasami drżą, gdy przejeżdża pociąg. Kinokawiarnia, kilkanaście stolików, a obsługa w trakcie projekcji przynosi zamówione potrawy i napoje. Świeczki płoną na stolikach. Jest 40 osób, prawie komplet. I wszyscy z równym poruszeniem patrzymy na ten świat jakoś nam bliski, nie tylko przez język, który śpiewa podobnie jak nasz. Ale to zarazem inna planeta. Niepokoi ta bliskość połączona z przepaścią. Jednak Polska jest już w Europie, co w pełni widać właśnie na tle „Lewiatana”.

Wiktor Jerofiejew to pisarz, który portretuje Rosję równie bezwzględnie, jak pokazuje ją Zwiagincew. Obaj należą do nielicznych współczesnych artystów tego kraju, którzy nie mają genu mocarstwowego. Ujawnił się on nawet u Sołżenicyna, który, zanim zmarł, zdążył pochwalić Putina. Ale Putin właściwie zaskoczył wszystkich. Jerofiejew mówi teraz: „W Rosji, podobnie jak w Polsce, w ciągu ostatnich stu lat dwukrotnie zniszczono istniejące wartości. W 1917 r. roztrzaskano wartości historyczne, organiczne, imperialne. Potem przy zastrzyku ogromnej dawki okrucieństwa stworzono wartości radzieckie, a w 1991 r. obrócono je w pył. Utonęły dwa »Titaniki«. Dziś ludzie pływają w lodowatym oceanie rozproszonych wartości”.

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy