Pacjent leczony w całości

Choroby kardiologiczne często dyskwalifikują z leczenia nowotworów. Chemioterapia powoduje zaburzenia układu sercowo-naczyniowego. Dlatego w Otwocku onkolodzy i kardiolodzy będą działać razem

Onkolog zlecił natychmiastowe naświetlania, natomiast dwóch kardiologów reprezentuje całkowicie odmienne stanowisko. Jeden jest za kontynuacją naświetlań, drugi za wstrzymaniem się – taką dramatyczną relację można przeczytać na internetowym forum chorych na raka. Albo: Mam w rodzinie bardzo chorą osobę. Ma 75 lat. 20 lat po zawale. Miesiąc temu okazało się, że ma guza na płucu. Został skierowany na naświetlania kobaltem. Po drugim trzeba było przerwać, bo nastąpiła niewydolność krążenia. Czy w tej sytuacji należy kontynuować naświetlania, czy odczekać jakiś czas?
Choroby często chodzą parami. Jak nieszczęścia. Co roku ok. 130 tys. Polaków dowiaduje się, że ma nowotwór, aż 90 tys. z nich umiera. Jeśli pacjent, u którego wykryto chorobę nowotworową, cierpiał dodatkowo na poważne schorzenia kardiologiczne, takie jak niewydolność krążenia, nadciśnienie tętnicze czy choroba wieńcowa, z obawy o jego życie bardzo często rezygnowano z chemioterapii na rzecz innych, mniej skutecznych metod leczenia. Z drugiej strony chemioterapia stosowana w leczeniu chorób nowotworowych u około 60-70% pacjentów wywołuje poważne komplikacje funkcjonowania układu sercowo-naczyniowego. Spowodowane chemioterapeutykami choroby serca najczęściej ujawniają się w trakcie leczenia, aczkolwiek bardzo często diagnozowano je z opóźnieniem kilku lub kilkunastu miesięcy, a nawet lat. Te mechanizmy kardiotoksyczności chemioterapii dostrzeżono już dawno, jednak do dzisiaj przyczyny współzależności terapii przeciwnowotworowej i chorób serca nie są do końca poznane.

Promieniowanie nie takie oczywiste

Wczesne diagnozowanie negatywnych skutków chemioterapii i określenie potencjalnych zagrożeń staje się powoli standardem terapii onkologicznej. Z pomocą przychodzi nowoczesna radiologia, wyposażona w czułą i, co najważniejsze, bezinwazyjną, nieszkodliwą aparaturę. Okazuje się, że diagnozowaniu chorób nowotworowych przy użyciu tradycyjnych metod może towarzyszyć nie tylko wywołanie niepożądanych skutków ubocznych, lecz nawet uaktywnienie samej choroby. Ryzyko zgonu spowodowanego pobudzeniem nowotworu złośliwego po jednorazowej ekspozycji na dawkę promieniowania jonizującego podczas diagnostyki czy leczenia ocenia się na stosunkowo niewielkie, jednak nie należy go lekceważyć. Dla przykładu w Szwecji statystyka przypadków śmiertelnych po przeprowadzeniu przesiewowych badań mammograficznych wynosi od 1 do 5 na 100 tys. wykonanych badań. Przy czym pozwala zmniejszyć umieralność na raka piersi o 25%, co oznacza ponad 560 pacjentek w wieku 50-70 lat.
Natomiast w przypadku raka tarczycy zastosowanie w diagnostyce i leczeniu radioaktywnego izotopu jodu już nie jest bez znaczenia. Nawet krótkotrwałe zetknięcie się organizmu z promieniowaniem jonizującym w okresie dzieciństwa może być przyczyną raka tarczycy. Kraje zachodnie odchodzą powoli od tej metody diagnozowania, stosując ją nie częściej niż u pięciu na 1000 pacjentów.

Daleko od centrum, blisko pacjenta

W Otwocku pod Warszawą otwarto Europejskie Centrum Zdrowia, w którym oddano do dyspozycji chorych i lekarzy jedną z najnowocześniejszych na świecie technologii wspomagających rozpoznanie i leczenie chorób nowotworowych, przeznaczoną zwłaszcza dla pacjentów, którym na przeszkodzie w terapii onkologicznej stoją zaburzenia wywołane chorobami serca. – Projekt wyrósł z obserwacji rynku medycznego i epidemiologii, jeżeli chodzi o dwóch największych zabójców w kategoriach medycznych, raka i choroby serca. Zrozumieliśmy, że wspólne działanie onkologii i kardiologii może być interesujące, ale też bardzo potrzebne. Do tego dochodzi aspekt psychologiczny, który ucieka nawet najlepszym placówkom. Chcielibyśmy program terapeutyczny wspierać pracą psychoonkologów, psychoterapeutów, a nawet muzykologów, bo mamy wybitną psychoterapeutkę, która przygotowała specjalny autorski program – mówi dyrektor zarządzający centrum, Anna Kieszkowska-Grudny.

Szybka diagnoza, większe szanse

Leczenie najnowszej generacji polega m.in. na tym, żeby zminimalizować medyczną ingerencję w zmęczone chorobą ciało pacjenta. Weźmy np. 128-rzędowy tomograf komputerowy. Po pierwsze, pozwala zmniejszyć dawkę promieniowania rentgenowskiego. Po drugie, zawieszona na poduszce lampa detektor, wykonując pełny obrót wokół ciała w ciągu 0,3 sek, umożliwia dokładny wgląd w każdy fragment organizmu bez fizycznej interwencji. Albo mammograf cyfrowy Selenia, który redukuje liczbę badań w wątpliwych przypadkach do jednego, zwiększając szansę pacjentek na szybkie leczenie.
Zastosowane w placówce bezinwazyjne i wirtualne metody diagnostyki oraz terapii umożliwiają ponadto rozwój doświadczenia kadry naukowej na odległość, bez konieczności osobistego asystowania przy stole operacyjnym. Centrum bowiem to nie tylko nowoczesny szpital, ale również ośrodek szkoleniowo-badawczy, który oferuje kursy doszkalające dla kadry medycznej.
– Liczymy na to, że szpital będzie dostępny dla każdego. Mamy już pierwsze sygnały po rozmowach z płatnikiem, że tak. Jesteśmy dostępni, jeżeli chodzi o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, w trzech dziedzinach: chemioterapii, chirurgii onkologicznej i urologii. Rozmawiamy jeszcze o znalezieniu pieniędzy na finansowanie takich usług jak kardiologia, skoro mówimy o jej połączeniu z onkologią. No i przede wszystkim diagnostyka obrazowa. Sprzęt, który został dobrany ze szczególną troską po to, żeby diagnozować lepiej i szybciej, żeby można było wcześnie zacząć właściwe leczenie, które moglibyśmy w pełnym wymiarze zaoferować w ramach NFZ, powinien przede wszystkim służyć pacjentom – podsumowuje Anna Kieszkowska-Grudny.

Wydanie: 37/2010

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy